mysweetlovebieber

Never Say Never

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Rozdział 16.






Obudziłem się wypocząty. Podniosłem do góry powieki przetarłem dłońmi twarz i spojrzałem obok.
Spałaa... W tak spokojnym śnie to jeszcze nigdy jej nie widziałem.
Leżała lekko wtulona we mnie trzymając jedną ręke na mojej klatce piersiowej spokojnie oddychając.
Podniosłem delikatnie głowe po czym ucałowałem ją w czółko .
Zdjąłem jej dłoń delikatnie ze mnie po czym wstałem do pozycji siedzącej.
Poczułem jak jej dłoń znowu wędruje na moją klate i delikatnie mnie popycha .
-Nie puszcze.- powiedziała zaspanym głosem mocno mnie ściskając.
Zaśmiałem się obejmując ja ramieniem.
-Musisz mnie puścić mała...-mruknąłem uśmiechając się do niej.
Podniosła swój zaspany wzrok na mnie i jeszcze mocniej ścisnęła w pasie.
-A gdzie 'dzień dobry kochanie jak się spało?'- burknęła przymrużając oczy.
-Ohh..Dzień dobry maleńka ! Jak się spało? - spełniłem jej życzenie chichocząc.
-mmmmmm..cudownie. Miałam cudowny sen.-Powiedziała podekscytowana.
-Hym? No to się nim podziel!
-Ojj nie wiem nie wiem...to nie dla dzieci.
-Dla kogo ? -spytałem zdziwiony. - Kochanie.. mam ci przypomnieć jakie rzeczy ty z tym ''dzieckiem'' wyprawiasz?-odparłem z wyższością w głosie..
-Ohhh no... może potem ci powiem.- wystawiła mi język .
Szybko przybliżyłem swoją twarz do jej po czym ugryzałem ją lekko w ten język. Chwile potem musnąłem delikatnie jej suche wargi po czym włążyłem swój język do jej ust pieszcząc jej podniebienie.
Nasze języki tańczyły razem przez kilkanaście sekund po czym oderwałem się od niej i promiennie uśmiechnąłem.
-Wiesz że cię kocham? I że jesteś najważniejsza..najpiękniejsza najkochańsza i w dodatku tylko moja? - mruknąłem patrząc uważnie w jej tęczówki.
-Wiem wiem... Ja ciebie też mój mężczyzno.- odparła tuląc się do mnie.
Uwielbiam kiedy to robi... uwielbiam kiedy robi się taka niewinna jak małe dziecko...Kocham to.
-Yhh..kotku mamy problem? - mruknąłem zaciskając mocno usta.
-Jaki?
-Ymmmmm....Jerry jest pełny i musi iść się wypróżnić..tylko że on sam raczej nie trafi do łazienki.A zaraz pęknie...- mruknąłem ledwo się trzymając.
Zaśmiała się głośno puszczając mnie w pasie.
-Biegnijcie..tylko wócić mi tu zaraz!-krzyknęła .
Wbiegłem szybko do łazienki . Wypuściłem moje towarzysza na wolność który zrobil to co trzeba.
Odetchnąłem głośno z ulgą a chwile po tym uslyszałem głośny śmiech Diany.
No cóż.. musiala to usłyszeć.
Zachichotałem umyłem ręce po czym wróciłem do mojej dziewczyny.
Wpadłem pod kołdrę i dłońmi zacząłem dotykać jej ciepłego ciała.
-Aaaaa zimne zimne ! Spadaj! - zaczęła krzyczeć wiercąc się na wszystkie strony.
-Wiem... - poruszyłem zabawnie brwiami cwaniacko się uśmiechając.
-Głupek.-mruknęła już spokojna.
Włożyłem moje zimne ręce pod jej bluzke dotykając jej ciepłego brzuszka..pojechałem na jej plecki przyciągając ją do siebie.
Zacząłem muskać jej usta . Moje dłonie same z siebie zjechały na jej pupe mocno ją ściskając.

-Yhmm dzieciaki nie chce wam przeszkadzać ale za 10 min będziemy pod hotelem.-Usłyszałem głos mojej rodzicielki za sobą.
Oderwałem się niechętnie od Diany spojrzałem na mame po czym twierdząco kiwnąłem głową.
Kiedy wyszła znowu przykleiłem się do Diany całując i liżąc jej szyje.
-MMmm..Bieber...10 minut... my musimy...ohhhhh..- jęknęła kiedy zacząłem dłońmi pieścić jej piersi.
Całowałem gryzłem i lizałem jej szyje mocno ściskając jej piersi.

-ZŁAAAAAAAAAAAAAAAAAAŹ! - krzyknęła odpychając mnie.
Westchnąłem zrezygnowany. Wstałem i udałem się do łazienki..

-Mhhhm...kochanie a może wpólny szybki przysznic? - powiedziałem wychylając głowe zza wąskich drzwi.
-Ideeee! - krzyknęła szybko wstając i biegnąc do mnie.
-Ale...-pogroziła mi palcem . -bez żadnych amorów!
Kiwnąłem głową z chytrym uśmieszkiem po czym zamknąlem drzwi.


Po kąpieli okryłem ją i siebie ręcznikiem po czym mocno ją do siebie przytuliłem.
-Mialo być bez amorów zboczeńcu...-mruknęła klepiąc mnie w mokrą klate.
-Ohhh..to tylko moje dłonie.. odburknąłem uśmiechając się...
Pokiwała zrezygnowana głową odklejając się ode mnie.
Ruszyła w strone wyjścia a ja jak to ja.. klepnąłem ją lekko w pupe.
-BIeber..zabije cię kiedyś! - krzyknęła szukając ubrań na dziś.
Zaśmiałem się głośno i zacząłem ogarniać moje mokre włosy.


* Oczami Diany *



No co za zboczeniec. Mówi się '' BEZ amorów'' to ten musiał się do mnie dobrać.. teraz jeszcze klepie mnie w tyłek.
Co nie powiem..nawet mi się podoba.. no ale mógłby mnie posluchać.! Za słaba jestem..za łatwo mu ulegam no.
Musze coś z tym zrobić.

Wybrałam z torby szary luźny dres białą bokserke po czym powędrowałam do Justina torby by wyjąc jakąś fajną bluzę.
Wzięłam czarną bluze z jakimś nadrukiem. Założyłam to wszystko na siebie po czym powędrowałam do niego do łazienki.
-Biebs... chyba właśnie jesteśmy na miejscu.-poinformowałam czując że pojazd zwalnia.
-Czuje maleńka . - mruknął kończąć suszyć swoje włosy.
Uśmiechnęłam się wzięłam czarną gumkę do włosów i związałam moje długie mokre loki w nieogarnięty kok.
Przemyłam twarz jeszcze wodą po czym usłyszałam głos Pattie informujący że wychodzimy.

-Lubie jak masz taką fruzyrę . -mruknęł JB obejmując mnie w pasie i całując w nos.
-Dobra dobra chodź musimy iść.-mruknęlam ciągnąc go za sobą.
Wyszliśmy z hotelu i od razu przebiegł mi po ciele nie miły dreszcz.
Przed moimi oczami znajdowało się z 200 dziewczyn... piszczących skaczących drących się jego imie.
No cóż..fani.
-Scisnął moją dłoń i zaczął wszystkim machać na przywitanie...
-No to witaj Kanado... - szepnął.
No tak w końcu troche się nasłuchałam o tym miejscu..
O jego rodzinnym mieście..domu .. o dziadkach.. szkole problemach..o wszystkim.

Kenny zaprowadził mnie od razu do hotelu po czym pobiegł do JB który rozdawał autografy i robił sb z nimi zdjęcia.
Przgyladałam się mu uważnie ... mimo że to było męczące to było widać że to uwielbia..
W sumie to dzięki fanom nadal utrzymuje się na pierwszych miejscach ... Jego kawałek serca jest oddany tylko im...
Nawet gdy jest strasznie zmęczony ledwo się trzyma na nogach i tak ma chęć spotkania się z nimi... dania tych pare autografów czy zdjęć...
Mówi ze to oni stawiają go na nogi gdy ma wszystkiego dość...
Ja osobiście jestem pod wielkim wrażeniem.


JB wbiegł do hotelu cały wesoły .
-Diana! -krzyknął szukajac mnie wzrokiem.
-Tutaj! - krzyknęłam machając mu ręką stojąc z Pattie i Scooterem przy recepcji.
Podbiegł do mnie i mocno przytulił.
-Co się stało?-spytałam zdezorientowana.
-Jedna z fanek powiedziała że jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką kiedy kolwiek widziała że strasznie jest z nas..ciebie dumna i że cieszy się moim szczęściem i ..chcialaby mieć z nami zdjęcie.-powiedział wszystko na jednym wdechu.
-Spokojnie mały... to miłe. ale jak mam sobie z nią zdjęcie zrobić..przecież ja tam nie wyjdę.- mruknęłam smutna.
-Ona stoi tam.-pokazał mi palcem na hol .
Zauważyłam dziewczyne mojego wzrostu chyba mlodszą nie dużo ode mnie . Z ciemnymi prostymi włosami do ramion o ciemnej karnacji uśmiechającej się do nas.
-To..chodź?-spytałam niepewnie .
Poczułam jego dłoń na swojej po chwili ciągnął mnie za soba uśmiechając się do dziewczyny.
-No to to jest Diana..ale to wiesz a to Nina.- przedstawił nas sobie .
-Cześć.-podałam jej dłoń którą mocno ścisnęła. Oczy jej się świeciły jak kotu w ciemności.
Widać było że jest podekscytowana..ale przecież to tylko ja..nikt ważny.
-Strasznie się ciesze że moge cie poznać..aaa..mogłabym cię przytulić? -spytała niepewnie patrząc na swoje buty.
-jasne.! - odparłam radośnie po czym poczułam dziewczyne w swoich ramionach.
Przytuliłam ją mocno do siebie głaskając delikatnie po głowie.
-Kocham cię..bo dajesz Justinowi szczęście na jakie zasługuje.A zasługuje na ogromne ! - szepnęła tuląc się mocno.
-Dziękuje...- odparłam czując szczęście które rozpiera mnie od środka.
Uśmiechnęłam się do niej kiedy się ode mnie oderwała i delikatnie wytarłam jej pojedyńcze łezki spływające po jej ciemnych policzkach.
Poczułam jak także moje oczy wypełnia słona woda.
JB stał i przyglądał nam się z wielkim usmiechem .

-Możecie nie płakać? Bo ja zaraz będe beczeć... - mruknął udając złego. Słodko to wyglądało.
Zaśmiałyśmy się.
-Ja musze iść..ale dziękuje wam strasznie..teraz wiem że marzenia się spełniają.Dziękuje! Kocham was! - powiedziała ze smutkiem w głosie po czym przytuliła nas oboje bardzo mocno.
-Do zobaczenia..-powiedzieliśmy razem po czym zachichotlaliśmy.
-No chyba nie..-mruknęła coraz bardziej smutna.
-Dl..dlaczego?- spytał niepewnie JB.
-Nie będzie mnie na koncercie..nie ..nie moglam kupić biletów..-szepnęła odwracając się i chcąc udać się w strone wyścia.
-Zaczekaj! - krzyknął JB.-Diana..wiesz co zrobic?- spytał patrząc na mnie . Pokiwałam twierdząco głową po czym pobiegłam szybko do Scootera.
-Gdzie są te bilety co będziemy rozdawać fanom przed koncertem?- spytałąm dysząc.
-W tej czarnej robie na kanapie obok Pattie. A po co ci teraz?-spytał spoglądając na mnie.
-Komuś trzeba jeden podarować.-odparłam udając się szybkim krokiem do torby.

-Gdzie te biletyyyyyy....- powiedzialam zdenerwowana starajac się je znaleźć.
-Daj..spokojnie.-powiedziala mama JB odbierajac mi torbę.-proszę.-powiedziala podjaąc mi 3 bilety.
-Dziękuje! - krzyknęłam biegnąc do dziewczyny.

-To teraz powiedz ile potrzebujesz?-spytał JB kiedy dobiegłam..
-Ale ja..ja nie..nie moge.-jąkała się zawstydzona.
-Przestań nie pierwszej osobie je dajemy.Po to je mamy.No to ile?- spytał odbierając ode mnie bilety...
- Jeden..bo tylko ja nie mam a chciałam iść z przyjaciółką..-burknęła lekko się uśmiechając.
-No to proszę.-powiedział podając jej bilet w 1 rzędzie.
-Aaaa..przyjaciółka jaki ma rząd? - spytał..
-yhm...9.-mruknęła smutna.
-To masz kolejny dla niej. I nie moge się doczekać az was tam zobaczę.- powiedział radośnie po czym wszyscy się uśmiechneliśmy.
Dziewczyna przytuliła mocno do siebie Justina cicho szlochając po czym wtuliła się we mnie i zadowolona podziękowala i udała się do wyjścia.

-No to kolejny fan uszczęśliwony..-szepnął kiedy wchodziliśmy do swojego pokoju.
Uśmiechnęłam się po czym rzuciłam na miękkie duże łóżko.

-Zaraz zasne..- mruknęłam zmęczona.
-Przed chwilą spałaś.-powiedział podchodząc do mnie i siadając na mnie okrakiem.
-kochanie... 3 godziny temu wstaliśmy.-powiedzialam mrużąc oczy.
-Ile?No co ty gadasz...owww...no tak.-powiedzial spoglądając na zegarek .
-Jest 20.15... w sumie..spaliśmy jakieś 4 godzinki.. - mruknął przeczesując swoją czupryne.
Ziewanęłam głośno na co on zachichotał kładąc się na mnie.
Jęknęłam poprawiając się w miejscu tak by było mi wygodnie .
-Dawno się z tobą nie kochałem... -szepnął kręcąc mojego włosa na swoim palcu.
-Ohhh.Bieber. A pryszniC?-spytałam jeszcze raz ziewając.
-Ojjj..to nie był nawet sex mała. Takie tam..pieszczenie się.
-Chodź. - mruknęłam przyciągając go za bluzke do siebie.
Msunęłam delikatnie jego różnowe ,wilgotne wargi na co on się delikatnie usmiechnął.
Usiadł na mnie wygodnie po czym jednym ruchem zdjął ze mnie bluze razem z bluzką .
Ja zrobiłąm to samo z jego bluzką po czym dobrałam się do paska od jego spodni.
On szybkim ruchem zdjął ze mnie dres po czym pomógł mi z jego spodniami.
Po chwili oboje byliśmy w samej bieliźnie.
Jego ręce wędrowały po moim ciele przez co czułam coraz silniejsze dreszcze podniecenia.
Całował i lizał moją szyje.. potem piersi brzuch , podbrzusze . Musnął delikatnie moje czułe miejsce po czym przeszedł do moich ust.
Całował mnie a jego ręce powędrowały do moich majtek. Podniósł mnie troche do góry . Pupą opierałam się o jego nogach .
Z łatwością ściągnął ze mnie dolną bieliznę po czym podniósł jeszcze do góry i złapał za pupe a jego usta powędrowały na moje piersi.
Całował je co chwile pieszcząc językiem. Jego dłonie powędrowały na nie i mocno ścisnęły przez co cichutko jęknęłam.
Dorwał się do zapięcie ..rozpracował je a po chwili leżałam już całkiem naga i całowałam jego wilgotne usta, co chwila przeczesując swoją dłonią jego włosy.
Nie byłam mu dłużna . Dorwałam się do jego czerwonych bokserek które po chwili leżały na ziemi .
Pieściłam dłonią delikatnie Jerrego kiedy on jedną ręką sie podpierał drugą pieścił pierś a ustami całował moje..

Nie minęło 20 sekund kiedy Jerry delikatnie się we mnie poruszał.
Odchyliłam głowe do tyłu pozwalając aby Biebs składał mi pojedyńcze calusy na szyji i cicho pojękiwałam.
-Szbyciej....-szepnęłam przygryzając jego ucho.
Spełnił moją proźbę. Zaczął poruszać się stałym szybkim rytmem tak że ledwo mogłam złapać oddech..
-Ohhhhh....-jeknęłam drapiąc go po plecach.
Syknął delikatnie .Wiedziałam że to lubi..Lubial jak stawał się mniej łagodna niż zawsze.

Po chwili poczułam że zaraz oboje sięgniemy szczytu . Justin przśpieszył jeszcze bardziej a 10 s. potem oboje doszliśmy krzycząc głosno.
Przez nasze ciała przeszedł ogromny dreszcz... Słychać było nasze przyśpieszone oddechy i bicie serc.
Spojrzałam zmęczona na niego ..kropelki potu spływały mu po klatce piersiowej . Delikatnie je wtarłam w skóre masując przy tym jego klate.

Poczułam jego usta na swoich..musnął je delikatnie po czym zszedł niżej i delikatnie przez pocałunki łaskotał moje miejsce intymne.
Czesałam dłonią jego włosy i co chwila cichutko jęczałam.
Językiem zaczął pieścić moją łechtaczke . Zacisnęłam mocno usta wiedząc ze przez to w każdej chwili moge po raz drugi dojść.
No i stało się..doszłam. On delikatnie językiem smakował moje soki . Poczułam straszne zmęczenie mieszając je z wielkim podnieceniem.

JB wrócił ustami do moich ust mocno mnie pocałował po czym przykrył orzechową pościelą i wtuliłsię w moje ciało.
-Kocham cię..-szepnął zmęczony.
-Nie spisałam się dziś...-mruknęłam niezadwolona..
To prawda nic nie zrobiłam aby było mu dobrze..
-Żartujesz?-szepnął patrząc na mnie.- Potrafisz jak nikt inny poruszać się tak w rytm tego co robie ja że w każdej chwili moge nie wytrzymać.Zresztą..kocham jak mnie drapiesz po plecach,ściskasz moje włosy,gryziesz ..całujesz pieścisz.Robisz więcej niż ci się wydaje kochanie.-dokończył po czym ucalował mnie w policzek i przciągnął do siebie.
-Dziękuje... Ja ciebie też kocham.- mruknęłam całkiem zmęczona.
Przytuliłam się do niego czując że zaraz odpłynę..

I stało się odpłynęłam w kraine marzeń śniąc tylko o nim...


____________________________________

No siema <3
Coś napisałam..ale tak wieje nudą ze ja pierdole.;/
Ale obiecałam że dziś coś napisze. No to jest..
Ale musze jakąś fajną akcje wymyśleć tu..
żeby nie było tak nudno.
No ale przynajmniej SEX JEST! XD
a tego mi brakowało xD
hahaha dzięki za komentarze i wgl <3
Tak jak zawsze kocham WAS! <3
Tagi: 16.
18.05.2012 o godz. 22:15

Rozdział 15.





Gapiłam się głupio w jeden punkt z lekko otwartymi ustami... Drzwi które nadal były otwarte ściskałam z całej siły.
A przede mną stała nadal ona.... ta która być może nosi w sobie dziecko mojego....ex mężczyzny.
Kogoś kogo tak cholernie mocno kocham..to ja powinnam być na jej miejscu..to ja powinnam je nosić w sobie..i to on powinien cieszyć się z tego że będzie tatusiem...
Najwidoczniej to nie mi jest ta rola przeznaczona... Czy może stać się jeszcze coś gorszego niż..zdrada..do tego z małą niespodzianką?
Chyba nie..

Otrząsnęłam się z lekkiego transu i spojrzałam wprost w jej zapłakane wścibskie oczy.

-Zadowolona jesteś?-spytałam zachrypniętym głosem .
-Z czego mam być zadowolona... z tego że nosze w sobie tego ohydnego bachora?Chyba kpisz...- odburknęła potrząsając pokazowo swoimi długimi włosami.
-Zniyszczyłaś mi życie...moją miłość moje pieprzone szczęście...po cholere tu przylazłaś?Oczekujesz czegoś ode mnie?!-krzyknęłam prawie na nią plując.
-Szczerze?-Zaczęła piskliwym głosem..chyba wraca do siebie.-To tak. Chce żebyś powiedziała swojemu facetowi ze czeka go niespodzianka i że chce czy nie..bd łożył na to dziecko.Czeeeść!-powiedziała porzegnała się szczęśliwa i udała się do swojego pokoju.
Zatrzasnęłam jak najmocniej drzwi tak że chyba było słychać w całym cholernym hotelu i jak naszjszybciej schowałam pod kołdrą.
Skuliłam się w głębek i zaczęłam uwalniać łzy...jedną za drugą. Coraz mocniej oddychając zaczęłam głośno szlochać..to nic że mógł mnie ktoś usłyszeć..nie obchodziło mnie to w tym momęcie.
Zaczęłam przypominaś sb..krótkie ale piękne chwile z nim...z tym kogo tak mocno potrafie kochać...Co jak co ale sprawił że byłam na prawde szczęśliwa..
Potrafił jednym gestem sprawić że cały świat się nie liczył..tylko on. Jeden uśmiech, pieszczota, pocałunek ,zapach..nawet cholerne mrugnięcie sprawiało że czułam się tą jedyną szczęściarą którą wybrał...
Widocznie zbyt szybko zaczęłam się tym cieszyć...

Przetarłam zmęczoną i mokrą twarz dłońmi i przymrużyłam oczy...
Chwile po tym zasnęłam...



* Oczami Justina*



Była u mnie Angela... w ciąży... to jest nie możliwe.No bo jak? Nawet nie wiem czy 5 razy w nią wszedłem..i ona od tak już w ciąży?
Chyba doustnie kurwa. Nie nie żebym coś sugerował... Nawet nie doszedłem...Powtórze jeszcze raz to jest NIE możliwe.
A Diana? U niej też była... słyszałem jej szloch... jak trzasnęła drzwami..tak cholernie chce ją przytulić pocałować ... obudzić się z tego cholernego snu!
Bo to sen prawda? Sen..pieprzony koszmar. Zaraz się obudze ona będzie leżała wtulona obok mnie...szepne że ją bardzo kocham i to wszystko..to się skończy.

-CO TY PIEPRZYSZ BIEBER! - krzyknąłem na cały pokój po czym rzuciłem mocno w ściane telefonem który trzymałem w ręce a na nim widniało jej zdjecie...
Jej słodki uśmiech i roześmiane oczy...
Była tylko moja tylko...a ja potrafie schrzanić nawet moje największe szczęście. Usher ma racje..jestem zwykłym skurwielem..
Tak tak powiedział mi to kiedys jak zabawiałem się z jakąś dziwką. Wiedząc że moi fani by tego nie tolerowali..
Tak a pro po..trzeba kupić nowy telefon ...
Nie ważne...
Ona pewnie już śpi jest... ha 4.00 świetnie Bieber a ty masz wstać o 7.00 no i po jaką cholere spać?

Położyłem się na łóżku i tępo patrzyłem w sufit pod nosem klnąc na siebie.
Nim się obejrzałem była juz 6.00..

-Ide do niej. - szepnąłem wstałem i udałem się do recepcji po karte.

Bez problemu dostałem zapasową karte..co powiedziałem? Że zapomniałem swojej i tyle.
Stanąłem przed jej drzwiami i delikatnie przesunąłem kartą czytnik.
Zielone światło..moge wchodzic.
Otowrzyłem delikatnie drzwi i spojrzałem na łóżko. Cóż jeżeli nie śpi wywali mnie na zbity pysk i tyle.
Na całe moje... szczęście słodko spała.
Podszedłem powolnym krokiem do łóżka i na skraju jego usiadłem.
Miała twarz zwrócona w moją strone.. zamknięte oczy i spokój na twarzy.
Wyglądała jak anioł. Dotknąłem dłonią delikatnie jej policzka..pod opuszkami poczułem suchą skóre..
Czyli tak jak mówiłem..płakała. Zdjąłem opadający ciemny kosmyk włosów z jej twarzy i założyłem delikatnie za ucho.
Zbliżyłem swoją twarz do jej i lekko pocałowałem w policzek..drgnęła.
Zaczełem ją głaskać po głowie..jak małe dziecko do snu.
Do oczu cisnęły mi się łzy..nawet nie blokowałem im przejścia..spływały z moich oczu jak tylko chciały.

-Nawet nie wiesz jak cholernie tego żałuje...jak cholernie cię kocham.Gdybym tylko mógł cofnąć ten pieprzony czas nigdy nie popełniłbym tego samego błędu...żałuje..-szepnąłem przeczesując jej ciemne włosy.
Przybliżyłem jeszcze twarz do jej i po raz drugi cmoknąłem w suchy policzek.


* Oczami Diany*





Przebudziłam się jakieś 30 s. temu... w trakcie jego mowy do mnie...
Udałam że dalej śpie nawet nie drgnęłam chodź łzy były już na skraju wytrzymałości.
Teraz siedzi przy mnie i delikatnie mnie głaska...
Chce się do niego wtulić... powiedzieć że wybaczam że kocham..tylko to nie jest taki proste.
Co z tego jeżeli on mnie na prawde kocha jak ta dziwka nosi jego dziecko? PRawdopodobnie..może być też taka opcja że kłamie.
Chce żeby to wszystko już się skończyło... Żeby wszystko okazało się głupim żartem po którym obraże się na Justina na.. kilka godzin a on będzie błagalnie przepraszał..całował dotykał tylko po to bym znowu zaczęła się do niego odzywać.
Ale tak jak mówiłam..moja gwiazda nie istnieje..więc żadne z marzeń się nie spełni.
Gdybym mogła ją tylko spotkać juz bym jej powiedziała co o niej myśle.. takie gwiazdy powinny nas samych szukać a nie my ich!

Otworzyłam delikatnie i niechętnie oczy od razu patrząć przed siebie.

-Wstałaś...-szepnął..- prosze cię..nie krzycz teraz na mnie . Możesz mnie wygonić pobić..ale nie krzycz.-dokończył patrząc przez łzy na mnie..
Spojrzałam w jego czekoladowe oczka i mocniej do siebie przytuliłam poduszke pozwalając moim łzą zobaczyć światło dzienne.
-Nie chce krzyczeć... nie mam ochoty na to..na nic nie mam ochoty..po prostu powiedz mi..dlaczego? -mruknęłam spoglądając na niego.
Wziął zapas powietrza do usta przetarł dłońmi mocno swoją twarz po czym spojrzał na mnie.
-Diana ja....ja sam nie wiem... Ona mnie po prostu omamiła..wiem wiem to cholernie głupie wytłumaczenie ale tak było wypiłem opowiedziałem jej o naszych kłótniach...
No i dla niej to był dobry pretekst żeby zacząć mnie pocieszać w taki a nie inny sposób. Pragnąłem bliskości dotyku ... ona to chyba wyczuła ..Ale Diana ja przysięgam to nie jest moje dziecko!
Ona nie mogła zajść w ciąże..a jezeli już jest w tej pieprzonej ciąży to NIE ZE MNĄ! Kochanie..prosze uwierz mi... -skończył prawie szlochając.
-Jak ja mam ci uwierzyć jak mnie zdradziłeś?
-Diana...
-Shhhhh....- przyłożyłam mu palec do ust dajac znak żeby nie dokańczał.
Wziął ją i mocno pocałował .
-Zapomnijmy o tym prosze..wróć.-szepnął trzymając moją dłoń nadal przy swoich ustach.
-Tego nie da się zapomnieć..a teraz wyjdź. Musze się ubrać umyć ... - wyrwałam moją dłoń z jego uścisku po czym wstałam i zaczęłam wygrzebywać ciuchy na dzis..Swoją drogą trzeba sie spakować za 2 godziny wyjeżdżamy.
Nic nie zrobił tylko nadal siedział na moim łóżku przecierajac twarz.
-Wyjdź. - powtórzyłam patrząc na niego.
Przekręcił głowe w moją strone wziął głęboki oddech wstał i.. wyszedł.
Zacisnęłam mocno usta i udałąm się do łazienki.

Wzięłam zimny prysznic ubrałam się przeczesałam włosy nawet się nie malowałam po co ... jak moge płakać spać płakać spać i tak w kółko.
To się staje monotonne.


Wyszłam z pokoju i udalam się na dół do holu tam gdzie zawsze się spotykaliśmy.
Pierwsze co przykuło moją uwage to ona..Scooter i JB.. Scooter darł się na nią po nim JB a ona ''biedna'' stała wystraszona.
Z tego co mogłam usłyszeć to '' jak mogłaś coś takiego zrobić '' '' jesteś dziwką'' ( to JB) '' Z ciążą tańczyć nie będziesz! '' i '' omamiłaś Justina niszcząć jemu i Dianie ich związek''.
Reszty nie słyszalam bo podbiegła do mnie zatroskana Pattie mocno mnie ściskając.
-Będzie dobrze...zobaczysz.-szeptała głaskając mnie po głowie.
-Może będzie może nie nie chce o tym rozmawiać..jestem silna dam sobie rade.-szepnęłam przytulajac ja po czym oderwałam się od niej i udałam w strone wyjścia.
Kenny wziął mój bagaż bo tylko mój został i załadował do ciemnego dużego autobusu.
Reszte trasy przębędziemy w tym autobusie.
Z tego co wiem.. ja mam spać z Justinem. Tak kurwa pale się do tego.

Niechętnie weszłam do niego i udałam się na sam tył siadajac na jasnej skórzanej kanapie.
Nie minęło 5 minut a cała ekipa również się w nim już znajdowała.
Tylko chaosu to nawet w NY nie ma...
Wszscy przekrzykiwali siębie nawzajem. Włożyłam słuchawki do uszu włączyłam muzyke z telefonu i zatraciłam się w myślach.
Spojrzałam jeszcze w ich kierunku ... zrezygnowany Justin siadł na drugiej jasnej kanapie troche zdala ode mnie i przetarł twarz dłońmi po czym złożył je jak do modlitwy i tępo się na nich patrzył .
Jego mama usiadła obok niego i mocno go przytuliła a on jak małe dziecko wtulił się do jej piersi.. Chyba płacząc..
Lekko się uśmiechnęłam bo co jak co ale to był piękny widok... On ma 17 lat (od.aut. bo tu nie ma jeszcze 18 ) a nie wstydzi się takich uczuć.
Siedziałam z pod kulonymi nogami wystukując rytm piosenki na kolanie i patrzyłam na ten śliczny obrazek..
JB w pewnej chwili swój wzrok przeniósł w moim kierunku . Oczy miał całe zaszklone ..pełne bólu.
Przełknęłam głośno śline po czym mocniej się skuliłam.
Spojrzałam jeszcze raz na niego a on nadal na mnie patrzył...
W pewnym momęcie mimiką jego ust odczytałam w moją strone '' I love you''
Schowałam głowe w nogach i z powrotem wsłuchiwałam się w piosenkę ''Smile'' Michael'a Jackson'a
Piosenka całkiem pasująca do mojego nastroju...

( Prosiłabym żeby każdy teraz włączył piosenke! )

''Uśmiechnij się, pomimo bólu serca
uśmiechnij się, pomimo tego że się łamie.
Kiedy są chmury na niebie.
Poradzisz sobie...
jeśli uśmiechniesz się wraz ze swoim strachem i smutkiem.
Uśmiechnij się, a może jutro
Okaże się , że życie jest coś warte
Jeśli tylko...''



Piosenka piękna ... prawdziwa tylko że zamiast wywołująca uśmiech na twarzy wywołuje łzy w moich oczach.
Może .. utwór mówi prawdę .. może powinnam tak robić a wszystko byłoby łatwiejsze? I... '' Okaże się że życie jest coś warte'' jutro...
Jeżeli tylko uwierze..i pokonam to wszystko.
Milość pokona wszystko prawda? Może to takze.. może on i ja.. to coś więcej niż mogłoby się wydawać.
A co jeżeli tak miało być? Jeżeli Ten na górze..wystawił nas na taką próbę.. Przecież każdy w życiu ma swój cel więc każdy ma jakąś próbę do przejścia...
A jęzeli... się poddamy..to moze On jest zawiedziony? Przecież to dzięki Niemu jest życie więc On to wszystko musi znać na pamięć..
Czasami warto próbować.. przecież to nic nie kosztuje a można coś zyskać prawda? Tym czymś w tym przypadku jest miłość której tak cholernie pragnę...
Chciałabym żeby .. żeby w końcu się udało. Nawet już nie myśle o tym że ona..może jest w ciąży.
Wszystko da się pokonać... każdy ból cierpienie ...trzeba być tylko silnym ... tyle tego trzeba od siebie wymagać.Bo życie nie jednego potrafi nas nauczyć.
Kopie w dupe to prawda ale potrafi też sprawiać miłe niespodzianki takie jak..miłość czy szczęście .
Wierze że każdy człowiek ma w sobie siłę którą tylko musi odkryć i w nią wierzyć.. skoro każdy to ja też ją posiadam.
Jeszcze tylko wiara i będe miała wszystko czego pragnę to spełnienia szczęścia...
Dam rade....


Podniosłam głowe do góry i spojrzałam przed siebie i szeroko się uśmiechnęłam.
Wróciłam wzrokiem na Justina który ostro szlochał w pierś matki....Ona w pewnym momęcie spojrzała na mnie oczami zaszklonymi pokręciła przecząco głową i mocno ucałowała syna w głowe.
Było mi żal..miałam żal do siebie że to w pewnym sensie prze zemnie on teraz tak placze.Ale w końcu ja też cierpie...
A on cierpi przez swoją głupote racja? Może i przez moją też..bo za pierwszym razem powinnam tej dziwce wyrwać klaki..
Właśnie a gdzie ona?
Wyjełam szybko sluchawki z uszu i zaczęłam szukać ją wzrokiem.
Zauważyłam ją siedzącą na samym przodzie obok Scootera który rozmawiał z Keniakiem.
W mojej głowie utowrzył się plan który bardzo mi się spodobał.
Podeszłam szybko i pewnie do niej.
-Nie przeszkadzam?-spytałam na tyle grzecznie na tyle moglam tą blondyne.
-Co.nie nie. Co chcesz? -spytała patrząc głupio na mnie.
-Nic tylko...- szarpnęłam ją mocno za włosy przewracając ją przy tym na podłogę.
-Co ty kur..- nie dokończyła bo moja pięść znalazła się na jej twarzy.
Siedziałam na niej okrakiem i mocno okładałam ten zakłamany psyk.
-Ey ey !! Ryan pomóż! -Krzyknął Scooter odciągając mnie od niej. Obie szarpalyśmy sie jak jakieś zwierzęta.
W Końcu Kenny mocno mnie złapał w pasie i podniósł do góry.
-Zostaw mnie! Musze zabić tą suke! -Krzyczałam starajac mu się wyrwać.
Scooter razem z Ryanem trzymali tą małpe a mnie Kenny podnosił coraz wyżej próbując uspokoić.
-Dobra jestem spokojna! JUŻ! Postawisz mnie na ziemi? - powiedziałam starając sie wybrać najspokojniejszy ton.
W końcu postawił mnie na ziemi ale tą małpe nadal trzymali.
Kenny trzymał mnie lekko za ręke jakbym miałą się wyrwać.
-Co w ciebie wstąpiło?-Spytała Pattie podchodząc do mnie..
-Sama nie wiem..chęć zabicia jej. - mruknęłam poprawiając ubranie i włosy.
-To widziałam.. ostra jesteś.-mruknęła po czym poprawiła mi dłonią włosy uśmiechając się..
-Nie dziwie ci się że to zrobiłaś-szepnęła po czym mocno mnie przytuliła..
Oderwała się ode mnie po czym spojrzałam na Justina który ocierał łzy i patrzył na mnie jakby z wdzięcznością i podziwem.
Uśmiechnęlam się lekko do niego po czym mój wzrok powędrował znowu na nią..
-No kochanie a teraz powiedz wszystkim..jesteś w ciąży czy nie?-powiedziałam już spokojnie .
Spojrzała wystraszona na mnie potem na JB i znowu na mnie..
-Noo..słucham?-popedziłam ją.
-Przecież mówiłam że tak?-odpowiedziala pytaniem głupio.
-NIE KŁAM! -krzyknął w końcu Justin chcąc ją uderzyć ale w ostatnim momęcie się powstrzymał.
-Ja ja....nie ..
-Kłamiesz!-znowu się odezwał.
-No to .? Kotku powiesz praawdę?-spytałam ponownie.
-NIE! Nie jestem w ciąży pasuje ?! -krzyknęła wymachując rękami.
-Johnny ( kierowca) Zatrzymaj się ! -krzyknął ponownie JB do kierowcy po czym ten skręcił na jakąś stacje zatrzymując się.
-Wysiadaj.-powiedział pokazując drzwi.
-Co?-spytała
-Gówno! W Y S I A D A J - przeluterował popychając ją w strone drzwi które się otworzyły.
-Chyba cię popieprzyło?Chcesz mnie tu zostawic?
-Nie jesteś w ciąży nie będzie mi cię żal więc..hym..TAK! Kenny pokaż jej jak autobus wygląd z zewnątrz.-zwrócił się do Keniaka po czym ten posłusznie z wielkim uśmiechem wyprowadził ja za ramie z pojazdu.
- Powodzenia! Chcesz kopa na szczęście?- spytał Kenny .
-Yhh..Yh.! NIE NAWIDZE WAS! -krzyknęła gdy drzwi sięjuż zamknęły.
Podbieglam do okna i pomachałam jej na porzegnanie.
-Nareście! Koniec kłopotu..teraz jest drugi..skąd weźmiemy drugą tancerkę?- Spytał Scooter stojąc na środku autobusu.
-Po co nam druga?Mamy Diane..ona wystarczy.-wtrącił JB spoglądając na mnie z uśmiechem.
-Racja.-odparł Scot. i również się uśmiechnął.


Atmosfera była juz lepsza między mną a JB ale nadal nie powiedziałam mu że wybaczam to co zrobił.
Przynajmniej nie płakaliśmy..wysyłaliśmy sobie tylko tęskne spojrzenia.


-Dobra..ide spać zmęczona jestem.-powiedziała spoglądając na zegarek. yhm..23.15
-dobranoc.-odezwał się każdy po kolei kiedy wchodziłam do małego pomieszczenia z 'małżeńskim' łóżkiem.
Odburknęłam im to samo po czym udałam obok do małej łazienki wzięłam szybki prysznic ubrałam za dużą na siebie bluzke JB wciągając przy tym jego perfumy i udałam do łóżka.
Przykryłam się po samą szyje białą pościelą mocno przytuliłam poduszkę po czym zaczęłam odpływać w kraine snów.



*Oczami JB*


Godzine później

Udałem się do Diany bo w końcu ja też tam śpie wziąłem prysznic założyłem białe bokserki i udałem się do niej pod kołdrę.
Od razu poczułem przyjemny zapach pomieszany z moimi perfumami i jej czekoladowym żelem pod prysznic.
Pocałowałem ją delikatnie w policzek odgarniając mokre włosy szepnąłem ''kocham cię''
Po czym ułożyłem obok i odwróciłem do niej plecami.

Jakieś 10 min temu postanowiłem się do niej przytulić.. Najwyżej mnie odepchnie.
Odwrócilem się i położyłem delikatnie ręke na jej ciepłym brzuchu i leciutko przyciągnąłem do siebie po czym wtuliłem się w jej włosy.
Ruszyła się nie spokojnie dootknęła mojej ręki przetarła oczy po czym odwróciłą się przodem do mnie otwierając zaspane oczka.
Uśmiechnąłem się delikatnie do niej trzymajac dłoń na jej biodrze.
-Przepraszam...chciałem..
-Kochasz mnie?-przerwała szeptając.
Uśmiechnąłem się delikatnie.
-Bardzo. I.. przysięgam że nigdy więcej cię nie zranie..Diana pro..
-Shhhhh...-znowu przerwała przykładając dłoń do moich ust.-Wybaczam. A teraz mnie przytul.-szepnęła wtulając się we mnie.
-Jak sobie pani życzy.- odpowiedzialem i mocno ją do siebie przyciągnąłem wtulilem się w nią pocałowałem po czym zasnąłem spokojnym snem...



________________________________
________________________________

juz 15 <3
Dziękuje za komentarze przepraszam że znowu tak długo nie dodawałam ale nie wiedzialam co wymyśleć xD
A wena znowu mi w nocy przyszła.. norma.
Takze Dziękuje za komentarze przepraszam za błędy
i... tyle XD Kocham WAS! <3


Tagi: 15
06.05.2012 o godz. 00:02

Rozdział 14.




(kochani wybaczcie zmieniam bieg wydarzeń.Zjebałam tamten rozdział i strasznie przepraszam . Ale tam gdzie Justin opowiada że tylko całował się z Angelą zmiencie na to że nic nie opowiada.
Nic wgl mówi tylko że był u niej a ona sie do niego dobierała tylko tyle! Zmieniłabym to ja ale juz mi się nie chce pół rozdziału zmieniać. Strasznie was przepraszam.
Także Bieber nic nie wspomniał o tym czy z nią spał czy nie. A reszte rozdziału mysle ze niech będzie jak jest . PRZEPRASZAM)



Cisza... pieprzona cisza której aktualnie nie chciałam słyszeć.
Taka cisza zazwyczaj oznacza tylko jedną odpowiedź...
Którą jak najciszej chciałam usłyszeć. Nawet nie biore do świadomości że mógł coś takiego mi zrobić..
a tyle razy obiecał mówił przysięgał.... czy każdy facet musi być taki sam? Nawe on!?

Wzięłam głęboki oddech potem gwałtownie wypuściłam powietrze z ust po czym postanowiłam wyjść .. przejść się nie wrócić co kolwiek.
Spojrzałam jeszcze na niego . Cały czas przecierał swoją twarz dłońmi...kolejna oznaka odpowiedzi jakiej nie chce usłyszeć.
Usta zaczęły mi drżeć a po policzka zaczęły po mału sływać pojedyńcze łezki.
Podniosłam się z miejsca przy czym przez przypadek zwaliłam ze stołku kubek z Colą która rozpłynęła się po jasnej podłodze.
Justin gwałtownie odwrócił w tę stronę głowę po czym spojrzał na mnie.
Poczułam jak jego ciepła dłoń chwyta mnie za ręke i daje znaki abym znowu usiadła.
-Nie...- mruknął ledwie słyszalnie. - Nie nie przespałem się z nią.. - dokończył patrząc głupio w jeden punkt.
-NIE?! To co to kurwa miało być? No o co jej takiego chodziło? Lizałeś ją kurwa?! Palcówe odjebałeś czy co innego? No dalej mów posłucham!- krzyknęłam a każdy znajdujący się w McD. przeniósł na mnie wzrok i gapił jak na idiotke.
-NA CO SIE KURWA GAPICIE!-krzyknęłam do wszystkich. Oni jak na rozkaz wrócili do swoich wcześniejszych czynności i jakby nigdy nic się nie stało kontynuowali rozmowę.
TYlko Scooter i reszta ekipy spoglądała na nas co chwila..
-Kochanie...usiądź prosze.-mruknął cicho nie spoglądając nawet na mnie.
Spełniłam jego '' rozkaz'' usiadłam na swoim miejscu i groźnie ale z żalem na niego patrzyłam.
Nie czułam już nawet łez które płynęły z rozpaczy....z żalu..a moze raczej ze złości.
Patrzyłam się głupia na niego i w myślach powtarzałam sb jedno..''dlaczego kurwa ja?''
Cisza.....głupia głucha cisza....

-No to nie było tak. My.. my nic takiego nie zrobiliśmy..nie spałem z nią nic z tych rzeczy...uwierz mi prosze.-spojrzał na mnie a jego oczy momentalnie się zaszkliły.
Zaczęłam się śmiać jak idiotka przez co ludzie znowu głupio się na mnie patrzyli.
-Myślisz ze ja jestem taka naiwna? Owszem byłam kiedy tu przyleciałam kiedy cię pokochałam...nie uwierze ci teraz w żadne słowo płynące z twoich zakłamanych ust rozumiesz?!
-Ale...kiedy ja nie kłamie do cholery! -krzyknął a ja momentalnie wstałam z miejsca i szybkim krokiem udałam się do wyjścia.
-ZNIKNIJ Z MOJEGO ŻYCIA! - krzyknęłam otwieracjąc drzwi .
Zapłakana pobiegłam prosto do hotelu. słyszałam za sb kogoś kto takze za mną biegnie..
Nawet się nie odwróciłam.
-Diana stój! - krzyknął mi dobrze znany głos..tlyko że to nie Bieber.
Zatrzymałam się przetarłam łzy i spojrzałam w strone biegnącego..Scooter.
-Wiedziałem że ten gówniarz coś odpieprzy wiedziałem że prędzej czy później cię zrani. Po części to moja wina bo to ja zatrudniłem tą Angele...tylko że wtedy wydawała sie inna.
Strasznie jest mi przykro.. nie chciałem żeby między wami tak sie poukładało... Byliście..jesteście tak dobrą parą... Ale byłem jeszcze tak niedawno pewny że ten mały gnojek się zmienił..dla ciebie.
Widocznie jest za słaby w te sprawy.... strasznie jest mi przykro Diana. Ale prosze cię..nie odchodź od zespołu.. nie damy sobie rady bez tak świetnej tancerki.Przepraszam że w takiej chwili o to prosze.
Ale to na prawde ważne... a wiesz czemu? - zatrzymal swoje słowa. Uśmiechnął się delikatnie do mnie a ja pokiwałam głowa na ''nie'' ścisnęłam mocno usta i popatrzyłam na niego.
Wziął swoją rekę na mój podbrudek podciągnął do góry i spojrzał w moje tęczówki przyjaźnie.
-Bo nie możesz mu pokazać że sie poddałaś... że zniszczył twoją pasje. Musisz mu pokazać że jesteś silna... że on nie zniszy twoich marzeń związanych z tańcem.Co jak co.. ale nie ma takiej drugiej zajebistej tancerki. - zaśmiał się po czym ja przez łzy zrobiłam to samo.
-Dobrze...dziękuje. - mruknęłam i już odwróciłam się w drugą stronę kiedy poczułam jego ręke na swoim ramieniu.
-Pójde z tobą. Wynajmę ci osobny pokój. Przeniesiemy twoje rzeczy...będzie dobrze mała. - pogłaskał mnie po plecach po czym przytulił do siebie ramieniem.
Mrknęłam ciche dziękuje i co chwila wycierając łzy powędrowaliśmy do hotelu.



*Oczami JUstina*




-Coś ty kurwa zrobił! Debil .. no kurwa ostatni debil! Taką dziewczynę zranic..takie marzenie! - krzyczał na mnie Ryan wychodząc z baru.
Nic się nie odzywałem tylko szedłem ze spuszczoną głową patrząc pod stopy.
-Synku... a ja myślałam ze .. że ona cię zmieniła.. że będzie juz inaczej... powiedz mi dlaczego musialam się tak pomylić?-spytała mnie mama idąc obok mnie ze smutkiem w oczach..
-Dobrze zraniłem ją pasuje?! Urodziłaś skończonego idiote dziwkarza pasuje!? Tak jestem taki!! - krzyknęłem przez zaszklone oczy..
No i ją stracilem. Straciłem moję najpiękniejsze marzenie. Do tego okłamałem ją..okłamałem tak cholernie mocno...okłamałem Mojego aniołka... Nie myślałem że ona się o wszystkim tak szybko dowie...
Nie cierpie Angelicki ! Głupia suka... Co ja w niej widzialem. Zakłamany ryj chyba.
Cholernie żałuje...cholernie żałuje każdej chwili spędzonej z tą idiotką.Zniszczyła mi życie... co ja pieprze to ja je sobie zniszczyłem.
Zasłużyłem na to... jestem zwykłym idiotą..co Ryan właśnie powtarza mi cały czas.
Mam tylko cichą nadzieje że... moje już nie moje chyba.. maleństwo zostanie w załodze. Zresztą ona boi się latać to chyba sama nie wróci.
No chyba że Scot wpadnie na wspaniałyp pomysl żeby lecieć z nią... oby nie..

Wszyscy weszliśmy do hotelu i udaliśmy się do swoich pokoi..



*oczami Diany *




Byłam ze Scooterem w moim pokoju i właśnie zabraliśmy się za pakowanie moich rzeczy.
Spakowałam niechlujnie ciuchy do torby kosmetyki i biżuterię po czym udaliśmy się 3 pokoje dalej.
Kiedy mieliśmy zamiar wyjsc ktoś właśnie otworzył drzwi od swojej strony..
Bieber... Spojrzałam na niego ze smutkiem a moje oczy bez żadnych ostrzeżen stały się całe mokre.
Spojrzał na mnie przerażony potem na torbę..Scootera na mnie...
-Powiedz że nigdzie nie jedziesz. Powiedz że nie wracasz do domu...POWIEDZ!-krzyknął cały zdenerwowany.
-Nie ona nigdzie nie jedzie. Jeszcze tego by brakowalo. Po prostu .. będzie miała osobny pokój. - Odpowiedziałza mnie Scooter.
I dzięki Bogu....
-Mhhmm... Scot..możesz nasz na chwile zostawić?Prosze...- mruknął patrząc na niego błagalnie.
-Nie.. nie zostawiaj nas bo nie mamy o czym gadać. Temat tego wszystkiego dla mnie jest skończony.- odpowiedziałąm szybko i wyminęłam go w drzwiach.
-KIEDY NAWET NIE DAŁAŚ MI WYTŁUMACZYĆ! - krzyknął za mną na co ja zareagowałam pokazujac mu serdeczny palec.

Scooter otworzył kartą mój pokój i wpakowaliśmy tam moje rzeczy.
-Jestem ci jeszcze potrzebny?-spytał rozglądając się po pokoju.
-Nie już nie. Dziękuje.- murknęłam i zaczęlam wypakowywać swoje ubrania.
Nie minęło 3 minuty a w moich drzwiach ktoś się pojawił. Jakim cudem jak były zamknięte...no nic musiały być uchylone.
Z myślą że to Bieber nawet się nie odwracałam.
-Mówilam ci że nie mamy o czym gadać..-burknęłam składając ciuchy na łózku.
-Owszem mamy.- odpowiedzial kobiecy piskliwy głos.
-Angela....-mruknęłam odwracając się w jej strone.-Czego ty jeszcze chcesz?Mało ci?- spytałam kładąc swoję dłonie na biodrach.
-Mało.Bo ty nie wiele jeszcze wiesz.. chodź opowiem ci co się takiego działo w pokoju.Ja..i Bieber.- pisnęła podchodząc do mojego łózka po czym jak gdyby nigdy nic siadła poklepując obok miejsce aby też usiadła
Zrobilam to ..usiadłam obok niej nerwowo przecierając ręce o kolana.
chciałam wiedzieć co się tam działo?.... Może nie..może nie akurat z jej ust.Chociaż... myśle ze w tej sprawie akurat ona powie mi całą prawdę.
Trudno..wysłucham jej.
-Mów. Ale szybko.- burknęłam .
Ona opadła na moje łóżko i zaczęła mówić....


-.....Nawet nie wiesz jak on lubi jak mu się tak robi...podobało mu się to. Podobało mu się to jak potrafie go pieścić... jak potrafie zrobić mu dobrze.
Skarżył się że...niestety ty mu tego nigdy nie robiłaś. CO nie moge zrozumieć dlaczego..przecież to takie ciacho z takim sprzętem...ahhh!.
Możesz mi wierzyć lub nie .. ale tak było na prawdę. - skończyła swój półogdzinny monolog.
Nie mogłam uwierzyć w to co mi powiedziała...powiedziała że ..bzykali się w łazience w łózku na podłodze..wszędzie prawie! Do tego tak wszystko dokładnie mówiła..
każdy szczegół.
Co mogę zrobić? Uwierzyłam jej. Może nie powinnam..ale to zrobiłam.
Bo myśle że jako jedyna jest teraz ze mną szczera.
-No to co kochanie ja będe lecieć.... widzisz..najwyraźniej nie byłaś dla niego tym ideałem jakim jestem ja. - pisnęła wychodząc.
Wzięłam białą miekką poduszkę do ręki i mocno przyłożyłam sobie do twrzy.
Zaczełam w nią płakac jak małe dziecko...małe dziecko któremu obiecano lizaka a nie dotrzymano słowa.
Czułam się teraz nawet gorzej..
Mam dość.. dość tego życia.. myśle że tamto było lepsze. Mimo że nie kolorowe to lepsze.

Moje łzy chodź starałam się je jakoś zatamować spływały mi cały czas po ciepłych różowych policzkach które przez nie zaczynały szczypać.
Nagle moje marzenia się zaczęły spełniac... chwile potem pękły jak bańka mydlana. Każdą bańkę da sie zrobić jeszcze raz..tylko że nigdy nie będzie wyglądać jak ta stara...
Nie będzie tak kolorowa jak mogłoby się wydawać.
Mój głośny szloch zagłuszał wszystko dosłownie... czułam wibracje telegonu ale nie słyszałam dźwieku..tak głośno płakalam.
Myśle że kazdy w hotelu to słyszy... Przykro mi że muszą tego słuchać.

Poczułam jak łóżko obok mnie ugina się pod czyimś ciężarem . Zdjęłam poduszke z twarzy spojrzałam w to miejsce a obok mnie siedział Justin z zapłakaną twarzą.
-Czego ty tu jeszcze szukasz? Czego jeszcze ode mnie chcesz?!-krzyknęłam szlochajac.
-Żebyś mnie wysłuchała...- mruknął .
-Wysłuchała? Za dużo się juz nasłuchałam o tym co się tam działo. Wyjdź stąd.- pokazałam ręka na ciemne drzwi.
-Nie wiem jak ona to wszystko pokolorowała ale...
-WYJDŹ KURWA STĄD ! -krzyknęłam przerywając mu . Uderzyłam go mocno w plecy na co on tylko na mnie popatrzył ..
-Wynoś się..wynoś rozumiesz? Zdardziłeś mnie..a obiecałeś... mówiłeś ze juz jestes inny..KŁAMAŁEŚ ! Bzyknąłeś tą pieprzoną szmatę!I to jeszcze wtedy jak byłam kilka pokoi obok! Nie chce cię znać draniu.- krzyczałam na niego na co on tylko płakał..
Jak dziecko..
- Wiedziałem że ona wiele rzeczy nazmyśla..ale to nie było napewno tak jak ona powiedziała... Diana ...
-Kurwa. CZEGO NIE ZROZUMIAŁEŚ! WY PIE RDA LAJ! - uderzyłam go poduszką.
Wstał popatrzył na mnie słabym wzorkiem...
-Kocham cię...zawsze kochałem i zawsze będe. Przykro mi że nie potrafisz mnie wysłuchać a kogos takiego jak ona tak.- mruknął po czym wyszedł a ja na pożegnanie rzuciłam w drzwi poduszką
po czym wtuliłam się w posciel szlochając .
Chwile po tym zasnęłam..




*oczami JUstina*





Poszedłem od razu do pokoju Angelicki. Chciałem żeby mi wytłumaczyła wszystko co jej nakłamała. Wszystko w co Diana jej uwierzyła.
Swoją drogą niezła z Angeli aktora..tak kłamać w żywe oczy.
Walnąlem pięścią w drzwi od jej pokoju..raz drugi trzeci...za czwartym uderzyłbym ją bo drzwi się otworzyły.
-Ooo..kochanie cześć. Mam okres ale jak chcesz możemy się jakoś pobawić. - cmoknęła ustami w powietrzu pożądajac mnie wzrokiem.
Wpadłem do jej pokoju wymachujac rękami.
-Nie przyszedłem tu żeby cie bzykać szmato. Zniszczyłaś mi życie w czym ja ci pomogłem! Jak ja moglem byc takim idiotą! Powiedz mi jedno..coś ty jej powiedziała!?-krzyczalem obserwując ją wzorkiem.
-Co.? Powiedziałam jak to namiętnie się ze mną pieprzyłeś kotku . - odpowiedziała jak gdyby nigdy nic.
Zacisnąłem mocno pięści ze złości... zważałem żeby jej zaraz nie uderzyć.
-Czemu mi to robisz?Dobrze wiesz ze wypiłem! Wszedłem w ciebie może z 5 razy! Na pewno nie było tak jak mogłaś jej nagadać! Uroiłaś sobie to wszystko jesteś kurwa chora!-krzyczałem machając rękoma.
-Jeżeli ja nie moge być twoja...ona też nie będzie. - mruknęła podchodząc do mnie po czym przybliżyła swoje pełne czerwona usta do moich i mocno pocałowała.
Odepchnąłem ją mocno tak że poleciala na drzwi i obiła się o nie.
-Cholernie żałuje ze to zrobiłem. A teraz żałuje że nie mogę cie zwolnić tu i teraz! - krzyknąłem po czym wyszedłem i mocno trzasnąłem drzwiami.

Jestem debilem.. nigdy więcej nie tkne alkoholu to raz..dwa musze odzyskać moja kruszynkę!
To nie może się skończyć......




*oczami Diany*


2.00 w nocy.



Leżałam na lóżku pokryta mrokiem za oknem świeciły tylko wierzowce samochody przejeżdżające co chwile i ogromny księżyć.
Pełnia... coś co jest w nocy najpiękniejsze. Do tego jasne duże gwiazdy które nadają temu wszystkiemu barwy marzeń.
Podobno każda gwiazda jest czyjaś.. każdy ma swoją własną .. taką która spełni jego marzenie. Tylko musisz znaleźć tą swoją.
Jeżeli ją znajdziesz..ona wtedy je spełni jeżeli znajdziesz inna..nie twoją nic z tego.
Najwidoczniej ja znalazłam inną. Każda jest piękna.. każda inna każda magiczna na inne sposoby..a gdzie ta moja?
Moja chyba dawno straciła swój połysk i magię...
Szukałam własnie wzrokiem tej mojej gwiazdy kiedy ktoś zapukał do drzwi.
Kogo może nieść o tak późnej porze? Chyba tylko Biebera.
Na samą myśl o nim drgnęłam jakby z zimna i dalej wróciłam wzrokiem szukać mojej jedynej gwiazdki.
Ktoś za drzwiami nie rezygnował i dobijał się dalej.
Zrezygnowana obolała..zmęczona udałam się do drzwi.
Otworzyłam szeroko a moim oczom ukazała się Angela cała roztrzęsiona.
-Znowu ty?-spytałam bez emocji.
-Jaaa... jaaa...-bełkotała.
-Co ty? Mów szybciej noc jest.
-Jaa....jestem w ciąży.

Właśnie w tym momęcie resztki mojego świata zaczeły się sypać..sypać jak proch..
Już wiem... moja cholerna gwiazda nigdy się nie urodziła..nigdy nie istniała. Żyje złudzeniem czegos..co mogłoby być.
A mój sens życia..właśnie sam się zabił...




__________________________________________
__________________________________________

No to troche zmian zaszło za co przepraszam jezeli wam pojebałam czytanie xD <3
Dziękuje za komentarze <3
Postanowiłam coś szybciej dodać bo mnie proszono<3
Myśle że się chodź troche spodoba co?
Prosze o komentowanie i dziękuje kochani!! <333
Tagi: 14
26.04.2012 o godz. 21:37

Rozdział 13.







*oczami Diany*

3 dni potem.



Siedze na hotelowym łóżku pokrytym białą miekką pościelą z szarym laptopem na nogach.
Latam po jakiś bezsensownych stronach internetowych.
JUstina nie ma siedzi w pokoju u Scootera i obgadują kolejny koncert.
Jak moje relacje z nim? Czasem jest dobrze...czasami niestety nie .
Co do tego wydarzenia w samolocie to... przeprosił.
Ale co mi po tym jak kolejnego dnia z samego rana wyszedł z tą laską na zakupy...
Kiedy się obudziłam miałam wielką chęć przytulenia się do jego ciepłego ciala.. zamiast tego przytuliłam głupią poduszkę.
Wyszedł z nią.. tak powiadomiła mnie Pattie . Cały dzień spędziłam z nią .. bo JB wrócił dopiero po 21.00
Poinformował nas że zachaczyli przy okazji o obiad kino sklepy .. sklepy sklepy sklepy ... kolację.
No cóż przynajmniej nie kłamał. Chociaż myśle że kłamstwo mniej by bolała niż ta..jego szczerość.

Koncert?
Dobrze ... choreografia świetna.. milion razy Angelica próbowała mnie wyeliminować a to na scenie a to na próbach .. prawie doszło do bójki . Jak można się domyśleć.. nie udało jej się to.
Nie jestem już taka słaba jak jej się wydaje. Cały czas staram się jej pokazać że Justin jest mój i nikomu nie mam zamiaru go oddać. No prócz Beliebers.
Co do nich..to zamiast nienawidzieć mnie przeżuciły się na Angele co nie powiem bardzo mnie ucieszyło.
Ona oczywiście gdy zobaczyła te wszystkie komentarze na nią zaniosła się okropnym szlochem...na co JB odrazu zareagował zaczął ją przytulać oraz denerwować się na Beliebers.
A ja ? Napisałam na twitterze '' Dziękuje kochani'' i tyle . On jak to on..zaczął ją bronić kłócić się nawet doszło do wyzwisk.
Gdyby nie ja i Pattie... myśle że doszło by do tego że powiedziałby że już nie potrzebuje takich Beliebersów oraz..ze ma ich dość.
No cóż... ostatnimi dniami Justin zaczyna się zmieniać. Co oczywiście widzą tylko ludzie otaczający go..a nie on sam.
Staramy się go jakos ''nawrócić'' pokazać mu miłość to jaki dla nas jest ważny..miejmy nadzieje że tylko dobre rzeczy z tego wynikną.


Wpisałam Twitter.com i weszłam odrazu na swój profil.
Tysiące nie przeczytanych wiadomości..tweetów.
Zaczęłam odczytywać najwięcej jak się da i próbować odpisywać.
Odpisałam na kilkanaście wiele osób follownęłam po czym wylogowalam się zamknęłam nagrzany laptop i odłożyłam na nocną szafkę.
W tym samym czasie do pokoju wszedł rozradowany JB.
-Nie śpisz?-spytał poprawiając sb do pół rozpiętą koszulę.
-Jak widzisz nie. - mruknęłam poprawiając poduszki.
-Cholera musisz być taka nie miła!-podniósł ton podchodząc do mnie .
-A czy ja jestem nie miła?
-Tak.Jesteś.-odparł rzucając koszule na fotel przy czym zaczął dobierać się do paska od spodni.
-Bywa.-odburknęłam i przykryłam się dokładnie pościelą .
W powietrzu unosił się dziwny zapach dość mocny..
Jakby...alkoholu?
-Piłeś?-spytałam spoglądając na niego .
-Nie.-mruknął krótką wyjmując świerze bokserki z torby.
-Kłamiesz.
-Dobrze piłem.!Tak razem z Angelą tak byłem w jej pokoju bo u Scootera było nudno i nie nie bzyknąłem jej cos jeszcze szanowna pani chce wiedzieć!?- krzyknął wymachując dziwnie rękami.
-To mi wystarczy. - murknęłam po czym obróciłam się gwałtownie na prawy bok i zamknęłam oczy.
On szybkim krokiem udał się do łazienki trzasnął drzwami a po chwili można było usłyszeć mocny strumień wody obijający się o kabinę prysznicowa.
Takie rozmowy między nami były coraz częściej. A pocałunki ? Pieszczoty ? Przytulania? Może raz dziennie... nie wspomne już o sexie.
Był taki moment że no bądźmy szczerzy miałam chcicę wyszłam z łazienki po długiej kąpieli w samym ręczniku i podeszłam do niego powolnym krokiem.
On siedział na łóżku i grzebał po stronach internetowych... podeszłam i szeplnęłam mu na ucho ze mam na niego ochotę .. na co on się uśmiechnął do ekranu.
Ja wzięlam to za dobry znak oplątłam go rękami po czym przygryzłam jego płatek uszny ... przekręcił głowe odpychając mnie przy czym dodał że on nie ma ochoty .
Może to się wydawać normalne ale co jak co... do sexu to on się pierwszy palił. Odeszłam do łazienki ubrałam się po czym wróciłam do łóżka i poszłam spać.
To wydarzenie nie zalicze do dobrych wspomnień.



Po 30 minutach usłyszałam jak drzwi od łazienki powoli zaczynają skrzypieć co oznaczało że Justin wychodzi.
Cichymi krokami podszedł do łózka a chwile potem znalazł się przy mnie.
Już nie było czuć alkoholu a mocny męski żel pod prysznic.
Poczułam jego zimną dłoń na swoim brzuchu . Udawałam że śpie..od tak nie miałam ochoty na pieszczoty ani na rozmowy.
-Chodź do mnie..przepraszam.- mruknął mi do ucha po czym delikatnie pocałował w policzek.
Nawet nie drgnęłam. Nadal leżałam w tej samej pozycji co przed tem.
-Wiesz że cię kocham... Zgodzam się ostatnio przesadzam...ale prosze nie gniewaj się już.-wymruczał mi do ucha po czym mocno do siebie przytulił.
Poczułam jak moje zmęczone oczy wypełnia słona woda.. przełknęłam głośno ślinę pociągnęłam nosem a po chwili odwróciłam się w jego strone kuląc się jak mała dziewczynka.
-Moje maleństwo... - szepnął całując mnie w głowe.
Podniosłam głowe tak by spojrzeć mu w oczy...
-I co ja mam z tobą zrobić co Bieber? Powiesić?Udusić?Zabić? Zostawić? Za te twoje odzywki kłótnie..ostatnio kłamstwa? - spytałam patrząc w jego ciemne tęczówki które świeciły się w tych ciemnościach.
-Powiesić..nie Udusić nie..Zabić nie a zostawić to juz na pewno NIE! - pokiwał przecząco głową.- po prostu...mnie kochaj teraz widzisz że nie jestem taki idealny jak się innym wydaje...-mruknął spoglądając na mnie i głaskając delikatnie po policzku.
-Kocham..cały czas kocham.. ale sam zobacz że nie jesteśmy ze sb dość długo a jak się pieprzy... - mruknęłam cicho jeżdżąc palec po jego klatcie.
-Bo jesteś zazdrosna....
-No a nie mam powodóW!? -przerwałam mu podnosząc głos.
-Nie nie masz....- szepnął.
-Nie? To zróby tak... ja całe dnie bd spędzala z którymś z tancerzy bd z nim piła śmiała się obejmowała po prostu bawiła.. ciekawe czy nie bd chciał go zabić. No chyba ze to co mówisz to same kłamstwa. - powiedziałam patrząc głupio w przestrzeń
-Gdyby któryś z nich cię dotknął w inny sposób niż mu wolno... rozwaliłbym go na miejscu.No i zwolnił. -odpowiedział po czym cmoknął mnie w czoło.
-Widzisz...a ja nic nie moge o szanownjej Angeli powiedzieć bo odrazu z ryjem na mnie wyskakujesz że nie mam racji że przesadzam itd itd.-mruknęłam
-Bo czasami przesadzasz....Oj kochanie nie mówmy o tym.. po prostu nie gniewaj się juz. Obiecuje że od teraz będzie inaczej dobrze?
-yhm..dobrze dobrze. Nie wierze ci ale niech ci będzie. - odburknęłam po czym wtulilam się w niego jak mała dziewczynka.
-Kocham cię... - szepnął całując mnie w wilgotny policzek.
-Mhmmmm...- mruknęłam.
JB głaskał mnie po głowie co chwila coś szeptając oraz całując a ja powoli odpywałam w kraine snów.
Wiadomo.. kocham go szaleje cholera za nim ..ale nie jestem pewna czy dam rade znieść to wszystko.
O ile się nie myle Angela ma być z nami przez całą trase...czyli przez dokładny rok odejmując 3 dni.(tu trasa trwa rok)
Czyli wyliczając niedokładnie o ile przetrwamy będzie jeszcze mniej więcej 1394848 kłótni 294848 sprzeczek 1384 wyzwisk.
Dam rade? .. Pewnie że dam... jakby inaczej .

Odpłynęłam...





*Oczami Justina*


Głaskałem Diane delikatnie po jej delikatnych długich włosach zastanawiając się czy dobrze zrobiłem....
Czy dobrze zrobiłem zabierając ją do LA... zatrudniając jako swoją tancerkę. Czy może to nie tu błąd popełniłem?
Tylko z Angelą. Może to ona tu nie pasuje... Tylko że to nie ja ten błąd popełniłem a raczej Scooter.. to on wziął ją od tak se...
W sumie Angela to fajna dziewczyna... sexowna.. Ok ok spodobala mi się . Jestem za słaby w tych sprawach.
Jedna chuda seksowna laska a ja trace głowe...
Nawet słówka nie zamieniłem Dianie w sprawie tego co się stało w jej pokoju...
Nie chce stracić Diany.. ale Angela bardzo mnie pociąga... Oh Bieber ty idioto.

W jej pokoju...siedzieliśmy piliśmy śmialiśmy się...
W kkońcu ona zapytala czy jestem szczęśliwy... ja jej głupio opowiedziałem o kłótniach z Dianą o zazdrości o wszystkim.
Zwierzyłem się jak jakieś debil...
Powiedziałem jej nawet o tym że Diana dość niedawno była niewidoma... o tym że to ja zapłaciłem za operacje.
Czego oczywiście nie żałuje nie nie... jestem szczęśliwy że odzyskała wzrok.
Ale to nie o to tu chodzi . Ona widząc ze nie jest mi za wesoło starała się mnie pocieszyc .. pocałowała mnie.
Ja jak ostatni idiota odwzajemniłem pocałunek zaczałem ją dotykać tu i tam... szarpać za włosy co jej się bardzo spodobało...
I co? I nagle przed oczami pojawiła mi się Diana... jej ciało jej usta wszystko .. jej łzy w szpitalu kiedy dziękowała mi za to co zrobiłem..moje łzy kiedy bałem się o operacje.
No wszystko dosłownie..
Oderwałem się od niej kazałem przestać poprawiłem ubranie i wyszedłem.. po drodze do pokoju spotkałem Scootera pogadałem poprawił mi humor i wróciłem do mojego aniołka.
Od co się działo. Teraz musze tylko uważać żeby Angela nic nie wypeplała nikomu.
Jeżeli Diana się o tym dowie..koniec ze mną..z nami. A nie jestem pewien czy bym to przeżył.
Kocham ją bardzo.. ale jestem skończonym idiotom i musze uświadomić sobie że tylko Diana dla mnie jest atrakcyjna i tylko ona ma dostęp do mojego ciała.
TYLKO ONA żadna inna laska. Żadna... Oh Bieber będzie ciężko.

Wtuliłem się w mojego aniołka pocałowałem leciutko w nosek szepnąłem ze kocham po czym zamknąłem oczy i zacząłem powoli odpływać do krainy marzeń.

Zasnąłem...




*Oczami Diany*




Wstałam dość wcześnie . Tak mi się przynajmniej wydaje. Spojrzałam niechętnie na godzine w telefonie no i tak jak mi się wydawało jest wcześnie... 7.40.
Ziewnęłam przetarłam oczy po czym zdałam sb sprawe że czuje jakiś ciężar na swoich piersiach.
Spojrzałam w tę strone a na nich leżał nikt inny jak sam Bieber słodko tuląc się jakby to była poduszka.
Zaśmiałam się pod nosem i zaczełam delikatnie obserwować jak oddycha i głaskać po głowie.
-Mój wariat... - szepnęłam po czym podniosłam sie do takiego poziomu aby go nie obudzić i pocałowałam delikatnie w głowe.

Spod poduszki usłyszałam dźwięk dochodzącego smsa.
Wyjęłam powoli swój Iphon i otowrzyłam zawartość wiadomości.
'' O 9 na dole w holu . '' -Scooter.
No fajnie.. to mamy godzine na ogarnięcie się.
Spojrzałam znowu na JB który przez dźwięk telefonu właśnie się rozbudzał.
Wiercił się po moim brzuchu piersiach aż w koncu otworzył niechętnie oczy odwrócił głowe w moją strone i delikatnie się uśmiechnął.
-Wygodna jesteś wiesz?- mruknąl zaspany po czym od razu głośno ziewnął a chwile po tym pocałował mnie w kaltkę piersiową.
-Wiem- odparłam po czym poczochrałam mu sterczące włosy .
On swoją główką powędrował wyżej objął mnie silnym ramieniem a głowe wtulił w moją szyję po czym przyssał się do niej robiąc tak zwaną malinkę.
Zaśmiałam się głośno po czym on skończył i mocno wtulił się we mnie obdarowywując mnie ciepłem swojego ciała.
-Mój aniołek. Kocham mojego aniołka wiesz? - wymruczał wiercąc się jak kot xD.
-OD kiedy ty taki słodziutki jesteś? -odparłam bawiąc się jego dłoniom.
-Od kiedy cię mam. - szepnął i znowu pocałował w szyje.
-Też cię kocham . Ale musimy sie zbierać o 9 .00 mamy być na dole w holu. Scooter kazał. - poinformowalam go po czym lekko odepchnęłam ucałowałam w nosek wstałam wybrałam ciuchy z torby
i poczłapałam do łazienki.
-On mnie kiedyś wymęęęęęczyyy! - jęknął za mną .
Zaśmiałam się po czym zdjęłam piżamę powędrowałam do kabiny wypuszczając na wolność ciepły strumień wody a chwile po tym on lekko pieścił moje ciało.

Umyta ubrałam się w zestaw wyprostowałam niedokładnie włosy po czym wziązałam w wysokiego niechlujnego kucyka.
Zrobiłam sobie lekki makijaż po czym wyszłam gotowa do pokoju.
-No nareście. - mruknął niby niezadwolony Justin po czym udał się do łazienki.
Usiadłam na łóżku wzięlam laptop do ręki i w takiej czynnosci czekałam aż wyjdzie gotowy.


15 min. potem drzwi się otworzyły a z łazienki wyszedł mój facet.
-Gotowa? - spytał przeglądając sięjeszcze w lusterku.
-Jak najbardziej.-odparłam odkładając lapka na łózko.
-To idziemy. - wstałam a on wziął mnie za rekę i tak wyszliśmy z pokoju.

W holu stali już wszyscy łącznie z Angelą która gdy tylko nas zobaczyła a właściwie JB zaczęłam energicznie machać .
JB odmachał jej niepewnie a chwile po tem znaleźliśmy się obok grupki .
-dzieciaki idziemy tu obok zjeść śniadanie po czym Justin musisz dać wywiad w radiu. - poinformował nas Scooter .
-A ty jak zwykle mówisz mi to wszystko na ostani gwizdek. Dobraaa... - burknął po czym spojrzał na Angele ktora bacznie mu się przyglądała.
-Sory młody. - podsumował krótko Scooter po czym szybkim krokiem wszyscy wyszliśmy z hotelu.
Udaliśmy się do MacD. na dość '' małe'' śniadanie.
JB jak to JB zamówił nuggetsy frytki cole i inne kaloryczne rzeczy.
Ja..prawie to samo tylko w mniejszej ilości. Reszta ekipy prócz Angeli tez.
Mówie prócz bo ona zamówiła tylko sałatke i sok.

-Ona ma zamiar tym się najeść? - szepnęłam do JB niosąc tacke na nasze miejsce.
-Nie mam pojęcia. Ale wiem że jeżeli ty byś to jadła musiałabys zjeść z 50 takich sałatek żeby czuć sie najedzona. - powiedział roześmiany i zaczął pałaszować mac chickena.
-Mam rozumieć że to co jem ci się nie podoba i że jestem za gruba? - burknęłam piorunując go wzrokiem.
-Nie! nigdy w życiu! Jesteś idealna i to mi się w tobie podoba. Że nie patrzysz na kalorie i jesz prawie tyle co ja ! A ciałko i tak masz piękne. - szybko wyprostował JB ostrożnie mi się przyglądając.
-No.. bo już chciałam przejść na diete sałatkową. - mruknęłam pałaszując frytki.
Justin wyjęczał coś niezrozumiałego przez to że miał pełną buzie frytek.
Zaśmiałam się pod nosem i kończyłam jeść swoją porcję.
Sekunde po tym jak wsadziłam ostatniego frytka do buzi obok JB pojawiła się Angela ze swoją sałatką.
A ona czego tu szukaaa....
- Biebs wczoraj było fajnie co nie? - wypiszczała uśmiechając sięsztucznie przy tym.
-Wczoraj?A co wy takiego robiliście? - wtrąciłam się widząc mine JB która nie mówi za wiele prócz tego ze nie chce o czymś rozmawiać.
-Przecież ci mówiłem kochanie... - mruknął niepewnie.
-Mówiłeś jej? Na prawde? Wszystko? - pytała Angela przyglądając mu się.
Splotłam ręce pod brodą i spojrzałam na niego pytajaco.
Wziął głęboki oddech odłożył hamburgera po czym obrócił głowe do niej patrząc jej prosto w oczy.
-Tak..wszystko. Więc tobie dziękuje za fatyge nie musisz jej o niczym inforomowac. A teraz wybacz chcemy spokojnie zjeść to cholerne sniadanie!-krzyknął wzrokiem wracając na mnie.
-Nie powiedziałeś jej wszystkiego...-szepnęła mu prawie do ucha na co on drgnął.
Siedziałam w ciszy i przyglądałam się bacznie tej sytuacji.
Angela wstała wzięła swoją tackę w ręke i podeszła do mnie.
- Nie masz pojęcia co się tam działo.... wygyrwam. -szepnąła mi do ucha po czym kpiąco się zaśmiała..
Odprowadziłąm ją do drzwi wzrokiem a chwile po tem mój wzrok spiorunował Justina.
-co ci powiedziała? - spytał niepewenie.
Milczałam...
-Prosze powiedz mi co ci powiedziała. Wiedz ze co kolwiek ci nagadała kłamie!Ona kłamie rozumiesz?- wydzierał się JB tak że cała ekipa na niego popatrzyła.
Nadal milczałam..

-Aniołku..prosze. - jęknął jakby miał zaraz zacząć płakać.
Wzięłam głęboki oddech spojrzałam znowu na niego i zaczęłam..
-Coś ty tam z nią robił? W czym ona ma kłamać? ppytałam.
Teraz on milczał . Przetarł dłońmi twarz po czym popatrzył w góre jakby miał prosić Boga o pomoc.

-Justin Przespałeś się z nią?


__________________________________________
__________________________________________

No i dobra jest 13 xD wow
przepraszam że tak dość rzadko dodaje te rozdziały ale często nie mam weny xD
ten pisałam 4 dni xD
I przepraszam za błędy ktore wiem ze jak nic są!
I dziękuje ślicznie za tyle komentarzy!
Kocham Was<3
Tagi: 13.
24.04.2012 o godz. 19:58

Rozdział 12.



-Kotku.. obudź się.-usłyszałem delikatny głosik który pieścił moje bębenki.
-MMm...jeszcze 5 minutek.-mruknąłem obejmując postac siedzącą koło mnie po czym przyciągnąłem do siebie.
-Bieber przestań jest 14 ! Chce ci powiedzieć ze ja nie umiem jeszcze wszystkich układów na trase! - powiedziała na co ja tylko przytaknąlem wtulając sie w nią.
-Skoro tak...to okej. - mruknęła wyswobadzając się z moich ramoin i o ile sie nie myle udając do łazienki.
Zrezygnowany przytuliłem do twarzy białą poduszke i o niczym nie myślac zacząlem zasypiać.
Spałem lekkim snem słyszac delikatnie otwierające się drzwi od łazienki i cichutki tupot nóżek o panele.
Chwile po tym nic nie słyszałem wiec postanowiłem nawet się nie odrwacać w strone jak mysle Diany.
Pożałowałem tego postanowienia bo gdy nawet nie minęły 3 sekundy zostałem od stóp do głów oblany lodowatą wodą.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa. Dobra wstaje!-krzyknąlem zrywajac się z mokrej pościeli po czym Diana zaniosła się głośnym śmiechem .
-No i co się rechoczesz wariatko.Odwdzięcze ci się zobaczysz.-Mruknąłem zły udając sie do łazienki.
-Bieber gacie!-krzyknęła gdy zamknąłem drzwi.
Otworzyłem je znowu Podszedłem to stojącej Diany która w dłoni trzymała moje świerze czerowne bokserki zabrałem je pokazałem język i znowu powędrowałem cały mokry do łazienki.
-Ah te kobiety.-mruknąlem do siebie wchodząc do kabiny pod ciepły strumień wody.


*Oczami Diany*


No to od teraz wiem . Nigdy twardo nie zasypiać kiedy mam przy sobie Biebera. Nigdy nie wiem jakim sposobem może mnie obudzić.
Na samym myśl o wydarzeniu przed chwilą uśmiechnęłam się promiennie do siebie.

Podeszłam do czarnej torby podróżnej do której wczoraj wieczorem Bieber zachłannie pakował jakieś ciuchy.
Przejżałam delikatnie jej zawartosć by zobaczyć czy zapakował też moje ciuchy. No i tak jak myślałam nic z mojej garderoby tam nie było.
Czyli musze wziąść swoją torbę. Zrezygnowana udałam się po nią do garderoby ostrożnie wyciągnęłam i zawlękłam do pokoju kładąc na środku niego.
Rozsunęłam suwaki otwierajac ją. To co w niej jeszcze zostałam wyciągnęłam i rzuciłam na mokre łóżko.
Wywaliłam z niej jeszcze jakieś śmieci po czym poczłapałam do garderoby wyciągajac z niej całą moją zawartosć.
Poskładałam do niej letnie bluzki dwie kurtki płaszczyk bielizne kilka piżam kosmetyki i jeszcze kilka innych mało potrzebnych pierdół.
Po czym zamknęłam ją na małą kłódkę i chcąc podnieść jęknęłam chwiejąc sie na nogach.
-Daj pomoge ci.-Szepnąl JB za mną odbierając ode mnie torbę.
-Jezusie cos ty tam spakowała?!- krzyknął kiedy ledwo co postawił ja do pionu opierajac o jasna ściane.
-No yy...potrzebne rzeczy nie?-mruknęłam uśmiechajac się przepraszajaco.
-Własnie....czuje.-odparł uśmiechnięty masując swoją już czerwoną dłoń.
-EEee to z tym że ty taki silny to widze że sciema co panie Bieber?-murknęłam wystawiając do niego język.
-Ja ci dam sciema!- krzyknął podchodząc do mnie łapiąc w pasie po czym podniósł do góry i mocno pocałował w różowe usta.
-Dobra cofam- wyjęczałam wyswobadzając sie z jego mocnego uścisku.
Bieber podszedł do fotelu na którym rozłożony był jego strój na dziś po czym ubrał wszystko na siebie i podszedł do toaletki w celu upiększenia swoich wilgotych włosów.
Ja usiadłam na rogu łóżka które jakimś cudem było suche i bacznie mu się przyglądałam.
On zamiast czesać swoje włosy wziął fioletowy grzebień do ręki podszedł do mnie gestem pokazał żebym się posunęła po czym usiadł na przeciwko mnie plecami i podał mi grzebień.
Co oznaczało że mam go czesać.
-Ty czesz a ja ci powiem po co dzwonił w nocy Scooter.-powiedział wygodniej się usadawiajac .
Nic nie odparłam tylko zaczęłam delikatnie rozczesywać jego wilgotne kołtunki.
-No wiec... Jak to Scooter powiedział... ZAPOMNIAŁ mi powiedzieć że prócz ciebie będzie jeszcze jedna tancerka...Ałłł!-pod koniec syknął z bólu przez co? Przez to że ..''przez przypadek'' pociągnęlam go za włosy.
-Przepraszam.-mruknęłam bez uczuć. - Czyli..kto to taki?-dokończyłam dalej go częsząc.
-Prosze cię..troche delikatniej. Mam mniej włosów niż ty kochanie.-mruknął masując miejsce pociągnięcia.
Strąciłam jego dłoń i pocałowałam delikatnie w to miejsce.
-Przepraszam. Możesz dalej mówić?- trzymałam się tematu.
-Jasne.. no a wiec to jest nijaka Angelica . Nie znam jej nie wiem ile ma lat nie wiem jak wygląda nie wiem nic..prócz tego że Scooter ją chwali mówiąc ze świetnie tańczy.
-Czyli.... że będe ja i ona?-spytałam cicho zastanawiajac się nad tym wszystkim.
-No na to wygląda.Ale nie martw się nie musisz być zazdrosna..dla mnie liczysz się tylko ty maleńka.-powiedział radośnie po czym odwrócił się w moją strone zrobił dziubek na znak że mam go pocałować.
Spełniłam jego zachcianke i delikatnie cmoknęłam jego ciepłe usta.
-Mam nadzieje..-mruknęłam niesłyszalnie..kiedy odwrócił się do wcześniejszej pozycji.
-Co?
-Nie nic. - odparłam kończąc go rozczesywać.
Skończyłam podałam mu grzebień który chwile po tym odłożył obok lusterka wziął czapke w ręke i założył na lekko wilgotne włosy.
No i całe czesanie na marne mógł powiedzieć ze bd zakładać czapke. Na cholere czesać jak i tak się rozkudłają?
Oj ten Bieber.
-Mała ide na dół coś zrobić do jedzenia..albo zobaczyć czy coś mama zrobiła zejdziesz zaraz?-spytał podchądząc do drzwi.
-Tak tak.-odparłam
Wstałam i udałam się do łazienki w celu zrobienia sobie lekkiego makojażu.
Wzięłam tusz do ręki i nałożyłam wartwę na ciemne rzęsy. Dodałam jeszcze do tego wszystkie przeźroczysty błyszczyk przeczesałam długie włosy i po skończeniu udałam ( zamiast koturn białe conversy i bez torebki i pomadkixd) sie na dół do Justina.
Weszłam do jasnej kuchni przy wejściu witając się z Pattie . Usiadłam przy blacie obok JB który zajadłam się tostami.
-Też zjesz tosty?-spytała Pattie spoglądajac na mnie.
-Poprosze.
Pattie zabrała sie za przygotowywanie a ja złożyłam ręce na blacie po czym bawiłam sie pierścionkiem. Bawiąc się myślałam o tej całej Angelice..nawet jej nie widziałam a mam takie wrażenie że zaczynam być zazdrosna.
Bieber ma niezłą przeszłość ufam mu na tyle na ile moge ale inna laska..w jego towarzystwie mnie przeraża.
-Coś się stało?-z rozmyśleń wybudził mnie jego troskliwy głosik.
Spojrzałam w jego strone i z uśmiechem pokiwałam głową na 'nie' .
W tym samym momencie Pattie podała mi talerz z 3 tostami.
-Jest 16..za godzine dzieciaki przyjedzie Scooter omówi jeszcze jakieś kwestie dotyczące wyjazdu ..no i o 21.00 wyjedziemy bo o 22.00 jest samolot.Jasne?- rzekła Pattie w naszą strone.
-Jak słońce mamuś.-odparł JB uśmiechajac się do niej po czym wstał dał jej i mi buziaka w policzek i udał się do salonu obejrzeć TV.
-Pattie..-szepnęłam przegryzając drugiego tosta.
-Słucham ? -spytała wycierajac ręce w szmatke po czym przysiadła sie do mnie.
-Wiesz coś o tej..Angelice?-spytałam ledwie słyszalnie.
-Wiedziałam ze będziesz czuła nie pokój.. zresztą nie dziwie ci się też to czuje.Przez JUstina przeszłość..mam takie lęki od kąd jest z tobą.-odparła.
To nie uspokoiło moich zmartwień...
-A masz może jej zdjęcie..?Co kolwiek..żebym mogła się wiecej o niej dowiedzieć.
-Poczekaj Scooter mi wysłał na telefon.-mruknęła wstając . Poszła do salonu po czym chwile potem wróciła z czarnym black berry w ręce.
-Z tego co mi Scooter powiedział ma na imie Angelica Payer jest tancerką tak jak ty ten sam styl ma 16 lat ooo mam to ona . - powiedziała podajac mi telefon.
-Niezłe zdjęcie...-mruknęłam.
No tak..nie ma to jak zdjęcie w staniku i wieku 16 lat.
Jeżeli to coś..ma 16 lat to ja mam 20 .
Ale za to..ma niezłe ciało..nie takie jak ja... Chociaż nie narzekam na swoje ale tak chudego brzuszka to chyba nie mam.
Okej okej nie narzekam na swoją figure..podobam się sobie . Ale czy Justinowi?
-Co prawda to prawda.Kiedy to zdjęcie zobaczyłam aż się przestraszyłam..dziewczyna 16 lat i takie pozy takie zdjęcie?No ale cuż..taka jest teraz młodzież.-z myśli wyrwała mnie odpowiedź Pattie.
-Yhm..-mruknęłam oddając telefon w ręce właścicielki.
Wstałam oddałam pusty talerz po tostach do zlewu i udałam się do JB na kanape.
-Co oglądasz?-spytałam bez uczuć gapiąc sie w ekran.
-Jakiś program o modelkach.-odparł nie odrywając się od chudych lasek.
-Chude...za chude.-murknęłam ''podziwiając'' dziewczyny .
-No niektóre . -odparł.
Uśmiechnęłam się lekko wzięłam jego dłoń w swoje i zaczęłam sie nią bawić .
-Juss..-zaczęłam.
-Tak?
-A ty widziałeś tą Angelice?Bo wiesz twoja mama ma jej zdjęcie na telefonie.. i ja widziałam.-mruknęłam dalej bawiąc się jego dłonią.
-Tak widziałem jakieś 15 minut temu. Mama mi ją pokazała.
- I co?-spytałam niesłyszalnie.
-Co co? Nic ładna dziewczyna tyle.-odparł nie odrywając wzroku od ekranu.
-No..ładna.
-Aż tak jesteś zazdrosna?- spytał po czym jego wzrok w końcu powędrował na moją osobę.
-Ja? nie nie...
-To o co chodzi?-spytał biorąc swoją ręke na mój podbródek po czym podniósł moją głowe delikatnie do poziomu takiego bym na niego spojrzała.
-O nic..tak mówie.-mruknęłam wymuszajac uśmiech.
-Wiesz że cię kocham..i żadna tancerka tego nie zmieni.- powiedział patrząc w moje ciemne tęczówki po czym musnął moje wilgotne usta.
Pociągnęłam nosem po czym wtulilam się w jego tors przymrużając oczy.
JB głaskał mnie delikatnie po głowie i oglądał dalej ten durny program.
Swoją droga..te modelki na prawde sa strasznie chude. Ciekawi mnie jak one o takiej lekkiej wadze chodzą na tych 15 cm a nawet wyższych szpilach.
No nic najwyraźniej są to lata wprawy...


Siedziałam tak wtulona w niego dopóki nie usłyszeliśmy dzwonka do drzwi.
Jak mogłam się domyślić to był Scooter.
Spojrzałam na zegarek 17.36..spóźnił się.

-Scot co tak długo?Miałeś byc o 17!-krzyknąl JB witajac się z nim
-Sory młody.. Byłam u Angelicki gadaliśmy na temat trasy i tak wyszło. - tłumaczył się.
-No dobra...zaraz zaraz to ona mieszka w LA?-spytał patrząc na niego uważnie.
-No tak ale dość daleko od ciebie. Na lotnisku się poznacie.
-Okej. - mruknął po czym znowu siadł na kanapie.
Scooter podszedł do mnie przywitał się kazał usiąść po czym zrobił to samo.

Zaczał tłumaczyć nam wszystko co jest związanego z trasą. Ilu będzie tancerzy jakie są choreografie itd itd.
Właśnie.. jutro podobno mam wcześnie stać iść do sali tanecznej która będzie w hotelu i uczyć się choreografi razem z Angelicą i innymi tancerzami.
Coś na ostatni gwizdek to leci no ale trudno wezmę się za siebie.

-Pozostaje jeszcze kwestia tego..kto która z dziewczyn zatańczy z tobą do Boyfriend ( załóżmy że JB wydał juz Believe!)-Zwrócił się do JB.
-To chyba jasne że Diana?!-odpowiedział po czym wziął mnie za dloń którą potem musnął ustami.
-Wiesz...ty możesz wybrać ale to zależy która lepiej to zatańczy.-mruknął speszony.
Uśmiech który przed chwilą gościł na mojej twarzy mimowolnie znikł.
Czyli wiadomo będe musiała z nią rywalizować...
-I tak wiem że Diana więc Diana ma to ze mną zatańczyć!-oburzył się ściskając coraz mocniej moją dloń.
Zaczynała mnie boleć ale nic się nie odzywałam siedziałam tak jak wcześniej czyli spokojnie przysłuchując się rozmowie.
-Dobra młody nie kłócimy się. Spakowani?-zmienił temat w ostatniej chwili.
Wyrwałam reke JB i pobiegłam na góre krzycząc ze zapomniałam spakowac kilku rzeczy.
Udałam się do torby otworzyłam po czym spakowałam ładowarke do aparatu i telefonu . Kilka innych jeszcze rzeczy po czym przeliczyłam czy wszystko mam .Stwierdzając ze tak zamknęłam torbę i udałam się zadowolona na dół.
Po drodze spojrzałam na zegarek . 20.50. Trzeba się zbierać .
Weszłam do salonu..nie ma ich poszłam do kuchni . Tam ich zastałam pakowali jakieś ciasta i inne pierdoły.
Zrozumiałam że to po to jeżeli któreś nas w samochodzie zgłodnieje.
-Gotowa?Bo sie musimy zbierać.-powiedział JB podchodząc do mnie i obejmując w pasie.
-Tak tak. - odparłam.
W tym samym czasie do kuchni wszedł Kenny z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-To co ja skocze po wasze torby.- powiedzial a chwile po tym juz go nie było.
Wszyscy udaliśmy się do drzwi wyjściowych po drodze wzięłam kurtke w razie gdyby bylo chłodno.
Ja JB i Pattie udaliśmy się do samochodu a Scooter w drzwiach czekał na Kenniego który po chwili pakował nasze walizki to bagażnika.
Kiedy wsiedli ruszyliśmy .


Ciągneliśmy nasze torby za sobą ja swoja JB swoją i trzymając za rece udaliśmy na odprawę.
Przybyło kilku paparazzi którzy zachłannie cpykali nam ciągle takie same zdjecia.
Na odprawie przy Rayanie zauważylam tą samą dziewczynę co kilka godzin temu na zdjęciu.
Kiedy nas zobaczyli oboje zaczeli machać w naszą strone.
Zrezygnowana opuściłam głowe i patrząc na moje stopy razem z JB ruszyliśmy w ich strone.
-Czeeeść jestem Angelica..jak już pewnie wiecie.- pisknęła radośnie witajac się z JB buziakiem...
-Siema Ja jak wiesz jestem Justin a to jest moja dziewczyna Diana. Czyli druga tancerka.- powiedział przyglądając się mi uważnie.
-Cześć.-mruknełam podajac jej moją dłoń
-No siemaa.-odparła ściskając ją .
Chytry uśmiech nie schodził jej z twarzy spojrzałam na nią po czym wymusiłam identyczny uśmiech jaki ona robiła.
Złapałam JB za dłoń po czym przeszliśmy przez odprawę.


Siedząc w samolocie widziałam jak Angelica która siedzi na przeciwko nas nie może spóścić wzorku z JB.
Siedziałam trzymając go za dłoń i zrezygnowana całą atmosferą patrzyłam w okno.
Poczułam jak wznosimy się w góre. Ja jak zwykle bojąc się latać ścisnęlam mocniej ręke chłopaka który chwile po tym delikatnie ją głaskał.
-No nie gadaj że boisz się latac?!- krzyknęła rozbawiona Angelica.
-Nie gadam.-mruknęłam spoglądając na nią.
-No nie bez jaj..jak można bać się latać?Dziewczyno nie masz 5 latek! Helloł?- pisknęła machając ręką w dziwnym stylu.
-Gówno cię to obchodzi.-wysyczałam po czym poczułam jak Justin mocniej ściska mnie za reke i złowrogo na mnie patrzy.
Już wiedziałam że między mną a nią nie będzie dobrych stosunków.
-Każdy się czegoś boi.Ja się boje zamkniętych ciasnych pomieszczeń a Diana latać.To nic dziwnego.- wytłumaczył chłopak patrząc na nią przyjaźnie.
-No ciebie to rozumiem ale..
-Błagam zamknij się juz.-mruknęłam zrezygnowana przerywając jej.
-Diana.-Syknął JB szarpiąc mnie za ręke.
-Ty też się zamknij.-wysyczałam puszczając jego dłoń i wracając do ogladania białych obłoczków które swobodnie wisiały sobie nad błękitnym niebem.
Nic nie odpowiedział tylko usiadł obok tej laski i pogrązył się w rozmowie na temat...zaraz zaraz...na temat ciuchów? Posrało go.
Ona mu doradzała jaka marka będzie dla niego dobra a on mówił w co lubi jak dziewczyna się ubiera.
-Wspaniale.-syknęłam przez zęby.
Wstałam i szybkim krokiem udałam się do toalety.
Stanęlam przed lustrem poprawiłam wlosy i oparta o umywalke patrzyłam uważnie na swoją twarz.
-Coś czuje że te kilka miesięcy będzie miesiącami pełen niespodzianek..nie zawsze tych dobrych.




*Bez osoby*


Diana miała racje. Przez te kilka miesięcy będzie poddana wielu probom.
Kiedy ona tak stała przed lustrem przyglądając się sobie i znowu zastanawiając czy napewno jest dla JUstina odpowiednią dziewczyną.
On jak gdyby nigdy nic prawie płakał ze śmiechu razem z nową tancerką która gdy tylko nadażyła się okazja spoglądała na niego dwuznacznie.
Czego on oczywiście nie zauwazył .Tylko jego mama .. która przyglądała im się uważnie. Angelica powoli zaczynała działać jej na nerwy.
Pattie bała się tak jak Diana że Justin wróci do wcześniejszego trybu życia. Że będzie znowu chciał coś czego dość mądra Diana nie będzie mogła mu dać....




Naiwności....

_________________________________

Kolejne <3 dodałabym juz dawno gdybym miała wene.;D
Dziś mnie jakos naszło. nie jestem z tego zadowolona no ale..chcialam juz cos dodac:*
Ogolnie komentujcie ! <3
i dziękuje za tyle komentarzy pod 11 rozdziałem
to dla mnie naprawde ważne! DZIĘKUJE <3
komentować i tu <3 i przepraszam za błędy :*
Tagi: 12
08.04.2012 o godz. 20:05

Rozdział 11.




Wszyscy opychaliśmy się pysznym obiadem przygotowanym przez cudowną kobiete..tak mówie o mamie JB.
To naprawde świetna babka.Podziwiam ją.. tyle przeszła.. może to dla niektórych nic strasznego .. ale dla mnie to co zrobiła ..przez co przeszła..to coś wielkiego.!
Do tego jest niesamowitą mamą.. przez te kilka dni które z nią spędziłam przywiązałam się do niej.oczywiście mam nadzieje że ona także mnie polubiła.
No nic mam nadzieje że mi ufa i wierzy w to że bezgranicznie kocham jej syna.
Właśnie JB...spojrzałam na tego przystojnego wariata który własnie pakował kawał mięsa do buzi.Przgryzł i po chwili uśmiechnął się szczerze do Scootera przepraszając go za wybryk w Polsce.
Tak mówie o tym że go nie posłuchał i zamiast na lotnisko pojechał do mnie do szpitala..swoją dorogą to było strasznie urocze z jego strony.
Wsłuchiwałam się w ich rozmowe siedząc cicho jak to sie mówi przysłowiowo mysz pod miotłą.
Justin zacnie tłumaczył mężczyźnie o ciemnych włosach i lekki zarostem ile to dla niego znacze..nie powiem ciepło na serduchu się zrobiło.
Uśmiechnęłam sie do niego ..albo sama do siebie bo on niestety tego nie zauważył.
Spojrzałam na swój talerz na którym leżał mały kawałek mięsa jakąs sałatka i pieczone ziemniaki..
Wzięłam srebny widelec do ręki i zaczęłam dziubać w talerzu.Nie byłam głodna..ale trzeba zjeść żeby nie zrobić przykrości.
Wzięłam kawałek mięsą do buzi i zaczęłam przegryzać.Wzrokiem wróciłam na mojego mężczyzne który nadal wszystko dogłębnie tłumaczył maganerowi.
A ten przytakiwał głową ze zrozumieniem.Pattie krzątała się po kuchni więc nie miałam z kim rozmawiać.
Patrzyłam tak na nich pogrążonych w rozmowie. Po chwili wzrok Scootera spoczął na mnie..
Uśmiechnęłam się i spóściłam głowe dziubając w talerzu. Jakbym miała w nim zaraz zrobić dziure.
-Mała..chcesz rozwalic ten talerz?-zapytał mnie mój chłopak.
Spojrzałam speszona na niego delikatnie podnosząc kąciki ust do góry.
-Pokaż mi się .- Powiedział dość donoścnym głosem scoorter.
Speszona spojrzałam niepewnie w jego oczy . Jego wyraz twarzy rysował tajemniczość..
Badał każdy kąt mojej twarzy.Tak jakbym była jakąś niezwykłą modelką.
-No to już wiem dla jakiej piękności ten młody wariat stracił głowe.-powiedział ukazując wszystkie swoje proste wypolerowane zęby.
-Mówiłem że jest piękna..-mruknął Biebs także mi się przyglądając.
Czułam się niezrecznie dwóch gości którzy gapią się we mnie jak w obrazek.
-Okej okej .. nie patrzcie tak na mnie..czuje się niezręcznie.-mruknęłam spuszczając głowe.
Oboje zanieśli się smiechem po czym ja też delikatnie sie uśmiechnęłam i wróciłam do jedzenia.
-Tak wgl .. witam w załodze.-zwrócił sie do mnie Scooter.
-Gdziee..? - spytałam.
Szczerze?Nie mam pojęcia o czym on do mnie mówi..
-No przecież będzie tańczyć razem z tancerzami Justina prawda?-spytał.
-Jaa.?-zadałam kolejne głupie pytanie.
-Kochanie.. pamiętasz wybrałem ciebie.. ciebie jako jedyną. Ta która bedzie tańczyć ze mną w trasie.-wtrącił się JB z wyjaśnieniami.
Aaaa..no tak całkiem zapomniałam.
-Ahh..no tak. Nie wydaje mi się zebym była akrat taka dobra ale..dziękuje.- murknęłam spoglądając na Scootera.
-Widziałem nagranie jak tańczysz.Jesteś stworzona do tego!Także myśle że miło nam się będzie razem pracować.-powiedział poklepując mnie po ramieniu.
-Też mam taką nadzieje..i ..dziękuje.-mruknęłam uśmiechając sie szczerze.

Po zjedzonym obiedzie i deserze składającym się z lodów czekoladowych poszliśmy wszyscy na spacer do ogrodu.
Justin ze Scooterem omawiali plan trasy co chwila podniecając się jakimiś nowymi pomysłami.
A ja razem z Pattie szłyśmy krok w kork za nimi rozmawiając tak od serducha.
Pytała mnie o moje wcześniejsze życie.. o to jak sobie radziłam ze ślepotą o rodzine o wszystko dosłownie.
Bez żadnych zastanowień opowiadziałam jej krok w krok jak to wszystko ze mną było...
Wysłuchała mnie ... ani razu nie przerywając. To wspaniałe móc z kimś pogadać kto naprawde cię wysłucha.
Justin ma ten dar chyba po niej.;D

Spojrzałam na nią z lekkim uśmiechem.. moje usta odrazu wróciły do normalnego stanu.Zauważyłam ze po jej różowych policzach spływają pojedyńcze łzy.
Stanęłam po czym ona zrobiła to po mnie spoglądając na mnie szybko ocierajac łzy . Nic nie mówiłam tylko przytuliłam ją do siebie.
Wtuliła się mocno we mnie rozpłakując jeszcze bardziej.
-Jesteś taka dzielna..-szepnęła głaskając mnie po ciemnych włosach.
-Dziękuje..-mruknęłam czując jak moje oczy stają się coraz bardziej zaszklone.
Tuliła mnie do siebie mocno tak jakbym miala zaraz zniknać..
JB razem ze Scooterem słysząc nasze szlochanie odwrócili się i staneli jak wryci..
-O co tu chodzi?-Spytał JB podchodząc do nas.
-Płaczecie?Ale czemu..mamo Diana?!-podniósł głos przestraszony.
-to nic synku..poprostu...-mruknęła odrywając sie odemnie po chwili ocierając łzy
-Poprostu co?-Spytał przestraszony spoglądając raz na mnie raz na nią.
-Poprostu masz niesamowitą dziewczyne.. jestem szczęśliwa że to własnie ona nią jest że w końcu zmądrzałeś stałeś się moim starym kochanym synkiem.Ona jest naprawde warta twojego serca.Z pełną dumą moge cię jej oddać.Wiem że zaopiekuje sie tobą nawet lepiej niż ja.-powiedziała łkając po czym przytuliła syna mocno do swojej piersi.
Patrzyłam na tą scenke ze łzami w oczach.. Spojrzałam na Scootera odwrócił sie i szybko wycierał łzy.Wiedziałam ze płakał kto normalny co chwila jeździ rękami po swojej twarzy?
-Mamo jesteś cudowna..dziękuje. Dziękuje że ją akceptujesz.Dziękuje za to że mam tak wspaniałą matke.-mruknął tuląc sie do swojej rodzicielki.
Oderwali się od siebie po czym spojrzeli na Scootera wybuchając głośnym śmiechem.
-No co ?! To było strasznie wzruszające!-krzyknął zapłakany mężczyzna.
Zaniosłam się razem z nimi jeszcze głośniejszym śmiechem.
-Kocham was! -krzyknął radośnie JB przytulając mnie mame i zapłakanego Scootera.
Każde z nas po kolei zaniosło się śmiechem.

Po tych czułościach udaliśmy sie w dalszą wędrówkę po ogrodzie.
Swoją drogą... niezłą ktoś miał wyobraźnie aby to wszystko zaprojektować.
Wszędzie dużo zieleni kolorowych kwiatów wszelkiego rodzaju.. jakieś fontanny małe wodospady...
Nawet drzewa z owocami.! A na upiększenie tego wszystkiego.. niesamowicie słodki zapach pieszczący nasze nozdrza.
Justin który po chwili szedł obok mnie objął mnie ramieniem i dalszą drogę szliśmy w takiej pozie.

-A w tej stronie twojego ogrodu mnie nie było..- mruknęłam patrząc na duży oświecony basen.
( tam nie ma żółwia u JB ;D)
-A no widzisz. To co...popływamy?-spytał spoglądając w moje ciemne tęczówki.
-Mhm...tylko musze strój znaleść . - odparłam z uśmiechem nadal podziwiając to cacko wypełnione czystą chlorowaną wodą.
-To leć mała my tu będziemy czekać.
-A ty? Nago będziesz pływał?-powiedziałam rozbawiona.
-Nie wariatko w bokserkach . -powiedział zanosząc sie tym swoim radosnym śmiechem
-Uuu..a już myślałam że będe mieć jakąś satysfakcje ..- mruknęłam uśmiechając się cwaniacko.
-Może potem . - odparł pokazując język i poganiając mnie w strone domu.

Weszłam na góre do naszej sypialni wyciągnęlam moją torbe i zaczęłam wywalać z niej ostatnie ciuchy jakie w niej zostały.
No bo reszta w garderobie.
-JEST!-krzyknęłam trzymając w dłoni różowy strój.
Udałam się do łazienki zdjęłam z siebie dzisiejszy strój i nałożyłam bikini.
Po czym przejżałam sie dokładnie w dużym lustrze .. i stwierdzajac ze jest okej wyszłam z pokoju.
Przy drodze biorąc okulary gumke do włosów oraz jakieś dwa ręczniki.
Zadwolona udałam sie w strone basenu .


-No jest moja piękność...łoooooo...- mruknął przy czym wytrzeszczył na mnie swoje ciemne paczadełka.
-No co ? Aż tak źle?-powiedziałam speszona przyglądajac sie sobie .
-Yy...źle? - spytał podchodząc do mnie. Objął mnie w pasi przybliżajac swoją twarz do mojej.
-Jesteś cholernie seksowna...-wymruczał mi do ucha po czym lekko je przygryzł.
-Juuuustin...-murknęłam odpychając go od siebie.
Popatrzył na mnie zrezygnowany po czym potargał swoją czupryne
-Gdzie Pattie i Scooter?-spytałam po chwili rozkładając sie na białym leżaku pokrytym kremowymi poduszkami.
-Gdzieś poleźli - powiedział zdejmując z siebie spodnie przy czym ukazując swój zgrabny tyłek i szare bokserki.
-Mmmmmm.......-wymruczałam przyglądając sie mu uważnie.
Spojrzał na mnie z uśmiechem.
Wariat...dobrze wiedział o co mi chodzi.
Podszedł do mnie wolnym krokiem oparł swoje ręce na oparciach leżaka po czym delikatnie musnął moje ciepłe wargi.
-Kocham toooooooooo.aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa- wykrzyczałam na całe gardło czując jak jego silne ręce niosą mnie w strone basenu.
-Puśc mnie ! -krzyknęłam kiedy JB trzymał mnie nad taflą wody.
-Jak sobie pani życzy.-odparł śmiejąc się .
-Nieeee ... Justin niee...........- nie dokończyłam bo własnie znalazłam się pod wodą.
Ruszałam nogami i rękami we wszystkie strony jakie się da. Po chwili wynurzyłam się z wody szybko poprawiając sobie włosy które własnie znalazły sie na mojej twarzy.
-Zabije Cię kochanie.-mruknęłam podpływając szybko do niego.
Cwaniak..siedział na brzegu basenu głośno zanosząc sie smiechem
Oparłam swoje mokre dłonie na jego udach przybliżając swoją twarz do jego.
Moje dłonie powędrowały na jego tyłek a usta dotykały jego.
Przygryzłam delikatnie jego ciepłe wargi po czym cwaniacko się uśmiechnęłam.

Chwile po tym JB wylądował w wodzie a ja płakałam ze śmiechu.
Nie wiedząc kiedy znalazłam sie pod wodą czując czyjeś dłonie na swoim tyłku.
Nie trudno było zgadnąć że te dłonie należą do nijakiego Justina Biebera.
Otowrzyłam oczy czując jak zaczynają mnie szczypać.
JB przyciągnął mnie do siebie i mocno pocałował.
Całował moje usta do tąd dopóki nie zabrakło nam powietrza w płucach.
Wynurzyliśmy się a nasze włosy przykleiły się do naszych roześmianych twarzy.
-Wiesz..najchętniej to ja bym tu z tobą...
-Nie kończ!- przerwałam mu przykładajac mu palec do ust.
Nic nie odpowiedział tylko słodko się uśmiechnął i przytulił się do mojego mokrego ciała.
-Kocham Cię głuptasie.-wymruczał tuląc mnie do siebie.
-Ja ciebie też.
Nie wiem co bym teraz bez niego zrobiła..co bym zrobiła gdyby okazało sie że jestem tylko jednorazową przygodą..tak tak nie przeżyłabym tego..
Od kąd go mam przy sobie..znaczy dla mnie więcej niz cały świat..co ja gadam on jest całym moim światem.
Uwielbiam patrzeć na te jego roześmiane czekoladowe oczka.. na te namiętne usta .. kocham to uczucie kiedy własnie one dotykają moich ust z taką czułością.
Ciesze się że to własnie ja moge powiedzięc..że Justin Bieber jest ..naprawde naprawde mój.W życiu po za sceną paparazzi itd..napewno mój.
Nigdy nie myślałam ze przez jednego człowieka moje życie obróci się o 180 stopni.Że kiedy kolwiek będe mogła być jeszcze tak cholernie szczęśliwa jak własnie w tym momęcie.
Właśnie teraz trzymam w swoich objęciach cały mój świat..cały mój piękny kochany i cudowny świat.


*Oczami Justina*

Tuliłem do siebie moją mokrą od wody kruszynke już dobre 5 minut.
Uwielbiam czuć ciepło jej ciała na swoim...czuć bicie jej serca które..tak jak ona mówi bije tylko dla mnie.
Kocham tą dziewczyne do szaleństwa. Nigdy nie myślałem że można tak kochać drugą osobę...zabiłbym dla niej.

Oderwałem się od niej po czym spojrzałem w jej ciemne tęczówki.
Dotknąłem dłonią jej policzka po czym kciukiem zacząłem delikatnie go głaskać.
Uśmiechnęła sie do mnie promiennie po czym pocałowałem ją w nosek.

-Uhuhuhu..- usłyszałem za sobą czyjś głos.
Odwróciłem się po czym ujrzałem moją mame i Scootera z kamerą w ręku.
Aha..czyli mam rozumieć że wszystko kręcili..no nic przynajmniej bedzie miła pamiątka.
-Długo tu stoicie?-Spytałem obejmując Diane stojącą obok mnie.
-Od kąd pocałowaliście się pod wodą..wszystko mam nagrane kochani.-powiedziała radośnie mama wskazując kamere.
-Fajnie... -mruknąłem..
-Zimno mi.- szepnęła mi do ucha Diana.
-Wychodzimy.- rozkazałem po czym wyszliśmy obydwoje z wody.
Wziąłem biały ręcznik w ręce i otuliłem nią Diane.
Chwile potem wziąlem drugi i zarzuciłem na siebie
Siedliśmy na leżakach i oglądaliśmy to co zostało nagrane kamerą.Nie było tak źle..wręcz przeciwnie było dosć..romantycznie.
Może wrzuce to do neta? Hym.... pomyśle. xD

Chwile jeszcze poleżeliśmy rozmawiając na leżakach po czym udaliśmy sie do domu na kolacje bo zbliżała sie jej pora.
Scott nie został juz z nami a pojechał do domu .
Po zjedzonej kolacji udałem sie z Dianą do sypialni.
Ona zmęczona rzuciła sie na białą miekką pościel a ja poszedłem do garderoby po czym wyszedłem z niej z czarną torbą podróżną.
-A to po co ? -spytała Diana bacznie mi się przyglądając.
-A po to żeby sie spakować.-odparłem i zabrałem się właśnie za tą czynność.
-Ale po co?
-No jak po co?Jutro w nocy wylatujemy do NY . Pojutrze mamy tam pierwszy koncet z trasy -odpowiedziałem po czym mocno palnąłem sie w czoło...
No tak głupi..zapomniałem jej powiedzieć.
-CO?!-krzyknęła gwałtownie wstając z łóżka.
-Wiem przepraszam zapomniałem ci powiedzieć.-odparłem zgodnie z prawdą i zabrałem się do dalszego pakowania.
-NO CO TY?!-krzyknęła robiąc mine głupiego do mnie..
-No przepraszam... zapomniałem.-wyjaśniłem jakże mądrze.
-YHh..Bieber Bieber. - westchnęła zrezygnowana i udala sie do łazienki z piżamą w ręce
-Kocham Cię!-krzyknąłem a po chwili usłyszałem odgłos śmiechu z łazienki.


*Oczami Diany*


Nie potrafie się na niego gniewać...zresztą dam sobie rade..tam na scenie... przed tymi wszystkimi ludźmi..
ok ok nie dam sb rady!
Diana nie panikuj masz przy sobie JB.
Westchnęłam zrezygnowana po czym odkręciłam ciepły strumień wody.
Rozebrałam się z kostiumu i udałam do kabiny .
Weszłam pod strumień wody ,odchyliłam do tyłu głowe pozwalając aby woda pieściła moją twarz.
Przetarłam zmęczoną twarz dłońmi po czym sięgnęłam bo waniliowy żel do ciała.
Nalałam wystarczającą ilość białej substancji xD na ręce po czym zaczęłam delikatnie wcierać w ciało.
Po całej łazience rozniósł sie zapach słodkiej wanili który co chwile pieścił moje nozdrza.
Opłukałam piane z moje ciała po czym nalałam brzoskwiniowego szamponu na ręke i zaczęłam wcierać w moje gęste ciemne loki.
Chwile po tym wypłukałam dokładnie włosy i wyszłam z kabiny.
Wytarłam niedokładnie ciało i włosy w ręcznik po czym ubrałam o wiele za dużą na mnie różową bluzkę i nałożyłam koronkowe czerwone bokserki i wyszłam z łazienki.
-Skończyłeś?-Spytałam siadając na łóżku z laptopem na kolanach.
-Chwila....o juz tak.-odpowiedział i przysiadł się do mnie.
-Mmm...wanilia.-mruknął składajac mi delikatne pocałunki na szyji.
-Yep zgadłeś mały.
-Małyy?-mruknął mi do ucha.
Nic nie odpowiedziałam tylko promiennie się usmiechnęłam .
-Ciekawe co ja mam takiego małego ?
-Mózg.Skarbie mózg.-odpowiedziałam po czym ucałowałam go w czoło i wróciłam wzrokiem na kolorowy ekran laptopa.
-Dzięęęęęęęki.-murknąl po czym wstał i udał się do łazienki.
-A prosze.-odpowiedziałam cicho uśmiechając sie do siebie.
Weszłam na Twettera popatrzyłam na różne wpisy kierowane w moją strone.
W sumie..mało tych negatywnych cieszy mnie to że w końcu większa ilość Belieberek mnie zaczeła akceptować.
Wzięłam telefon do ręki podłączyłam do laptopa w celu zgrania zdjęć z dzisiaj. Jakieś tam Justin mi robił nad basenem.
Zgrałam to co trzeba po czym przeglądnęłam wybierając te które moge dodać.
W końcu wybrałam to i dodałam na twettera z podpisem '' Dziękuje za to że jesteś @justinbieber #MUCHLOVE ''.
Po 5 minutach zebrało się ponad 200 komentarzy typu śliczne , ładnie razem wyglądacie , aww jakie to słodkie zdarzyły się też takie jak ...''zabije cię za to że go dotykasz.'' itd itd.
Na takie nawet nie chciało mi się patrzeć. Odpisałam na kilka tweetów po czym wyłączyłam laptop i zmęczona wtuliłam się w miekkie poduszki czekając na JB.
Nie doczekałam się..zasnęłam.


*oczami Justina *

Wyszedłem z łazienki owinięty ręcznikiem. Spojrzałem w strone łóżka.Spała .. słodko spała leżąc na brzuchu i wtulając się w poduszkę.
Podszedłem do niej dałem buziaka w policzek i przykryłem kołdrą. Po czym podszedłem do szafki i wyjąłem z niej jasno różowe bokserki.
Założyłem na siebie i udałem się do łóżka. Wszedłem delikatnie tak żeby nie obudzić mojego śpiącego aniołka wziąłem laptop leżący na pościeli włączyłem i wpisałem twetter.com.
Mnustwo nowych wiadomości tweetów w moją strone.. o..Diana dodała jakies zdjęcie.
''Dziękuje za to że jesteś @justinbieber #MUCHLOVE'' Od razu cieplej zrobiło się na serduchu.
Spojrzałem na moje słonko po czym ucałowałem ją w policzek.
-Kocham Cię.-szepnąłem na co ona delikatnie się poruszyła
Uśmiechnąłem się do niej i wróciłem do czytania tweetów.
Odpisałem na kilka po czym zacząłem przeglądać zdjęcia które Diana zgrała.
Sam też coś postanowiłem dodać i wybrałem to z dopiskiem '' #MUCHLOVE @dianaharris ''
Dodałem a po chwili jak zwykle mnustwo komentarzy. Odpisałem na kilka pytań podziękowałem innym i dodałem tweeta '' To ja Tobie dziękuje ...Dziękuje za pokazanie prawdziwej miłości #LOVE ''
Poczekałem chwile po czym popatrzyłem na odpowiedzi do mojego tweeta. Zdażyły się negatywne ale dość mało.
Odpisałem znowu na kilka kogoś follownąłem po czym zamknąłem laptopa wtuliłem się w Diane i przyglądając się jej idealnym rysom twarzy zapadłem w głęboki sen.


Obudził mnie głośny dźwięk przychodzącego smsa.
Otworzyłem niechętnie oczy spojrzałem obok mnie..Diana trzymająca w ręce mój telefon z zaspaną twarzą.
-Weś do gówno wyłącz albo coś bo już drugi przyszedł! - powiedziała dość głośno zaspanym głosem .
Wziąłem od niej telefon po czym ona zrezygnowana opadła na poduszki obejmując mnie w pasie a ja przyzwyczajajac wzrok do światła z tego cholernego sprzętu odczytałem smsy
''Bieber śpisz?'' ''Młody kurde nie śpij!'' No tak już nie śpie! Dwa smsy od Scootera ..co on może chcieć o ... 3 w nocy!
Zrezygnowany wybrałem jego nr po czym po 3 sygnale usłyszałem jego donośny głos.
-No nie śpisz! - krzyknął .
-Dzięki Tobie.-mruknąłem zaspany dając Dianie buziaka w głowe.
Obruszyła się i mocniej wtuliła w moją klate.
-Oj nie gadaj! Wiesz..bo zapomniałem ci czegoś powiedzieć...-zaczął.
-No...czego?
-Ehh...Będziesz miał dwie tancerki...Diane i ... Angelice.-powiedział ostatnie imie ledwie słyszalnie..
-Cooo? Kto to wgl jest i czemu ja dopiero teraz sie o tym dowiaduje?!-krzyknąłem na co Diana uderzyła mnie w klatke.
-Bo wczesniej zapomniałem ci powiedzieć i nie drzyj się ! Przeżyjesz ona jest naprawde dobra! - krzyknął na co ja zacisnąłem pięści.
Jedyne co mnie uspokajało to Diana leżąca koło mnie delikatnie głaskająca mnie po gołej klacie.
-Dobra jutro pogadamy cześć.-murknąłem po czym rozłączyłem się i zezłoszczony popatrzyłem na spokojną Diane.Otworzyła niechętnie oczy po czym spojrzała zaspanym wzrokiem na mnie i lekko się uśmiechnęła.
-rano mi powiesz co się stało a teraz chodź tu przytul mnie i chodź spać..- murknęłam zachrypniętym głosem.
Od razu moja złość minęła. Wtuliłem się do niej pocałowałem delikatnie w usta po czym zamknąłem oczy.
Myśląc o tej całej..Angelice...próbowałem zasnąć.Kto to wgl jest? I skąd ona się wzięła.. przecież była mowa o jednej tancerce..którą jest Diana.
To ta na cholere mi?Coś czuje że nic dobrego z tego nie wyjdziee...



__________________________________


Słabo wyszło strasznie... przepraszam!
Ale tak dawno nic nie dodawałam ze chciałam już coś dodać:( troche weny miałam to coś napisałam.
Ale sam sex w głowie mam ! a to jedyny od dawna rozdział bez orgazmów! hahaha <3
Dziękuje za komentarze!!:*<3 Dobranoc;*
Tagi: 11
24.03.2012 o godz. 21:57

Rozdział 10.



Obudziłem się ledwo żywy. Śniły mi się same głupoty. A to raz że Diana zmarła a to drugie że Diana ma raka trzecie że goni mnie z siekierą.. nad ranem to że jakieś cholerne krasnoludki przkopywały mi ogródek?O_o.
Mam nadzieje że te sny się nie spełnią a już napewno nie te z Dianą!Dobra stop nie myśle o tym.

Przesiągnąłem się co chwila słyszac jak moje kości strzykają. Rozejżałem się dookoła sypialni..brak mojej księżniczki.
Usłyszałem donośny huk dochodzący chyba zza drzwi łazienki.
No to już wiem gdzie mała jest.Uśmiechnąłem się do sb myśląc co ona tam może robić.
Długo nie musiałem się zastanawiać bo po chwili otworzyła cichutko drzwi i w samym ręczniku na paluszkach zaczęla wychodzić z pomieszczenia.
Wyglądała cholernie pociągająco. Jej mokre ciemne długie włosy opadały jej w nieładzie na twarz.A kropelki wody które z nich spływały pieściły jej dekold wchłaniając się w ręcznik.
Oblizałem usta spoglądajac na jej idealne ciało.
-O nie śpisz.-Mruknęła słodko wyjmując z szafki czarną koronkową bielizne.
-Mhmm..nie.-szepnąłem ledwie słyszalnie pożerając ją wzrokiem.
Spojżała na mnie pokazując przy tym rządek swoich białych ząbków a mnie zrobiło się jeszcze bardziej gorąco.
-Nawet o tym nie myśl.-powiedziała grożąc mi palcem.
Złapałem ją szybko w pasie i przyciągnąłem do siebie przez co ona była skazana położyć sie na mnie.
-Mówiłaaam....-nie dokończyła bo przerwałem jej gorącym pocałunkiem.
Usiadła na mnie okrakiem spoglądając na mnie złowrogo. Tak jakbym zrobił coś złego...
Jedną ręką scisnąłem ja za pośladki a drugą delikatnie palcem jeździłem po jej dekoldzie wycierając przy tym zimne kropelki wody które wykonywały za mnie moja robote.
-Juuuuuuuuustin przestaaań ! Jest rano. - mruknęła odpychajac się ode mnie.
-I co z tego ? Lepszy bd dzień.-szepnąlem przyciągając ja do siebie.
-Tak taaaak..Przeeestań! - powiedziała śmiejąc się.
Jak ja kocham jej śmiech...
-Oj to tylko pieszczoty..no kotku pozwól mi!Bo przez ciebie będe cały dzień zły!-mruknęłam pieszcząc językiem jej szyje.
-Mhm...okej ale tylko pieszczoty.-powiedziała odchylajac głowe do tyłu.
No nie jestem pewny czy tylko na pieszczotach to się skończy... Zły Justin Zły..
Zmieniłem pozycje teraz to ja byłem na górze a ona na dole. Kocham kiedy mam nad nia przewagę.
Moge wtedy robić co mi sie tylko podoba a ona jest mi oddana... czuje sie jak król. xD Brakuje mi tylko korony i peleryny.
Całowałem jej ciepłe i morke nadal ciało co chwila pieszcząc je językiem.
Podwinąłem jej ręcznik tak że koniec znajdował się pod jej piersiami.
Zacząłem językim jeździć po jej ciepłym brzuszku po chwili zjechałem niżej i mój język znajdował się na jej wzgórku łonowym co chwila pieszcząc jej łechtaczke.
Spojżałem na nią nie przerywając czynnosci miała głowe odchyloną do tyłu z zamkniętymi oczami i mocno zaciskała wargi co chwila je oblizując.
Jedna jej ręką mocno trzymała mnie za włosy a druga ściskała mocno biała poduszkę leżącą obok.
Co chwile słyszałem jak głośno pojękiwała.Nie dziwie się..dobrze jej było tego mogłem być pewien.
Nie żebym się przechwalał.... no dobra mój język sprawia cuda. xD
Usłyszałem jej coraz głośniejsze jęzki . Coraz bardziej zaczeła się kręcić. Co znaćzylo że zaraz dojdzie.
Przerwałem czynnosc i z chytrym uśmiechem popatrzyłem na nia przygryzając dolną wargę.
Spojżała na mnie podirytowana.
-KONTYNUUJ KURWA! -krzyknęła na co ja zaniosłem się głośnym śmiechem.
Nie spełniłem jej ''prośby'' tylko zacząłem ją mocno całować po ciepłych wargach.
Poczułam jak jej reka która wcześniej spoczywała na moich włosach delikatnie ściska moją męskość.
Syknąłem po czym ugryzłem ja delikatnie w wargę. Nie byłem jej dłużny moja prawa ręka powędrowała do jej miejsca intymnego i zaczęła delikatnie je pieścić.
Włożyłem jej serdecznego palca do pochwy i zacząłem delikatnie nim poruszać.
Zagryzła wargi i cicho pojękiwała coraz mocniej ściskając moje krocze przy czym moja bieberconda stawała sie coraz twardsza.
Chciałem jej moimi pieszczotami sprawić jak największą przyjemność.Moja księżniczka musi być ze mnie dumna w końcu prawda?
Kilka minut później zauważyłem że moje maleństwo ledwo się juz trzyma.Biedna nie mogła znaleść sobie miejsca a ja nadal nie przestawałem kontynuwać pieszczot.
Uśmiechnąłem sie zadziornie a po chwili usłyszałem jej głosny krzyk.. i to sprawił tylko mój palec? Ona jest jednak niesamowita..a moze to ja?
Uśmiechnąłem się jeszcze bardziej wyjmując z niej mój palec i pocałowałem delikatnie w usta.
-koniec... koniec..jestem głodna.-szepnęła odrywajac sie od moich ust po czym ja zaniosłem się śmiechem.
Może i za dużo razy tak sie bawimy ale sex to sport wiec mysle że będziemy mieć jeszcze bardziej idealne ciała.
Myśląc o tym sam do siebie się uśmiechnąłem a po chwili oprzytomniałem patrząc jak Diana siada poprawiając sobie ręcznik.
Przytuliłem się do niej i cmoknąłem w policzek.
-Zawiedziony że nie zrobiłam ci tak dobrze jak ty mi?-zapytała spoglądając na mnie.
-Nawet nie wiem jak mi dobrze zrobiłaś.-uśmiechnąłem sie do niej szczerze.
Nie kłamałem taka była prawda. Ona samym wzrokiem potrafi mi zrobić dobrze..i to jeszcze jak.
Nie musi mnie nawet dotykać.
-Kłamca.-mruknęła wstając.
-Nie kochanie nie kłamie.. serio serio.-odparłem też wstając.
Nic nie odpowiedziała tylko uśmiechnęła sie i biorąc bielizne udała sie do łazienki.
Ja udałem sie do garderoby ubrałem się po czym podszedłem do lusterka i zacząłem ogarniać swoją fryzure.
Ułożyłem je jakos ( tak jak na zdj) a po chwili z łazienki wyszła ubrana Diana.
Spojżałem na nią i słodko się uśmiechnąłem. Odwzajemniła uśmiech po czym podeszła do mnie i obdarowała mnie siarczystym buziakiem w policzek.
-A to za co ? - spytałem poruszajac brwiami.
-Za wszystko skarbie za wszystko.-Mruknęła biorąc szczotke w ręke po czym zaczeła rozczesywać swoje długie kręcone włosy.
Pocałowałem ją w szyje i oznajmiłem ze ide na dół .
Po chwili wyszedłem i udałem się do kuchni.



*Oczami Diany*


JB wyszedł a ja zaczęlam rozczesywać swoje niesforne loki.
Nic nie powiedziałam ze po tych pieszczotach w łazience mało nie zdechłam z bólu podbrzusza .. ale po chwili mi przeszło więc po co cos takiego mówić?
Wszystko już jest dobrze.
Jestem pewna że gdybym to oznajmiła zaraz by mówił ze to jego wina..ze nie potrzebnie zrobiliśmy to co zrobiliśmy.. a to mi nie jest do niczego potrzebne.
Dobrze mi było najwidoczniej bolało z głodu.
Kocham go i nie chce go niczym takim martwić.Wystarczy mi wczorajszy ''wypadek'' i jego zmartwienia.
Chociaż to moze boleć też przez to że..no niemal codziennie sie tak bawimy...
musze z nim o tym pogadać.Kocham go ale nie chce mieć ciągle wrażenia ze chce tylko to ze mną robić..że tylko dlatego chce ze mną być.
W końcu miał taką a nie inną przeszłość wiec jakies podejżenia moge miec prawda?
Nie jestem jeszcze w 100% pewna co do jego miłości do mnie..mimo wszystko chce być pewna ale jakoś nie moge.
Za dużo rozmyślania o tym...
No nic. Uczesałam włosy w wyoskiego kucyka wzięłam telefon w dłoń i wyszłam z pokoju.
Zeszłam po jasnych dużych schodach i udałam sie do kuchni z której dochodziła rozmowa dwóch osób.
Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam Pattie i JB którzy robili śniadanie.
-Dzień dobry.-powiedziałam w strone Pattie uśmiechając się.
-O dzien dobry słonko siadaj zaraz będzie śniadanie.-odparła nie odrywajac sie od czynności.
Justin popatrzył na mnie a po chwili usiadł ze mną przy stole.
Pattie podała gofry które w szybkim tępie zjedliśmy .
Po zjedzeniu wszyscy we trójke siedzieliśmy przy stole i rozmawialiśmy.
Chwile potem usłyszeliśmy dźwięk oznajmujący ze ktos stoi pod bramą i się dobija.
Pattie szybko się zerwała i pobiegła otworzyć gościowi. Ja zaciekawionym wzrokiem spojżałam na JB który się speszył.Najwidoczniej wiedział kto to taki.
-Kogo się spodziewacie?-spytałam cicho.
-Zobaczysz.-mruknął.
Czy on musi być taki tajemniczy?!Zaczyna mnie to juz irytować.
Nic nie odpowiedziałam tylko spuściłam wzrok i zaczęlam bawic sie swoim białym Iphonem.
Po chwili do pomieszczenia wszedł mężczyzna na oko po 40-stce. W ręce trzymał czarną teczke.
Spojżałam na niego po czym grzecznie się przywitałam.
-Dzień dobry jestem dr.Smith i mam panią zbadać.Podobno coś nie tak jest z pani zdrowiem zgadza się?-spytał wchodząc do salonu a ja Pattie i JB za nim.
-Zbadać?Doktor?Nie tak?-pytałam...
A prosiłam żeby nie dzwonili po żadnych lekarzach! Prosić o coś w tym domu..widze ze nikt nikogo nie słucha.
Spojżałam zła na JB potem na Pattie którze spóścili wzrok i z zafascynowaniem podziwiali panele w pokoju.
-No tak dzwoniono do mnie.-tłumaczył się.
-Tak tak.. prosze ją zbadać i nie zważać na jej protesty.-Mruknęła Pattie spoglądając na mężczyzne.
-Jeszcze nawet nie zaprotestowałam..-syknęłam.
Spojżała na mnie przepraszająco po czym wyszła z pokoju. A Justin? Nadal podziwiał podłoge .
Co za...agrr!
-No dobrze. A więc słyszałem ze wczoraj pani zasłabła i miała bóle brzucha tak?-Spytał wyjmując jakieś przyżądy z teczki.
-No tak.-mruknęłam nadal zła .
-Dobrze... a więc prosze się położyć na kanapie i podwinąć bluzkę do góry.-powiedział spoglądając na mnie i pokazując palcem skórzaną kanape.
-Po co?-Spytałam zdziwiona.
-Przyniosłem przenośny przyżąd do USG . Mam własnie zamiar zrobić pani USG. -powiedział grzecznie a ja wypuściłam zrezygnowana powietrze i udałam sie na kanape.
Wykonałam jego polecenie chwile po tym poczyłam zimny żel na swoim brzuchu.Wzdrygnęłam sie zamykajac oczy.
Kiedy już nałożył mi grubą ilość tego przezroczystego badziewia włączył to coś i zaczął jeździć mi czymś po brzuchu patrząc na mały ekarnik obok.
Patrzyłam razem z nim na czarno biały obraz próbując coś z niego odczytać ale na marne mi to szło.
Nie wiem co on tam widział.Ja tylko widziałam niezły bajzel w moim brzuchu.
-Hym....-mruknął.
Przeniosłam mój wzrok na niego ciekawa.
JB także wkońcu to zrobił przestraszony jakby coś złego miało się stać.
-Czy coś nie tak?-Spytał przerażony JB drgającym głosem poprawiając sb bluzke.
-Nie nie... ale..
-Ale co?-przerwałam ciekawa.
-Podejżewałem ciąże.. ale nic takiego tu nie widze.Z tego co widze wynika na to że wszystko jest w jak najlepszym poządku. Myśle ze to przemęczenia albo powinna pani więcej jeść witamin.-Przeniósł wzrok na mnie podając mi papierowy ręcznik.
-Ciąże?!-spytałam przerażona..
Ja w ciązy? nie nie..oj nie napewno nie teraz!
-No tak.Takie objawy najczęściej występują w okresie ciązy.-mruknął pakując sprzęt do torby.
-Mhm...-mruknęłam przerażona wycierajac kleistą maź z mojego brzucha.
-Czyli..że prócz przemęczenia czy braku witamin wszystko jest okej ? -spytał JB.
-Tak tak.Jeżeli objawy będą sie powtarzać prosze znowu do mnie zadzwonić.A teraz przepisze jakieś mocne witaminy.Wie pan..podejżewałem też guzki na jajnikach ale ich także nie widze.Także jest w pożądku.-powiedział lekarz.
Guzki? jakie kurwa guzki teraz?! Że co..że miałabym miec raka ? Jeszcze bardziej mnie to przeraża niż ciąża.
-Całe szczęscie.-mruknął wypuszczając powietrze z ust.
Wyglądał jakby coś ogromnie cięzkiego spadło mu z serca. Z jego twarzy odrazy znikło przerażenie.
Lekarz się spakował po czym pożegnąłi wyszedł.
Wstałam nadal zła z kanapy a JB szybko uciekł do mamy jakby się mnie bał...moze sie bał to nawet lepiej . Zaraz dostanie niezły opierdol!
-JUSTIN! -krzyknęłam udając sie do kuchni szybkim krokiem!
W moich oczach coraz bardziej narastała złość.
Czemu byłam zła? No kurde..takie rzeczy raczej powinien ze mną konsultować!
-Czy ktoś ci kazał do cholery dzwonic po tego lekarza?!-Spytałam stając w progu . Justin schował się za swoją mamą. Tak jakby miało go nie widać.. debil ciekawe czy nie zauwazył ze jest dużo wyższy od swojej mamy!
-Ja się poprostu martwiłem...-mruknął przestraszony.
Haa..bał się mnie.To bardzo dobrze.Tak zła to chyba nigdy jeszcze nie byłam.
-A czy nie mogłeś ze mną tego ustalić KURWA?!-krzyknęłam nawet nie zwracajac uwagi na słowa i na to że to wszystko słucha jego mama.
-przepraszam....martwiłem się nie gniewaj sie prosze.-mruknął ze spuszczoną głową.
Wypuściłam powietrze z ust i w jedej sękundzie zrobiło mi się go żal..sama nie wiem czemu.
-Diana nie krzycz na niego.. to też był mój pomysł ja też sie bardzo martwiłam.Oboje przepraszamy że tego z tobą nie ustaliliśmy.To się nie powtórzy.-wytłumaczyła się Pattie.
Przetarłam dłońmi swoją ciepłą twarz i popatrzyłam na nich zrezygnowana.
-Dobra..wybaczam.-mruknęłam po czym widziałam jak JB uśmiecha się z ulgą a chwile potem mocno mnie do siebie tulił.
-Kocham cię.-szepnął i musnął moje wargi.
Uśmiechnął się do niego głaszcząc po ciepłym policzku.
-To ja dzieciaki ide kupic te witaminy zaraz będe.-Oznajmiła Pattie zakładając na siebie czarna skórzaną kurtkę a po chwili usłyszeliśmy zamykające się drzwi.
JB pociągnął mnie za reke siadł na kanapie a mnie posadził na swoich kolanach.
Włączył TV i tak siedzielismy i ogądaliśmy. Było mi dość niewygonie więc usadowiłam się obok niego przytulajac się.
Nadal byłam na niego troche zła ale z sekundy na sekunde ta złość malała.
W połowie jakiegoś filmu się wyłączyłam i zaczełam myśleć czy aby napewno nie jestem w ciąży?Może doktor się pomylił? Każdemu się w końcu zdaża pomyłka.
A jeżeli jestem? Justin powiedział że mnie nie zostawi ale mimo wszystko mam jakies wątpliwości.
Kocham go i nie przezyłabym tego gdyby odszedł i zostawił mnie z dzieckiem... nie dałabym sobie rady.
Moja miłość do niego wzrasta z minuty na minute.Jestem szczęsliwa będąc przy nim.. mimo kilku kłótni to tak jestem szczęśliwa.
Moja pustka w sercu została wypełniona cholerną miłością do niego.. czuje ciepło na nim.Czuje że mam dla kogo żyć. Chce być dla niego ideałem.. nie wiem czy jestem..wiem ze chce nim być.
No może jestem w końcu powiedział mi że to przeze mnie się zmienił pokochał ... Ale tak do końca nigdy nie będe wiedziała co tak naprawde siedzi mu w sercu.
Mam nadzieje że wszystko to co mówi..co robi jest prawdą. Wierze w to.

Do rzeczywistości przywrócił mnie słodki głos Justina.
-Ey mała żyjesz?-Spytał machając mi ręką przed oczami.
-Tak tak zamyśliłam się.-mruknęłam tuląc sie do jego ciepłej klatki piersiowej.
-Nad czym tak myślałaś co ? - Spytał masując mój brzuch.
Tak jakby się znowu o coś bał..
-Aaa..nad Tobą mną nami..tak jakoś.-odparłam spoglądając w jego czekoladowe paczadełka.
-I co wymyśliłaś?-szepnął.
-Że jeszcze bardziej cię kocham niz minute temu.-odparłam uśmiechając sie do niego przygryzając wargę.
-Taaaak?-mruknął przybliżajac swoją twarz do mojej.
-Mhhhm...- mruknęłam oddalając sie od niego.
Położyl się na mnie i zaczął łapczywie całować.
''Znooooowu się zaczynaa'' pomyślałam przerwacając oczami.
-Jeżeli myslisz ze znowu mam na ciebie ochote to masz racje skarbie.-szepnął przygryzając warge podwyższyjąc tym temperature mojego ciała.
Czyta mi w myślach czy jak?! Nie wazne.. odepchnęłam go od siebie grożąc mu palcem a przy tym kiwając głową na ''nie'' .
Pokzał mi rząd swoich zadbanych ząbków przyciągając mnie do siebie przytulajac.
Poczułam jak jego ręce znajdują się na moich piersiach. Popatrzyłam na niego rozbawiona jego zachowaniem po czym zdjęłam jego dłonie z piersi.
On jakby nigdy nic znowu je tam zaprowadził.
Przewróciłam zrezygnowana oczami i juz nic nie robiłam.
Chwile potem do domu wróciła Pattie z moimi witami i jakimiś jeszcze zakupami.
Wzięłam jakieś tabletki po czym JB zaproponował spacer.
Zgodziłam sie i wyszliśmy.
Daleko nie odeszliśmy jak zwykle dopadli nas paparazzi.
Coraz bardziej mnie oni irytują. Normalny spacer a oni czają sie wszędzie i muszą przecież nas dopaść!No jakżeby inaczej!
Wszystkie zdjęcia które robią są do siebie podobne.No i co oni z tego mają?
Mają głupią prace. Trują tylko sławom tyłki wyrabiając sb przy tym u nich złe opinie. No i po co im to ? Dziwni ludzie.
Po ''spacerze'' a raczej znowu bieganiu wróciliśmy do domu akurat Pattie coś pichciła.
Poszłam jej pomóc po czym wszyscy usłyszeliśmy znwou sygnał ze ktos stoi pod bramą.
Justin pobiegł otworzyć a chwile potem serdecznie się z kims witał.
Pobiegłam zobaczyć kto to taki..
-Kochanie to mój manager Scooter . Scooter to moja dziewczyna Diana.-przedstawił nas sobie.
A ja jeszcze raz po JB powtórzyłam swoje imie podając Scooterami dłoń.
Uśmiechnął sie przyjaźnie ściskając ją.
Wydaje sie być spoko gościem....


________________________________


No dość późno jest ale ochlałam sie kawy mam padake i wena mnie wzięła. ;d
ale szczerze? podoba mi się tylko początek dalej to jakieś gówno a nie ! :D sory! <3
ale jak już zaczełam to chciałam skńczyć <3
Dziękuje kochani za czytanie i komentowanie !
i prosze dalej to robić! :D <3
Kocham was <3
Tagi: Rodział 10.
10.03.2012 o godz. 00:29

Rodział 9.




Obudził mnie delikatny dotyk na ustach. Uśmiechnęłam się i leniwie otworzyłam oczy.
-Dzień doberek maleńka. - Powiedział promiennie JUstin słodko się uśmiechając.
-Dzieeeeeeń dobry.-Mruknęłam przeciągając się.
-Mam dla ciebie śniadanko.-powiedział podając mi na drewnianej tacy śniadanie.
-MMmm....wyjdź za mnie! - krzyknęlam radośnie biorąc kanapke z nutellą w dłoń.
Wiedział co dobre.! Facet podający śniadanie kobiecie do łóżka?SKARB a nie facet!
Taakk...tylko gdzie ten mój skarb teraz zakopać....
-Oświadczasz mi się?-zapytał rozbawiony kradnąc jednego gryza z mojej kanapki.
-Może może.-mruknęłam tajemniczo się usmiechając.
JB nic mi nie odpowiedział tylko zaniósł się głośnym śmiechem.
-No co? Nie chciałbyś mówić do mnie ŻONO? -zapytałam udając oburzenie.
Spojżał na mnie tymi czekoladowymi oczkami przybliżając swoją twarz do mojej.
-MMm...bardzo bym chciał.-wymruczał po czym złożył na moich ustach trzy krótkie pocałunki.
Nic już nie powiedziałam tylko uśmiechnęłam się promiennie i spałaszowałam kanapki.
Ciekawe jak miałoby nasze małżeństwo wyglądać... Diana Bieber. Ładnie brzmi. Do tego co najmniej trójeczka małych Bieberków latających po całym domu...
Dwóch chłopaków jedna śliczna słodka z ciemno blond kręconymi włosami dziewczynka o promiennym uśmiechu po tacie i ciemnymi oczami po...mamusi i tatusiu?
Diana..o czym ty myslisz.

Justin siedział obok mnie i szperał cos w necie. Spojżałam na niego uśmiechając się.
Zamiast spojżeć na mnie gapił się dalej w ekran chwile potem na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech.
Spojżał na mnie nadal sie tak uśmiechając.
-Lubisz się na mnie patrzeć co ? -spytał rozbawiony
-Bardzo.-mruknęłam krótko.
-Brudasku...-szepnął przykładając mi kciuk do końcika ust po czym zaczął lekko nim poruszać.
Po skończonej czynności oblizał kciuk i musnął moje słodkie od nutelli wargi.
-Może jakiś spacer kochanie sb zafundujemy?-zapytał wracając wzrokiem na kolorowy ekran.
-A ty możesz tak sam..po za brame posiadłości wyjsc?-spytałam wchodząc do garderoby . Po chwili wyciągnęłam strój
-Spokojnie dam rade.-mruknął z uśmiechem.
Pokiwałam głowa i z zestawem udałam sie do łazienki.Wzięłam szybki zimny prysznic tak na rozbudzenie i przebrałam się w strój.
Oczy umalowałam tylko czarnym tuszem a włosy pozostawiłam w lekkim nieładzie.
Po skończeniu udałam sie do sypialni. JB siedział na łóżku i szperał w swoim Iphonie.
Kiedy usłyszał że wyszłam podniósł wzrok na mnie chowając telefon do kieszeni i podchodząc do mnie.
-Idziemy? - zapytał całując mój policzek.
Kiwnęłam głową na tak .. po chwili zaniosłam sie głośnym śmiechem patrząc na nogi Justina.
-Co ci tak wesoło?-zapytał otwierając drzwi.
-Fajne skarpetki!-odpowiedziałam zagryzając warge dalej chichocząc.
Nic nie odpowiedział tylko się uśmiechnął.
Wychodząc z domu JB założył okulary po czym nałożył bardziej na oczy czapkę.
Na dworze świeciło słońce ale czuć było nie przyjemny wiaterek ktory ochładzał delikatnie nasze twarze.
Justin splótł nasz palce i powolnym krokiem udaliśmy sie przed siebie.
Zastanawia mnie fakt jak ma go nikt nie zauważyć jak on w takich skarpetach paraduje? No nic..najwyżej troche pobiegam..na koturnach...O_o.
-Justin...-zaczęłam .
Przez pół drogi naszego spaceru było dziwnie cicho...
-Tak?-zapytał cicho.
-Wiesz co...nigdy nie wyobrażałam sobie że moje życie może się tak zmienić..i to w tak krótkim czasie..A to wszystko tylko dzięki Tobie.-powiedziałam na ciemny chodnik pod nogami.
-Wiesz ze ja tez.. myślałem ze moje życie juz zawsze bd takie jak wcześniej.A co najlepsze..ze nie spotkam kogos takiego jak ty.Marzyłem o prawdziwej miłości..i jeżeli ona wyglada tak jak teraz...to..-przerwał zatrzymując się.
-To co ? -spojżałam na niego uśmiechając sie niepewnie.
-To chce żeby było już tak zawsze.-odpowiedział uśmiechając sie do mnie po czym mocno mnie do siebie przytulił a po chwili musnął moje wilgotne wargi.
Nie minęła sekunda a koło nas zebrało sie 5 paparazzi.
-Cholera...-szpenęłam mocniej wtulając sie w JB.
-Sukinsyny..musieli nas śledzić.Zresztą jak każdy mój krok!- przy drugim zdaniu podniósł głos.
Złapał mnie mocno za ręke a drugą ręka zdjął z twarzy okulary i szybko wsunął mi je na nos.
-Justin co was dokładnie łączy?!-co sekunde dało sie słyszeć to pytanie.
Bieber rozglądał sie nerwowo dookoła jakby badajac najkrótszą drogę ucieczki.Nadal trzymając mnie w ramionach.
W końcu popatrzył na mnie czułym wzorkiem i gestem pokazał mi 'drogę ucieczki'.
Pokiwałam twierdząco głową i ścisnęłam jeszcze mocniej jego ciepłą dłoń.
Odkleiłam sie powoli od jego klatki piersiowej i stanęłam prosto.
Paparazzi cały czas o coś pytali i cpykali głupie zdjęcia. Błyski fleshy nadal mi przeszkadzały ale juz mniej..dzieki okularom.
Justin popatrzyl złowrogo na nich ściskając moją dłoń. Czekałam tylko na jego reakcje..gest co kolwiek kiedy mamy zacząć biec.
-DAJCIE MI KURWA W KOŃCU ŚWIĘTY SPOKÓJ!-wrzasnął po czym pociągnął mnie mocno za dłoń i zaczeliśmy biec.
Ahaa..to to był ten znak...?!
Czułam jak zaczynaja wyginać mi sie stopy..to przez koturny. W czasie biegu co chwile podnosiłam jedną noge żeby zdjąć buta.
W końcu biegłam boso jedną ręką sciskając dłoń JB a w drugiej trzymając koturny.
Justin biegł tak szybko że ja biedna ciągnęłam się tylko z nim ciężko dysząc.
Spojżałam za sb by zobaczyć czy te gnojki nie bigną za nami. Cale szczęście nikogo takiego nie było więc stanęłam.
JB zrobił to samo.
Skuliłam sie trzymając mocno za brzuch.
-Co jest kochanie?-zapytał z troską Bieber kucając przy mnie.
-Nic nic...-mruknęłam ciężko oddychając.
Czułam ogromny bół w brzuchu ... Wydaje mi się ze to kolka.. ale ona aż tak nie boli.
Jęknęłam z bólu prostując się. Pożałowałam tego odrazu zaczęło mi się kręcić w głowie.
Straciłam panowanie nad nogami i zaczęłam sie przechylać.
Całe szczęście że JB mnie złapał .. inaczej wylądowałabym twarzą o beton.
-Mała..cholera co jest?-spytał tuląc mnie do siebie i delikatnie głaskając po głowie.
-Nie wiem.... słabo mi.-powiedziałam ledwo słyszalnym tonem.
-Od biegania? Yh..nie wazne chodź do domu..- mruknął trzymając mnie mocno w pasie.
Powoli ruszyliśmy w strone domu. Justin cały czas trzymał mnie w pasie abym nie upadła.
Co chwila zerkając na mnie czy wszystko w pożądku i od czasu do czasu całują mnie w głowe.
-Wchodź.. powoli kochanie.-powiedział otwierając przede mną drzwi wejściowe.
Ruszyłam niepewnym krokiem przed siebie przytrzymując sie po drodze a to framugi a to szafek.
Ciągle czułam ze nogi mam jak z waty. W głowie jakbym miała jakieś cholerne wesołe miasteczko z cholernymi karuzelami!
Justin zamknął drzwi i szybko do mnie podbiegł widząc ze ledwo sobie radze.
Przytrzymał mnie w pasie i posadził na kremowo skórzanej kanapie.
-Połż się kochanie zaraz ci przyniose wody.-szepnął z troską całując mnie w blade czoło.
Mruknęłam cicho i zamknęłam oczy z nadzieją ze zaraz mi przejdzie.
-Jezu co się stało?!-krzyknęła mama Justin wchodząc do salonu.
Popatrzyłam na nią blado po czym do pokoju wszedł Justin uciszając mame.
-Ciszej mamuś. Diana zasłabła..znaczy... ciągle jest jej słabo.-powiedział cicho patrząc na mnie z troską w oczach.
Podszedł do mnie szybkim krokiem i podał mi zimną wode.
Zmieniłam pozycje na siedzącą i małymi łykami zaczęłam pić. Bieber głaskał mnie po ramieniu a swoją głowe opierał na mojej.
-Może zadzwonie po lekarza?-zapytała Pattie.
-Nie!-krzyknęłam i odrazu złapałam sie za głowe.
-Ale ..dlaczego?-zapytała.
-Bo zaraz mi przejdzie.Na pewno.-mruknęłam oddając szklanke JB i kładąc sie na białe poduszki.
-Jak chcesz . ale jak ci nie przejdzie dzwonimy!-powiedziała stanowczo.
Mruknęłam coś tylko i zamknęłam oczy.
Poczułam coś zimnego na czole.Od razu wzdrygnęłam sie otwierając oczy.
Justin zrobił mi zimny okład.
-Może ci będzie lepiej...-mruknął calując mnie w nos.
-Dziękuje.-szepnełam blado się uśmiechając.
Splotłam swoje dłonie na brzuchu przymykając powieki.
Justin poszedł porozmawiać z Pattie do kuchni. Słyszałam jak mówił ze bardzo się o mnie martwi. Pattie to samo..
Przecież nic mi nie jest..to tylko zasłabnięcie...chyba.
Z takim przekonaniem odpłynęłam w kraine marzeń.



Obudziłam się dość wypoczęta.Otworzyłam niechętnie oczy i rozejżałam się do okoła.
Ciemność... za oknem tylko podświetlone podwróko i tyle.
Zapaliłam lapmkę stojącą na nocnej szafce . Kiedy pomieszczenie się troche rozświetliło zauważyłam że to jest nasza sypialnia.
Justin musiał mnie przenieść jak spałam.
Powoli się podniosłam badając przy tym czy wszystko jest już w pożądku.
Nie kręciło mi się w głowie.. z brzuchem okej wiec chyba juz jest dobrze.
Zostając w tym przekonaniu wstałam i udałam się do toalety.
Stanęłam przed dużym lustrem i związałam włosy w luźnego koka i zmyłam romzazany makijaż.
Wyszłam z łazienki i udałam sie na dół.
Schodząc po podświetlanych schodach usłyszałam rozmowe dobiegającą z kuchni.
Idąc za głosami weszłam do jasnego pomieszczenia.
-Dobry wieczór..-mruknęłam blado się uśmiechając.
Oczy JB i Pattie skierowały się natychmiastowo na mnie.
-Czemu mnie nie zawołałaś ! - krzyknął JB podchodząc szybko do mnie i łapiąc w pasie.
-Bo już jest dobrze..naprawde.-odparłam przytulając chłopaka.
-Jesteś pewna?-spytała Pattie patrząc uważnie na mnie.
-Tak.-odparłam krótko odrywając się od Biebsa i siadając na ciemnym blacie.
-To dobrze. Masz zrobiłam kanapki zjedz.-powiedziała podając mi talerz z trzema kanapkami .
Nie odpowiedziałam tylko zabrałam się za pałaszowanie.
Justin siedział na przeciwko mnie na blacie i uważnie mi się przyglądał.
-Co się tak patrzysz?-mruknęłam gryząc kawałek kanapki.
-A tak... - jęknął ledwo zrozumiale.
-Mhhmm..-mruknęłam i zabrałam się z ostatnią kanapke.
-Dobra dzieciaki jest ...23.15 ja ide spać a wy grzecznie mi tu! Jutro przyjdzie Scooter na obiad.Więc Diano poznasz managera Justina to miły facet nie obawiaj się.-zachichotała zdejmując jasno różowy fartuszek a po chwili wyszła z kuchni rzucając krótkie dobranoc.
Odłożyłam talerz do zlewu i spojżałam na JB który wydaław się być bardzo zamyślony.
-Nad czym myślisz?-zapytałam podchodząc do niego.
-Nad Tobą.-odparł krótko spoglądajac na mnie.
-Czemu?-spytałam.
-Potem ci powiem.-mruknął schodząc z blatu. Złapał mnie za ręke zgasił światło w kuchni i zaprowadził do sypialni.
Po wejściu do pomieszczenia odrazu udał sie do łazienki.
-Diana..- powiedział wystawiając głowe zza drzwi.
-Tak? - Spytałam wyjmując czerwone dresowe krótkie spodenki i niebieską bluzke JB z pod poduszki.
-Masz ochote na prysznic ze mną?-spytał słodko się uśmiechając.
-Mmm...okej.-odparłam i powędrowałam do łazienki.
Rozebrałam się i wskoczyłam do kabiny razem z JB.
Odkręcił źródło ciepłej wody która po chwili zaczęła pieścić nasze nagie ciała.
Odchyliłam głowe do tyłu a woda po chwili zaczęła obmywać mi włosy.
JB złapał mnie w pasie i mocno się do mnie przytulił.
-Kocham Cię.-szepnął muskając moją mokrą szyje.
-Mmm..ja Ciebie też.-mruknęłam tuląc sie do jego mokrego ciała.
Jego pocałunki przeniosły się na moje usta.Oddawałam kazdy jego pocałunek całując z jeszcze większą pasją .
Całował całe moja mokre ciało . Nic prócz pieszczot nie było.
To nawet lepiej.Za często to robimy zdecydowanie.! A nie bylo bo JB bał się ze znowu zasłabne.


Po pieszczotach postanowilismy się jednak umyć. ; D
JB nalał na ręke waniliowego żelu pod prysznic i zaczął delikatnie wcierać go we mnie. Po chwili ja zrobilam to samo ale z jego żelem pod prysznic o bardzo mocnym męskim zapachu.
Potem zaczął myć mi włosy po czym ja umyłam jemu.Ja miałam mniej roboty.. ma krótsze włosy ;D
Po chwili spłókaliśmy z siebie wszystko co chwila wygłupiając sie i wyszliśmy z kabiny.
Bieber zarzucił na dolne partie swojego ciała biały miękki ręcznik po czym drugim zaczął mnie dokładnie wycierać.
Co chwila się śmiałam przez to że jego dotyk w niektórych miejscach mnie łaskotał .
Podał mi moją piżame w której w skład wchodził jego podkoszulek i zaczęłam się ubierać. Biebs założył na siebie czarne obcisłe bokserki.
Ubrana popatrzyłam na niego czule. Z włosów spływały mu pojedyńcze kropelki wody które delikatnie pieściły jego klatke piersiową i plecy.
Przetarł twarz ręcznikiem po czym popatrzył na mnie i obijął w pasie. Oplotłam go rękami na szyji i musnęłam delikatnie jego ciepłe usta.
Po chwili wyszliśmy z łazienki i udaliśmy do łózka.
Wgramoliłam się pod białą pościel po czym JB zrobił to samo ale z laptopem w dłoni.
Przytuliłam sie do niego i patrzyłam co robi.Poszperał na Tweeterze dodał jakis wpis potem na Fejsie ... dalej nie wiem co robił bo odpłynęłam.



*Oczami Justina*


Popatrzyłem na miejsce obok mnie na ktorym leżała a raczej spała słodko Diana.
Pocałowałem ją delikatnie w policzek po czym zamknąłem laptopa i wtuliłem się w nią.
Nie lubie przed nią nic ukrywać..a tym razem znowu musiałem! I to znowu w sprawie ze zdrowiem..
Kiedy Diana spała razem z mamą zadzwoniliśmy do mojego lekarza... Ma jutro przyjść po 10. i zbadać Diane.
Nic nie poradze że bardzo się o nią martwie..a dziś wyglądala jak trup.Była całkowicie biała...blada..
Żeby zasłabnąc musi być tego przyczyna..wole się upewnić czy coś takiego moze się jeszcze powtórzyć i co jest tego powodem.
Mam nadzieje ze to nic groźnego...
Rozmyślając tak dalej po chwili zasnąłem...


__________________________________________


No hej < 3 a jednak cos mi się udało w końcu napisać <3
Nie podoba mi się ten rodzial..ale chcialam juz cos dodam.
2 tyg go juz pisałam ;/
A mam pytanie..jak myslicie co jest Dianie?!
Bo ja chyba wiem... ;D hahahah
pomyślcie dobrze; D w następnym rodziale moze sie okaże co jej jest;p
A tymczasem dziękuje za tyle komentarzy za to że wgl to czytacie!! DZIEKUJE WAM! <3
Miłego sobotniego wiczoru<3
Tagi: rozdział 9.
03.03.2012 o godz. 20:07

Yhh...wybaczcie... zaczęłam pisać nową notke ...ale nie mam pomysłu co moge tam dać.. ciągle ją przerywam ;/ kiedys w końcu ją napewno dodam...
A na razie przepraszam ze tak długo <3
musze miec jakąś inspiracje jakieś wydarzenie..narazie nie mam ŻADNEGO!
Przepraszam <3 staram się! :<
28.02.2012 o godz. 18:22

Rozdział 8.




Szukałem jej na naszym piętrze...nie było jej.
Zbiegłem na dół ..kuchnia salon gabinet inne mniejsze pokoje... nie ma jej.
-Cholera..gdzie ona jest.-szepnąłem przejęty drapiąc sie po głowie.
-DIANA!-krzyknąłem z nadzieją ze moze odpowiee...
Nic cisza. Grobowa cholerna cisza która doprowadzała mnie do szału!
Może coś sobie zrobiła?Nie nie..nie możliwe..niby czemu?
To tylko taka..mała kłotnia? nawet nie wiem jak to nazwać...
-Kochanie prosze odezwij sie!! Przepraszam ! WSzystko ci wyjaśnie!! - krzyczałem.
Nadal mając nadzieje ze moze chociaż piśnie... żebym chciaż usłyszał ciche łkanie...
Nic nadal cisza. Wbiegłem na samą góre..na strych . Pełno porozwalanych gratów a jej?Ani śladu..
To gdzie ona może być?!


*Oczami Diany*

Dupek..pieprzony dupek!Myslałam ze jesteśmy ze sb szczerzy... on wie o mnie wszystko. A ja o nim?Wychodzi na to że gówno wiem prócz tego ze jest cholerna gwiazdą!
Pieprzony idiota... chciał się zabawic udało mu sie to. Chce jak najszybciej do domu! Chce zapomnieć.. niby taka ''mała'' rzecz a jak cholernie boli.
Wychodzi na to że miał dużo lasek którymi się tylko bawił...czemu każdy facet jest taki sam.!?
Śiedziałam tak w wannie płacząc..tak w wannie. Oczywiście bez wody. Płakałam jak najciszej mogłam zeby mnie nie usłyszał.
Słyszałam że mnie woła.. Serce rwało się zeby krzyknąc ze tu jestem...chodź przytul mnie... ale usta miałam zamknięte. Nie pozwalały mi wydobyć z siebie zadnego dźwięku.
Łzy spływały mi po ciepłych czerwonych policzka..co chwila ocierałam je chusteczką..juz chyba piątą.
-Diana skarbie błagam cię odezwij sie !!! - usłyszałam jego krzyk...Chwila on ..płacze? Nie to nie możliwe.
-Cholernie cię kocham maleńka!Prosze cie.... - znowu ten krzyk.. Musiał stać przy drzwiach od łazienki.
Po chwili usłyszałam szarpnięcie za klamke. Poruszyłam się przestraszona.
-Otwórz...-powiedział spokojniej.
Nie spełniłam jego proźby nadal leżałam płacząc...teraz już głośniej.Skuliłam sie i tak leżałam...
Nie słyszałam żadnych szarpnięc za klamke żadnych proszeń o otwarcie..Zrezygnował? Mam nadzieje...

Po chwili drzwi się otworzyły a do środka wszedł nikt inny jak Justin. W ręce miał śrubokret.. Cholerny spryciarz.
Jego ciemne zapłakane oczy były skierowane na mnie.. Przykucnąl przy mnie łapiąc moją dłoń którą po chwili mu wyrwałam.
-Przed tobą były 4 dziewczyny...Nicol Jessica Kelly i Miranda ... każda z nich była ze mną dla pieniędzy.Żadnej nie kochalem. Ale pomyślałem ze fajnie jest tak jak laski na ciebie lecą.
Byłem z nimi niecały miesiac z każdą... Z każdą sie kochałem..o ile tak to można nazwać..okej pieprzyłem się. Z tobą się kocham... . Każda z nich mnie zdradzała..puszczała się.
Ja nie byłem inny..też lubiałem sie zabawić wyskoczyc gdzieś i...sama wiesz. W trakcie tych ''związków'' piłem..zdażało się ze wciągałem no i oczywiście nie obyło sie bez palenia..
Dwa dni przed spotkaniem ciebie roztałem się z Mirandą która znalazła sb kogoś bogatszego..Nie ruszyło mnie to. Pomyślałem ze znajde inną... Potem spotkałem ciebie...Ty byłaś inna.
Inna niż one.. Spodobałaś mi się.Ale nie w tym sensie co tamte... Nie chciałem cie miec w łóżku . Miałem nie odpartą chęć zaopiekowania sie tobą.Chciałem ..chce dać ci szczęście jak nawięcej szczęścia.!
Dzieki tobie się zmieniłem..przez spotkanie z tobą zapomniałem o ćpaniu piciu paleniu..o innych laskach.Chce tylko ciebie...Tylko ciebie chce przytulać całować..kochac się z tobą,śmiać się wygłupiać...
Jesteś dla mnie najważniejsza.! Dzieki tobie jestem..znowu taki jak kiedyś.Nawet moja mama to zauważyła.Kocham Cię..uwierz naprawde cię kocham.Powiedziałem ci wszystko...przepraszam że tyle to ukrywałem...Przepraszam.-powiedział wszystko łkając i patrzac na mnie...sama płakałam.
Milczeliśmy oboje.. patrząc sb prosto w zapłakane oczy..
Uwierzyłam mu..w każde słowo które powiedział uwierzyłam.Tak cholernie go kocham.. ciesze sie ze jest ze mną szczery..w końcu.
Szczerze..sparaliżowało mnie to. Nie wiedziałam co mam zrobić.. powiedzieć coś?Może przytulić..pocałować..nie wiem.
Usiadłam w wygodniej pozycji bo poczułam ze moje nogi ledwo żyją. I znowu moje czarne oczy powędrowały na niego.
Miał opuszczoną głowe rękami ściskajac mocno swoją czupryne.
Dotknęłam jego dłoni ściskajac ja przy tym mocno. On zrobił to samo. Ściskał moją delikatną dłoń głaskając ją delikatnie kciukiem.
Spojżał na mnie zaszklonymi tęczówkami a ja delikatnie się uśmiechnęłam.
Zbliżyłam moją twarz do jego przy czym musnęłam czule jego ciepłe usta.
-Kocham cię.-szepnęłam ocierając mój nosek o jego.
-Ja cb tez maleńka..-odparł uśmiechając sie.
Wstał przy czym wziął mnie na ręce. Zaniosłam się smiechem i wtuliłam w niego.
Niósł mnie na góre ale po chwili usłyszał burczenie w moim brzuchu wiec zawrócił w strone kuchni.
Zrobił mi pyszne naleśniki które razem zjadliśmy co chwila śmiejąc się.
Po zjedzeniu tak jak planował zaniósł mnie do sypialni.
Rzucił na łóżko i łapczywie całował... mam wrażenie ze chyba za często to robimy..ale co tam ; D
Zerwał ze mnie ubranie po czym bez przeszkód wszedł we mnie .
Gdy oboje doszliśmy upadliśmy zmęczeni na łóżko . (dziś bez opisywania haha )
Zmęczona wtuliłam się w niego i nie wiedząc kiedy zasnęłam.


Obudziłam się z bólem ręki. Syknęłam z bólu.
-Musiałaś źle spać na niej.-powiedział mój ulubiony człowiek.
-Daj pocałuje.-powiedział słodko po czym chwycił moją ręke całując ją od samej dłoni aż po ramie.
Zaniosłam się smiechem i poczochrałam mu włosy.
-Która godzina?-zapytałam przeciągając się.
-Yhm...22.15 - odparł siadając obok mnie z laptopem na nogach.
-Co ty gadasz?- powiedziałam zdziwiona..czyli spałam...3 godziny? Wow.. długo dżemka. Teraz nie bd mogła spać w nocy .
-No serio. Ja sie obudziłem jakieś..40 min temu.-Powiedział z uśmiechem na ryjku.
Ucałowałam go w policzek po czym udałam się do łazienki.
Zdjęłam Justina bluzke którą założyłam wczesniej bo było mi zimno.I udałam sie do kabiny prysznicu.
Odkręciłam strumień ciepłej wody który po chwili pieścił moje ciało.
Nalałam na dłoń troche malinowego żelu i zaczęłam się nim myć.
Po kąpieli ubrałam sie znowu tylko w bluzke JB koronkowe bokserki i udałam sie do sypialni.
-Mmm..jakie słodkie zapachy.-powiedział słodkim głosem patrząc ciągle w ekaran laptopa.
Uśmiechnęłam się czego on nie zauwazył i wgramoliłam obok niego.
-Co robisz?-zapytałam przyglądając mu sie.
-Siedze na Twietterze i odpisuje fanom.-odparł nie odrywając sie od tej czynnosci.
-Mhhhmm..
-Własnie..masz Twietter'a?-zapytał spoglądając wkoncu na mnie.
-Nie.-odparłam cicho.
-To trzeba ci zrobić.
-Jak chcesz to zrób.-powiedziałam poprawiając poduszke .
Ułożyłam się wygodnie i przyglądałam temu co robi mój facet.
-Diana...co ty na to żeby nagrać filmik...w którym powiemy moim fanom że jesteś moją dziewczyną?-zapytał z powagą po czym niepewnie spojżał mi w oczy.
-Myslisz ze to dobry pomysł?-zapytałam niepewnie..
-Lepszy niż okłamywanie prase ze jestesmy przyjaciółmi.
-Wsumie..racja.
-Czyli zgadzasz się.?-zapytał biorąc kosmyk moich włosów który własnie opadał mi na twarz za ucho.
-No....tak.-odparłam niepewnie.
Nie wiedziałam czy to taki dobry pomysł...Co jak jego fanki mnie znienawidzą?
Ja chce mu tylko dać szczęście... i miłość. Nie chce nikogo skrzywidzić...
No nic..raz się zyje.
JB włączył kamerke w laptopie po czym zaczął do niej mówić obejmując mnie ramieniem.
-Cześć kochani... Chciałbym wam coś wyjaśnić. Zapewne na różnych portalach plotkarskich widzieliście mnie i te o to tu śliczna dziewczyne jak trzymamy sie za rece.
Otóz nie chce was okłamywać. Więc tak jesteśmy parą. Od jakiś...3 tygodni.? Tak skarbie? - popatrzył na mnie słodko się usmiechając.
Troche speszona wtuliłam sie w niego a on widząc ze sie boje pocałował mnie w czubek głowy.
-Tak..jakoś tak.-odparłam cicho patrząc na niego.
-No wiec.. ta pani obok mnie to Diana. To ona skardła mi serce. Ale spokojnie..wy w moim serduszku także zajmujecie sporą częśc!Chciałbym żebyscie traktowali ją równie dobrze jak mnie.
-Nie mam zamiaru zabrać wam Justina ani go w jaki kolwiek wykorzystać.. poprostu..go kocham i już. -wtrąciłam się juz troche odważniejsza.
-Własnie. A ja kocham ją. Prosiłbym żebyscie nie wyzywali jej od najgorszych bo tak naprawde nawet jej nie znacie..uszanujcie mój wybór bardzo was prosze.To dla mnie bardzo ważne.Kocham was! Peace.-pokzał dwa palce do kamery po czym musnął moje usta pokazując tym wszystkim ze naprawde mnie kocha.
Uśmiechnęł sie do niego i pomachałam do kamery.
Juss wyłączył ją po czym włączył to co nagraliśmy..
-Myśle ze..wyszło dobrze..to co wrzucamy do sieci?-spytał patrzac na mnie tymi czekoladowymi paczadłami :D
-pewnie.-odpowiedziałam przeczesując swoje mokre włosy.
Wrzucił do sieci a po 10 minutach pojawiło sie juz 100 komentarzy.
-Wydaje sie być fajna szczęscia,fajna laska,ładna,Słodko razem wyglądacie,Ciesze się twoim szczęściem Justin,Jeżeli jesteś szczęśliwy to ja też,Gułpia suka chce nam ciebie zabrać,Justin to kolejna laska która leci na twoją kase!-Czytał Justin tego typu komentarze.
Oczywiście spodziewałam się ze nie wszyscy bd mnie wielbić... Ale troche szanować by mogli. Wcale mnie nie znają a tak potrafią oceniać.Nic o mnie nie wiedzą prócz tego ze jestem dziewczyną ich idola.
Przykre słyszeć takie komentarze..Ale ciesze sie ze nie wszyscy tacy są.
-Przykro mi że są też takie komentarze kochanie..nie słuchają o to o co je prosze.. wstyd mi..naprawde. przepraszam.-powiedział łamiącym się głosem patrząc w ekran.
-Justin..to nie jest twoja wina.To one są zazdrosne.Przykro mi że tak mnie traktują chodź wcale mnie nie znają..ale nie przejmuje się.Kocham Cię jezeli one w to nie wierza..ich problem.Nie będe do niczego zmuszać.-powiedziałam pocieszająco całując go w policzek.
Uśmiechnął się do mnie po czym zamknął laptop i przytulil mnie mocno.
Okrył nas kołdrą wtulił się do moich piersi jak małe dziecko po chwili zasypiając.
Sama zamknęłam oczy ale dopiero po 2 godzinach zmożył mnie sen.




There is always someone who wants to destroy your dreams. Your role is that to show him that no one can do that!

______________________________________
_______________________________________

Siema; D wiem że nudny za co bardzo przepraszam ale długo nic nie dawałam wiec jakos dzis cos napisałam ;d Jak są jakies błędy to przepraszam ;d <3
Mam nadzieje ze chociaż troszkę sie podobało! Dziękuje za komentowania czytanie i wgl! że wam sie chce..!!! <333
Tagi: 8
19.02.2012 o godz. 16:02

Rozdział 7.




-Pewnie. -odparł JB obejmując mnie mocniej ramieniem.
Popatrzyłam na nią przestraszonym wzrokiem po czym spóściłam głowe.
Bałam się tej rozmowy jak pająków.Co jak zażąda ze mamy sie rozstać ? Nie nie powie tak..wkoncu lece do LA wiec juz nie ma odwrotu..chyba...
-Dzieci... Przejde do konkretów..Czy wy jesteście pewni ze ta miłość która was połączyła jest prawdziwa?-Zapytała patrząc uważnie na mnie i Justina.
-Mamuś..tak jesteśmy pewni.Kocham Diane cholernie mocno! Chce żeby było tak już zawsze..żeby była przy mnie codziennie żebym mógł ją przytulać kiedy tylko będe tego chciał..poprostu żeby była.-powiedział po czym wypuścił powietrze z ust i popatrzył na mnie czułym wzrokiem.
-No dobrze...wierze. A ty Diana?Kochasz mojego syna?-Zapytała po czym jej wzrok powędrował na mnie.
-Tak kocham go. Bardzo... I nie nie chce go wykorzystać dla sławy pieniędzy czy Bóg wie czego...Chce żeby był przy mnie tak samo jak ja chce być przy nim...-odpowiedziałam cicho wtulając sie w JB.
Pocałował mnie w czubek głowy po czym uśmiechnął sie do swojej rodzicielki.
-Wiedzisz mamuś... kochamy się.-odparł Juss.
-Widze..ale..nie sądzicie że jest troche za wcześnie na....
-Na co?-Wtracil JUstin.
-Na to co było w ubikacji..Macie 17 lat.Dzieci...to mogło jeszcze poczekać.-powiedziała z żalem w głosie.
Wiedziałam ze ja zawiedlismy..wkoncu ona była mniej wiecej w moim wieku jak urodziła Justina..
Nie odzywałam się.. siedziałam tylko wtulona w jego ramiona i słuchałam.
-Mamo..Może i jesteśmy młodzi ale uważamy.. Co ja poradze ze Diana jest tak pociągająca? Mam 17 lat..dorastam zmieniam się... Pamiętasz mówiłas mi zawsze zebym ten pierwszy raz zrobił z kims kogo będe naprawde kochać.?Własnie to zrobiłem.
Tym kimś jest Diana ... i to co się już stało to tylko dopełnienie tego co jest między nami. Jeżeli jakims trafem tylko przez nasza nieuwage Diana zajedzie w ciąże..trudno.Będe kochał to dziecko tak samo jak ją.-odpowiedział jej długim monologiem po czym podniósł moją głowe tak żebym spojżała mu w oczy
i musnął delikatnie czubek mojego nosa.Zachichotałam i wzrokiem wróciłam na Pattie.
Milczała..analizowała kazde słowo które zostało wypowiedziane z ust mojego chłopaka.
Nie sądziłąm że jest takim mądrym facetem... Ale zaraz zaraz..on powiedział 'uważamy' ? .... cholera.

-Synku... nie sądziłam że jestes tak mądry..troche mnie zawiedliście..ale nie będe sie wtrącać to wasze życie... jeżeli jest tak jak mówisz to bardzo się ciesze.
Kocham Was dzieciaki.. - powiedziała łkając cicho..zobaczyłam ze po jej policzkach spływają pojedyńcze łezki.
Co chwila wycierała je dłonią. Justin wstał i przytulił ją do siebie. Uśmiechnęłam sie do sb i poczułam ze do moich oczy też napływaja łzy..
Mówicie co chcecie..ale to był piękny widok... Pattie wydostała sie z uścisku swojego syna po czym podeszła do mnie i jak najmocniej mogł przytuluła mnie do siebie.
-Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej dziewczyny dla mojego syna.-szepnęła mi do ucha dalej tuląc.
Płakałam razem z nią.
-Dziękuje...- mruknęłam i spojżałam na Justina.
Ten też płakał.. Schował twarz w dłonie i płakał. Zachichotałam po czym Pattie mnie puściła.
-A co tu się dzieje? Są gorzkie żale i nikt mnie nie zaprosił?! Awww Come on! - Krzyknął Rayan który w szybkim kroku znalazł sie przy nas.
Wszyscy zaczelismy sie smiać. Uwielbiałam tego goscia ma niesamowite poczucie humoru.I ten jego okrzyk... miażdży ;D
-Ojj chodź Rayan poplotkujemy a ich już zostawmy samych.-powiedziała zadowolona Pattie uśmiechając sie .
-Aww..ploteczki ploteczki! - powiedział entuzjastycznie stylista po czym udał się z Pattie na fotele zdala od nas.
Zachichotaliśmy . JB siadł obok mnie obejmując mnie.
-Kocham Cię maleńka.-Szepnąl i musnął moje ciepłe usta.
-Mmmm...-wymruczałam między buziakami.
-Justin...-połozyłam mu palec na ustach.
-Powiedziałeś..''uważamy'' Ale nie przypominam sobie zebyc podczas stosunku założył gumke... - szepnęłam tak żeby nikt nas nie słyszał.
-Ciiii...wiem wiem. Ale musiałem przeciez tak powiedzieć. Wyobrażasz sb jej mine gdybym powiedział ze jeszcze ani razu się nie zabezpieczyliśmy?-szpenął uśmiechając sie.
-A co jeżeli...
-Jeżeli zajdziesz w ciąże?
-No...tak.
-Nic kochanie. Będe Cię kochal tak samo jak teraz nawet jeszcze bardziej.Nasze maleństwo też będe kochał..nie zostawie was przecież.-powiedział przy czym musnął delikatnie moje usta.
-Dziękuje..-szepnęłam i teraz to ja musnęłam jego usta.
Wtuliłam się w niego i reszte drogi tak siedzieliśmy. A dokładnie to spaliśmy po jakis 15 minutach pogrążył nas sen.
Obudziła nas Pattie informując ze juz lądujemy.
Przez to wszystko całkiem zapomniałam ze lecimy..przestałam się bać.
Zapieliśmy pasy i po chwili odbieralismy bagaże. Wychodzac z lotniska okrążyło nas chyba z 20 paparazzi.
Własnie..zapomniałam ze będzie tak już zawsze..prawie.Wkońcu jestem dziewczyną Justina Biebera o której jeszcze świat nie wie.
Boje sie reakcji jego fanek...pewnie nie będą z tego zadowolone ze ich idol..przystojny idol ma wkoncu dziewczyne..i to taką zwykłą jak ja.

Kenny robił nam droge odpychając złośliwych paparazzi a my przechodzilismy. Justin trzymał mocno cały czas moją ręke a ja drugą zasłaniałam swoją twarz.
Wszędzie flesze czułam sie jak wtedy kiedy miałam wypadek... Co chwile miałam dziwne odruchy przez nie.
Justin to zauważył i objął mnie mocno w pasie. Przybliżyłam sie do niego i tak dotarlismy do samochodu.
-Kurwa....mam ich dość wszędzie muszą byc!! Szkoda ze do klopa ze mną nie włażą!-odezwal sie zdenerwowany Justin siedząc juz w samochodzie.
Położełam dłoń na jego nodze i zaczełam głaskać.
-Spokojniee...to część twojego życia przeciez.
-W dupie mam taką czesc mojego zycia! Widziałaś jak sie zachowywali ? Jak zwierzęta! Sama sie przeciez bałaś! Wszędzie te pieprzone błyski ! Tego sie bałaś prawda?!-krzyczał.
Nic nie odpowiedziałam tylko pokiwałam twierdząco głową. Kenny i Pattie się nie odzywali tylko siedzieli cicho z przodu.
Odwróciłam wzrok w strone okna i oglądałam to co sie za nim znajduje. Wszedzie jakieś ogromne budynki .Przechodni którzy się gdzieś spieszyli..drogie samochody.
Juss przybliżył sie i przytulił mnie do siebie.
-Przepraszam że krzycze.-odparł cicho wtulajac sie we mnie.
-Nie przepraszaj..rozumiem cię kochanie.Będe musiała sie do tego wszystkiego przyzwyczaić.-uśmiechnęłam sie blado.
-Własnie..kochanie.Przepraszam cię ze wczesniej cię nie przygotowałem na coś takiego...
-Sama się przygotowałam.Wiedziałam ze cos takiego mnie spotka będąc u twojego boku.-mruknęłam obracając głowe w strone okna.
Znowu podziwiałam to co sie za nim znajdowało... Wszystko tutaj jest takie...drogie? tak to dobre określenie.
Moim marzeniem było się tu znaleść..a teraz...jestem tu u boku cudownego chłopaka.
Podziwiajac te miejskie widoki usłyszałam głos JB.
-Ale wiesz..ze czasem moze być jeszcze gorzej? Tymbardziej ze jesteś jak narazie światu niezanana...Jezu...w co ja cie wpakowałem!-powiedział zakrywając dłońmi twarz i pocierając ją.
Popatrzyłam na niego czule i wzięłam jego dłonie w swoje splotał nasze palce i spojżałam mu w oczy.
Patrzyłam w tej jego czekoladowe oczka ..były teraz takie smutne . Bał się tego wszystkiego..tak jak ja. Ale chce być z nim..wiec jestem gotowa na wszystko.
-Justin..jesteś moim marzeniem moim życiem własnie w tej chwili..kocham z tobą być.I zrobie dla ciebie wszystko co za tym idzie?Będe to znosić jak najlepiej będe mogła.-powiedziałam na wydechu po czym musnęłam delikatnie jego miękkie usta.
Nic nie odpowiedział tylko przytulił mnie do siebie.
Kenny wraz z Pattie przysłuchiwali sie tej rozmowie..na ich twarzach zauwazylam zadowolenie.
Całą droge spędziliśmy przytuleni w siebie w milczeniu.


*oczami Justina*

Byliśmy przytuleni tak całą droge. Nie przeszkadzało mi to ze było cicho.. ona była wtulona we mnie..czułem jej zapach to sie liczyło.
Dojechaliśmy tak do mojego domu...no juz naszego.
Wysiedliśmy złapałem jej dłoń po czym zauważyłem ze w naszą strone biegnie z 10 paparazzi.
Spojzałem na jej twarz..malował się na niej strach..wielki strach! Bałem sie ze nie wytrzyma tego wszystkiego i mnie zostawi..
Odpędzilem od siebie złe mysli i nadal trzymając mocno jej dłon objąłem ją . I wraz z Kennym i mamą udaliśmy sie do domu.
-Kim jest ta dziewczyna?
-Czy jesteście para?
-Czy to kolejna twoja miłość na miesiąc?
Słyszałem tylko takie pytania. To ostatnie zabolało mnie najbardziej.. Spojżałem na Diane ..usłyszała to spojżała na mnie a w jej oczach malował sie smutek.
-Potem ci skarbie to wytłumacze.Obiecuje.-szepnąłem
Doszliśmy do domu . Diana stała w holu i oglądała wszystko dookoła siebie.
uśmiechnąłem się i objąłem z tyłu.
-Podoba ci się?-zapytałem muskając jej szyje.
-Jeszcze pytasz? Do jest pałac nie dom! -odpowiedziała przejęta nadal rozglądając sie na wszystkie strony.
Oczy jej się swiesiły.Miała w nich takie małe iskierki.
Kenny zaniósł moje i Diany bagaże do mojego pokoju . Ja złapałem moją księżniczke za dłoń i zaciągnąłem na góre.
Zaprowadziłem do swojego pokoju po czym zamykając drzwi przekręciłem kluczyk.
Stanęła na środku pokoju i kreciła sie w kółko oglądając wszystko.
-Omg. ... To twoja sypialnia?-zapytała przejęta.
-Nasza...tak kochanie.-poprawiłem ją i przyciągnąłem do siebie.
-To ty..masz zamiar spać ze mną razem w tym o to tu pokoju ? - zapytała rozbawione patrząc w moje oczy.
-Tak mała taki mam zamiar. Wkońcu ten 'pałac' jak to ujęłaś ma księżniczke.
-I księcia... -szepnęła po czym musnął jej usta. Robiąc to coraz namiętniej.
Pocałunek przerodził się w dziki. Wsunałem ręce pod jej bluzke.
Chwile potem poczułem jej dlonie na moich . Zdjęła je ze swoich bioder odrywając się odemnie.
Spojżałem na nią ze zdziwieniem.
-Miałeś mi coś wyjaśnić.- popatrzyła na mnie. W jej oczach mozna było zauwazyc zamiast radosci..złośc.
Pieprzony paparazzi... Gdyby nie on o niczym by sie nie dowiedziała!!
-Kochanie to nie jest ważne.- mruknąłem przyciągając ją do siebie.
-Owszem jest! - podniosła głos i znowu wyswobodziłą się z mojego uścisku.
-Uwierz mi że nie....
-To co ? Czyli że mam juz uważac ze ja tez jestem twoją kolejną miłoscią na ...MIESIĄC?Ja tez tu zabrałeś?Też mówileś ze kochasz?Że jest najważniejsza ? Ze jest twoją pieprzoną książniczką aniołkiem i chuj wie czym?!
-Krzyczała tak na mnie i krzyczała..nic sie nie odezwałem tylko spuściłem głowe i patrzyłem tępo w podłoge.
-ODEZWIJ SIE KURWA!-krzyknęła jeszcze głosniej niz wczesniej popychając mnie przy tym na drzwi.
-TAK! Mniej więcej...-podniosłem ton po czym znowu spóściłem głowe.
-Zajebiscie.... - szpenęła płacząc. Odepchnęła mnie od drzwi po czym wybiegła.
Co jej miałem powiedziec?Chciała prawdy wkońcu.. Szkoda tylko ze nie dokończyłem wszystkiego...
Powiem jej ...wszystko jej powiem..obiecuje...Boje sie jej reakcji..
Ona nie wie jaki byłem...za nim ja poznałem. Nie uwierzy mi...juz jestem tego pewien.
Podszedłem powolnym krokiem do łóżka po czym walnąłem sie na pościel i tak lezałem..
Zamknąłem oczy i przypominałem sobie wszystkie chwile spędzone z nią...
Po chwili je otworzyłem wstałem... i tak jak ona wybiegłem... ale tylko po to by jej poczukać.


_________________________________________
________________________________________
Wybaczcie ze krótki i taki nudny...
Ale nie mam dziś siły.
Jestem chora zmęczona do tego smutna ... tak z powodu Whitney [*] .
Nabrała mnie jakaś chęć to cos napisałam.
Dziękuje za miłe komentarze i wgl za to ze to czytacie!
Jesteście wsapaniali dzięki!! <33

i sory za błędy ! <3
Tagi: Rozdział 7
12.02.2012 o godz. 18:03

Rozdział 6.



Obódziłam sie dość wypoczeta. Poczułam ciepły dotyk na swoim brzuchu spojżałam obok..Justin.
Spał słodko obok mnie... Miał na twarzy taki delikatny uśmiech. Jezu..jak ja sie cholernie ciesze ze moge go wkońcu zobaczyć..podziwiać...że jest mój.
Tak bardzo go kocham.Nigdy nie myślałam że moje życie tak się potoczy..a to dopiero początek..tyle przed nami.
Wzloty i upadki...damy rade jestem tego pewna.
Patrzyłam tak na niego i co chwile delikatnie całowałam jego ciepły policzek.Zaczełam go głaskać po głowie.
-Kocham Cię.-Szepnęłam i musnęlam znowu jego policzek.
Zauważyłam ze sie usmiecha..łobóz jeden.!
-Ja ciebie też.-odpowiedział również szeptem i przytulił mnie do siebie jak najmocniej mógł.
-Zgnieciesz mnie wariacie!-powiedziałam rozbawiona.
Nic nie odpowiedział tylko zaczął zachłannie całowac mnie po szyji twarzy dekoldzie błądząc przy tym rękami po całym moim ciele.
Poczułam jak fala gorąca przepływa przez moje ciepło.
Uwielbiam jego dotyk.
Jego ręce jakimś cudem znalazły się pod moją bluzką i zaczęły pieścić moje piersi.. Usta połączyły się z moimi a języki tanczyły.
-JUstin...-szepnęłam.
-Mhhhhmmm...-mruknąl całując moją szyje.
-Nie Justin...jesteśmy w szpitalu nie...-mruknęłam .
A on..nie zareagował nadal kontynouwał swoją czynność.
-Justin..prosze Cię ! -podniosłam głos.
-Ahh...no dobrze.-odparł i położył sie obok zrezygnowany.
Wtuliłam się w niego a palcami jeździłam po jego brzuchu.
-Wariacie..nie obrażaj sie..ale zrozum jesteśmy w szpitalu.-powiedziałam
-Ojj mała nie obrażam się. - Zachichotał i przytulił mnie do siebie jeszcze bardziej.
Znowu mnie udusi.... No nic przynajmniej umre w cudownych ramionach.





*Oczami Justina*


Mam ją tylko dla siebie..jakie to wspaniałe!!
Jestem tak cholernie szczęśliwy . ! W dodatku nie musze nic udawać..zadnej miłości zadnych uśmiechow uczuć..To jest..PIĘKNE!

-Justin..-usłyszałem ten delikatny głosik.
-Tak kotku?
-.......Kochasz mnie?Ale..tak naprawde?-zapytała cichutko.
Popatrzyłem na nią i obdarowałem najpiękniejszym uśmiechem jaki potrafiłem zrobić.
Te oczy...te ciemne oczy. Chce się w nich zatapiać do końca życia.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo!-odpowiedziałem i pocałowałem ją w czóbek głowy.
Obdarowała mnie swoim słodkim uśmiechem.
W tym czasie do pokoju wszedł lekarz.
-Dzien dobry . -powiedział.
-Dzien dobry.-odpowiedzielismy razem po czym zachichotaliśmy.
-Jak się pani czuje.
-Dobrze.Nawet lepiej.
-A oczy?-własnie oczy...całkiem zapomniałem ze Diana jest tu z ich powodu.
-Też dobrze.Nic nie boli widze dobrze..wszystko jest w pożądku.-odpowiedziała grzecznie uśmiechając sie.
-To się ciesze. Czyli jutro będzie mogła pani wyjść.
-Naprawde?To świetnie dziękuje! -odpowiedziała entuzjastycznie wtulajac sie we mnie.
-No dobrze..to ja ide na obchód. Dozobaczenia.-powiedział po czym wyszedł.
Diana spojżała na mnie szeroko uśmiechnięta i zaczęła spiewać..
-Baby baby ooooołł! - zaczęła wydzierać się na całe gardło.
Wariat moj ! Zaraz zaraz....ja znam tą piosenke.
Debil...! W tym momęcie udeżyłem się reką w czoło ( <face_palm> )
-Kochanie niee..nie spiewaj tego! - Krzyknąłem dość głosno żeby mnie usłyszała.
-Uuu...ale dlaczego?-Zapytała po czym obdarowała mnie dużym buziakiem w usta.
-Bo bo bo...bo kurcze nie i chodź tu ! - rozkazałem i przyciągnąłem ją do sb dusząc ją w swoich ramionach.
-Tak wgl..masz śliczny głos wiesz?-Spytałem lekko rozluźniając uścisk.
Przecież nie chce jej udusić prawda? :D
-mmm..nie prawda..! - zaprzeczyła.
Z pozycji leżącej przeniosła sie na pozycje siedzącą ( :D ) Siadając na mnie okrakiem.
Położyłem ręce na jej biodrach delikatnie je głaszcząc.
-Prawda.
- N........
-Ciiiiiiiii! Ani mi się waż zaprzeczać!-Przerwałem jej szybko kładąc palec na jej słodkich ustach.
Uśmiechnęła się do mnie po czym wstała i udała sie do lazienki.
-Wiesz że cię kocham!! - Krzyknęła będąc w łazience.
Zaniosłem się głośnym śmiechem .



4 Dni potem.



*Oczami Diany*



Siedziałam własnie w samolocie ściskając mocno dłoń Justina.
Głaskał ją lekko uspokajając mnie.
Czemu?Bo sie bałam..tak dawno nie leciałam samolotem.
Nigdy nie darzyłam miłym uczuciem tych maszyn.
Wszystkie inne środku transportu..są okej tylko nie to !
Aa...no tak. Lecimy do LA...Tak lece z nim zgodziłam się.
Ojciec? Nawet nie zaprzeczał . Jestem z niego dumna..poszedł na terapie.
Obiecał mi ze sie zmieni... przepraszał nawet płakał. Kiedyś obiecywał mi juz zmiane..wierzyłam tym razem tez wierze moze troche mniej ale wierze.
Może naprawde chce się zmienić? Yh.. jak tak to świetnie wkońcu będe mieć normalnego ojca.
JB poznał go..mojego ojca. Nie chcialam tego ale sie uparł.Wkońcu zabiera jego jedyną córke zdala od domu.
No nic..wracając , Justin cały czas mnie uspokajał..od 20 min tłumaczy mi że moge już spokojnie odpiąć pasy i nic mi się złego nie stanie.
Jakos bezpieczniej czuje się siedząc przypięta tymi wszystkimi paskami.
-Do cholery odpinaj te pieprzone pasy !! -krzyknął zdenerwowany..
Wytrzeszczyłąm zdzwiona na niego oczy... on na mnie krzyknął?.
Wszyscy ci co byli na pokładzie czyli stylista JB Kenny i jego mama która przyjechała dwa tni temu bo bardzo chciala mnie poznać umilkli..
Patrzyli się tylko na niego jakby był jakimś bogiem..okej był. ; D
Wiedziałąm ze jest zdenerwowany..kto by nie był..użerać się z taką idiotką która boi sie cholernie latać samolotem do tego nie chce odpiąć pieprzonych pasów.
Odpiełam je wkońcu szarpiąc przy tym nimi strasznie.Wstałam i skierowałam sie do wc.
Małe to wc no ale..dla mnie wystarczy.
Oczy miałam już zaszkolne.. przykro mi było że robie mu taki problem. Może nie powinnam lecieć? Jego życie tak czy tak ułożyło by sie bezemnie..
Nie chce mu więcej sprawiać problemów... nie chce żeby musiał się ze mna użerać denerwowac sie...nie chce.
Łzy powoli spływały mi po cieplych policzkach co chwila ocierałam je rekawem mojego siwego sweterka.
Oparłam ręce o umywalke i spojżałam w lustro... Nie byłam idealna..zawsze to wiedziałam.
Szczerze..od bardzo dawna własnie teraz moge sie sobie dokładnie przyjżeć. Moge widzieć jak płacze...jak sięuśmiecham...
Wiedziałam ze mój wygląd sie zmieniał..ale nie wiedziałam ze az tak. Nie byłam taka brzydka jak mi sie wydawało.
Byłam..dość atrakcyjna, Długie ciemne kręcone włosy..brązowe prawie czarne oczy prawie żadnych niedoskonałości na twarzy.
Wiadomo zawsze cos sie znajdzie.. bywa.

Nadal płakałam..już mniej ale i tak pojedyńcze łezki które strasznie chciały sie wydostać spływały po moich policzkach.
Zaczełam myslec za co tak naprawde Justin mnie kochaa... przecież moze miec kazda prawda? A ja..ja jestem zwykłą dziewczyną która niedawno odzyskala wzrok i tyle.
Myśląc tak usłyszałam pukanie.
-Kochaniee...przepraszam.Otworzysz mi.?-uslyszałam ten jego aksamitny głos .
Lekko się uśmiechnęłam ocierając ostatnie łzy.
Przekręciłam zamek po czym oparłam się o sciane.
Otworzył delikatnie drzwi i wszedłdo środka. Był szczupły wiec spokojnie jakos sie miescilismy.
-Maleńkaa....przepraszam Nie chciałem krzyczeć.Nie powinienem..wiem ze boisz sie latać przepraszam powinienem to uszanować.Kocham Cię.-szepnął i przytulił mnie do siebie głaskając po głowie.
Nic nie powiedziałam tylko wtulilam siew niego mocniej.
Odsunęłam sie od niego i lekko uśmiechnęłam.
-Moja malutka...-szepnął i musnął moje ciepłe wargi. Odwzajemniłam to zaczynając muskać jego coraz częściej.
Jego język zaczął piescić moje podniebienie co chwila tańcząc z moim.
Moje ręce spoczywały na jego szyji a jego były już pod moją bluzką i gładziły mi plecy.
Zaczął całować delikatnie moją szyje rękami wędrując do moich pośladków.
Scisnął je po czym zaczął masować.
-Justin...nie..twoja mama tu jest i wgl przestań.-Powiedziałąm cicho .
Wcale nie chcialam zeby przestawał . Podobało mi się to co ze mną robił.
-Bedziemy cicho..przynajmniej..postaramy się. - mruknąl przygryzając moje ucho.
-Zresztą mała..ona i tak się pewnie domysla..wkoncu jesteśmy tu razem..zamknięci...sami. -Popatrzył na mnie poruszając zabawnie brwiami.
Zaczał rozpinać mi sweterek guzieczek po guziczku muskając jezykiem przy tym moją szyje.
Poczułam ugryzienie w szyje.. Syknęłam odchylajac głowe do tyłu .
Mój sweter leżał już na ziemi dziwnym trafem bluzka także. Zaczął dobierać sie do moich spodni.
A ja do jego bluzki która też juz razem z moimi rzeczami wyglądowała na ziemi.
Gładziłam opuszkami jego idealne ciało a on pieścił językiem mój dekold.
Co chwile cichutko pojękiwałam. Moje spodnie były już na wysokości moich kolan.
JB muskał delikatnie moje podbżusze co chwile piszcząc je językiem. Fala goraca juz chyba z 6 razy przepłynęła przez moje ciało.
Miałam gęsią skórke wszędzie..dosłownie.
Poczułam jak jego ręce wędrują do moich pośladków.. wkońcu sietam znalazły. Ścisnął ję podnosząc mnie przy .
Posadził mnie na umywalke i jednym ruchem ściągnąl dalej moje spodnie. One też już znalazły sie na ziemi.
Zaczał delikatnie całować moje usta..potem szyje dekold brzuch.... Potem znowu wrócił do ust.
Namiętnie mnie całował a ja odwzajemniałam jego pocałunki i zaczęłam dobierać sie do jego rozporka.
Jego spodnie po chwili wylądowały na ziemi razem z moją bielizną i jego którą w sekunde pozbawił mnie i siebie JB.
Moje rece błądziły po jego plecach a on nadal pieścił językiem moje ciało.
Co chwila domagałam się o wiecej..podobało mu się to.

Poczułam jak we mnie wchodzi. Jęknęłam . Starałam sięjak najciszej ale chyba mi to nie wyszło bo JB zamknął moje usta pocałunkiem.
Uśmiechnął sie po tym do mnie i zaczął delikatnie ruszać biodrami.
(nie bd tego przeciągać bo juz az mi sie za gorąco zrobiło hahah okej wracam ; D )
Po 15 minutach poczułam ze obydwoje zbliżamy się do końca...wbiłam paznokcie w jego plecy po czym on przycisnął mnie do siebie przygryzając przy tym moje ucho.
Słyszałam jak dyszy . Czułam na piersiach bicie jego serca.
Wkońcu byliśmy jednościa oboje podnieśliśmy głos dopiero po tym zamknelismy swoje usta pocałunkiem.
-Kocham Cię . -szepneliśmy obydwoje w tym samym czasie po czym zachichotaliśmy .
Zaczelismy sie jak najszybciej ubierać . Wkońcu prawie pół godziny bylismy zamknięci w łazience..do tego w samolocie i do tego sami.
Bałam się co powie na to jego mama..dziwnie mi teraz spojżeć w jej oczy.

Wyszłismy z łazienki przytuleni i jakby nigdy nic usiadlismy na swoich miejscach.
-Oooo..są nasi kochankowie! - Krzyknął Rayan.Zanosząc sie przy tym smiechem i dosiadając do nas.
Justin objął mnie ramieniem i pocałował w policzek. A ja zaniosłam się cholernie wielkim rumieńcem na co JB sięuśmiechnął.
Oczy Pattie i Kenniego odrazu powędrowały na nas. Dziwnie się poczulam..
-No i jak było.?-Zapytał szturchać Rayan ramie JB.
Spojżałam na JB i schowałam głowe w jego ramieniu.
-Rayan.... mozesz sobie iść? -zapytał grzecznie uśmiechając sie do przyjaciela.
-No nie no jestem przecież cicho..powiedz jak było! Nikomu nie powiem obiecuje!
Wiedziałąm ze nie da spokoju...
-Yh....... JB rozejżał sie dookoła jego mama akurat na nas nie patrzyła tylko pogrązyła sie w rozmowie z Kennym..chyba o nas.
-Świetnie. - szpenął najciszej jak mógł uśmiechając sie.
-No i o to chodziło! - powedział entuzjastycznie i wstał udając sie do Pattie.
Justin spojżał na mnie rozbawiony po czym wpił sie w moje usta.
Spojzałam na niego a tuż za nim wyłoniła sie jego mama.
''Ohoo..no to sie zacznie.'' pomyślałam i wtutliłam sie w JB.
-Możemy porozmawiać?-Zapytała wzrokiem świdrując raz mnie raz JB..


_____________________________________

okej jest następne przeraszam ze tak długo ale mialam nauke i wena mnie opuściła ; /
Nudny troche ten rozdział ale nie mam pojecia co wymyslic zeby bylo lepiej... no ale bd sie starać;*
Proosze komentować<3 i dziękuje<33
Tagi: rozdział 6.
07.02.2012 o godz. 18:27

Rozdział 5






*Oczami Justina*



-E młody przesuneli nam lot.Wylatujemy o 12 w południe jutro.-Powiedział zadowolony Kenny wchodząc do mojego pokoju.
-Serio?...fajnie.-powiedziałem bez entuzjazmu.
-Tak młody serio.Dobra lece dobranoc-oznajmił po czym wyszedł z pokoju.
O 12...to Diana będzie mieć operacje..albo będzie już po...
Tak bardzo bym chciał zostać i być przy niej wtedy.
Mysle że doktor juz do niej zadzwonił i mam nadzieje ze spełnił moja proźbe.
Jaka?Taka zeby ją..no okłamał .Czyli powiedział ze to tylko badania.
Ciekawe jak mój aniołek zareguje jak mnie zobaczy..nawet na głupiej okładce jakiegos pisma.
Ciesze sie że mnie wkońcu zobaczy...ale też i boje sie tego.Co będzie jak jej sie nie spodobam?
Co ja gadam przeciez pokochała mnie takiego jakim jestem a nie za to jak wyglądam...
Długo jeszcze o niej myślałem aż wkońcu zmęczony zasnąłem.




*Oczami Diany*

-Drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr..-zerwał mnie na równe nogi odgłos budzika.
-Trzeba wstawać.-powiedziałam sama do siebie i jeszcze spojżałam na zegarek.
9.00. Udałam sie powolnym krokiem do łazienki wzięłam szybki prysznic posmarowałam sie waniliowym balsamem do ciała i zaczęłam ubierać.
Założyłam luźną czarną bluzke z krzyżem na środku do tego postrzępione białe rurki i czarne trampki.
Uczesałam włosy w wysokiego kucyka po czym udałam sie do kuchni na małe śniadanie.
-O wstałaś.-usłyszałam głos ojca.
-Jak widzisz-odparłam wyciągając mleko z lodówki.
-Wybierasz się dzis gdzieś?-spytał.
-Tak. Ide do lekarza na badania.Nie nie wiem o której będe.-uprzedziłam jego pytanie po czym wlałam mleko do miodowych płatków.
-Dobrze.-odparł po czym siadł przez TV.
Normalka...Zastanawia mnie dlaczego ostatnio on taki miły sie dla mnie zrobił...
Coś dobrego w niego wstąpiło? Ciekawe..
Zjadłam płatki po czym założyłam czarną skórzaną kurtke ciemne okulary i wyszłam z domu.
Odtworzyłam sobie w głowe droge do szpitala i z pamięci udałam się tam.
Dawno mnie tam mnie było.. mam nadzieje ze trafie.
Mysle ze szłam z jakąs godzine aż wkoncu dotarłam.
Jakaś starsza pani pomogła mi wejść i dostać sie do recepcji.
Miła pani...
-Dzień dobry.Ja byłam umówiona na wizyte u dr.Leśnickiego.-powiedziałam jak mi dr. kazał recepcjonistce.
-Imie i nazwisko?-zapytała.
-Diana Harris.-odparłam grzecznie.
-Ah tak jest pani. Pielęgniarka panią zaprowadzi.-powiedziała po czym poczułam na moim ramieniu delikatny dotyk.
-aa przepraszam moze mi pani powiedziec która jest godzina?-zapytałam.
-Tak oczywiście jest...11.05
-dziękuje.-mruknęłam i z pielęgniarką powoli udałam sie do gabinetu doktora.
Czyli...Justin juz doleciał?Nie wiem ile sie leci do LA z Polski.Ale nie zadzwonił więc chyba jeszcze nie doleciał.
No chyba że..... nie nie nie nie myśle o takich rzeczach!

Wkońcu dotarłam z pielęgniarką do gabinetu.
-To pani Harris.-powiedziała pielęgniarka po czym ja się grzecznie przywitałam.
-Dzień dobry.Dobrze ze pani już jest.Czyli..odrazu zabieramy sie do roboty.
-Do roboty?-zapytałam.
-No tak op....badania.-zająkał sie lekarz.
-Ah..no dobrze.-mruknęłam.
-Zapraszam ze mną.-wziął mnie pod ręke po czym zaprowadził do jakiegos pomieszczenia.
Ustawił mi jakis aparat na oczach i kazał patrzeć prosto.
-Dobrze....-zabrał przyżąd z moich oczu .
-Mam dla pani myśle że miłą niespodzianke..ale nie wolno mi narazie nic więcej zdradzic dopiero po skonczonym zabiegu.-Powiedział grzecznie
-Niespodziankee?-zapytałam dziwiąc się..
Jaką niespodzianke?!O czym on gada?
-Tak.Ale tak jak powiedziałem nie wolno mi nic mówić.-oznajmił po czym znowu zaprowadził mnie do jakiegoś pomieszczenia.
Nic się juz nie odzywałam...czekałam az to wszystko sie skonczy.
Leżałam na jakims stole..dali mi cos..chyba narkoze po czym zrobiłąm sie senna. zasnęłam nic nie czując.







*Oczami Justina*



No nie wytrzymam....jest 11.30. za pół godziny mam samolot. Jestem własnie w drodze na lotnisko.
Diana ma operacje. Lekarz do mnie zadzwonił i powiedział mi ze własnie ma zabieg.
Zwariowac sie da..boje sie strasznie.Mam nadzieje ze wszystko pójdzie dobrze.
Usłyszałem dźwięk telefonu spojżałem na wyświetlacz 'Scooter'
-Słucham?
-Czesć mały jedziesz już na lotnisko?-zapytał moj menager.
Chwile się zamyśliłem..moze jednak zawróce i pojade do szpitala....
-Halo!?-krzyknął głos w słuchawce.
-Co?A tak..jade...nie nie jade! - zmieniłem zdanie.
-Kenny zawracaj jedziemy do szpitala.NATYCHMIAST i o nic nie pytaj!-rozkazałem ochroniarzowi ten się usmiechnął i z piskiem opon zawrócił.
-Justin?!Co ty wyprawiasz?-krzyknął Scooter.
No tak dalej z nim rozmawiałem.
-Co?Ja nic..jade po moją przyszłą żone.-odparłem radosny.
-Po kogo?! Masz natychmiast jechać na lotnisko za kilka godzin widze cie w domu.!
-Nie ma takiej opcji.Moja mała ma operacje i mam być przy niej. Więc tak za kilka..kilkanaście godzin mnie zobaczysz..ale nie samego.Cześć.-opowiedziałem po czym się rozłączyłem.
Nie chciałem już słuchać jego kazań. Moja Diana ma operacje..wiec jakim cudem mam nie być przy niej?!
-Kenny daleko jeszcze?!-krzyknąłem do ochroniarza.
-....juz jesteśmy.-odparł radośnie po czym ja szybkim krokiem wysiadłem i w ciągu 5 minut byłem na tym piętrze co trzeba.
Recepcjonistka bez problemu mnie wpuściła..poprosiła tylko o autograf no to jej dałem.
Szukałem własnie sali z nr 18 przy czym przez przypadek wpadłem na kogos.
-Ooo..przepraszam.-powiedziałem grzecznie.
-O pan Bieber.Witam.Pan do Diany?-Zapytał..przyglądając sie bliżej zauważyłem ze to dr.Leśnicki.
Spadł mi jak z nieba!
-Tak tak. Gdzie ona leży?-Zapytałem zdenerwowany.-I jak operacja?!-niemalże krzyknąłem.
-Spokojnie.Panna Harris juz po operacji własnie śpi po narkozie.Wszystko poszło świetnie kiedy się obudzi zdejmiemy bandaż i wtedy się wiecej dowiemy.
-Uff..to troche mnie pan uspokoił dziękuje.A gdzie leży?-zapytałem nieco bardziej spokojniejszy.
-PRosze za mną zaprowadze pana.-odparł grzecznie po czym zaprowadził mnie do szukanej przezemnie sali.
-Może pan do niej wejsc ale prosze być cicho.Musi teraz dobrze wypocząć.
-Dobrze.Dziękuje bardzo!-odpowiedziałem po czym wszedłem do sali.
Leżała..miała bandaż na oczach.Leżała tak spokojnie.Jej klatka piersiowa delikatnie ruszała sie w góre i w dół.
Usiadłem na krześle obok łóżka i przyglądałem sie mojemu aniołkowi.
Spała.Miała bardzo spokojny sen.Dotknąłem opuszkami jej delikatny policzek po czym pocałowałem ją w niego.
Wziąłem ją za ręke i lekko masowałem .
Czekałem aż sie obudzi...




*Oczami Diany*


Ruszyłam delikatnie głową . Zaczęłam sie przebudzać.
To miało być badanie..a zamieniło się w operacje.Świetnie.Nawet nie wiem o co chodzi.
Poczułam dotyk na mojej ręce.Uśmiechnęłam się na samą mysl ze to on...
Drugą ręką dotknęłam mojej twarzy.Na oczach spoczywał mi bandaż..Przestraszyłam się.
-Spokojnie kochanie.Nie dotykaj go.-powiedział spokojnym głosem Justin.
Zaraz zaraz...ale co on tu robi?Przeciez juz dawno powinien być w samolocie.
-Co ty tu robisz?-Spytałam zachrypnięta.
-Jestem przy Tobie.-odparł po czym musnął delikatnie moje usta.
-Mm...to wiem.Ale dlaczego?Nie powinieneś być w LA?-spytałam.
-Może i powinienem..ale wolałem być przy tobie.Pojedziemy tam..razem.
-Razem?-zapytałam.
-Tak kochanie zabieram Cię ze sobą.Nic cię tu nie trzyma..a ja chce cie mieć przy sobie.-odparł głaskając mnie delikatnie po włosach.
-Ale....-zaczęłam.
-Nie ma ale.Poczekaj zawołam lekarza potem porozmawiamy.-powiedział po czym wyszedł szukać lekarza.
Może to przez niego była ta operacja?Może on to wszystko wykąbinował...
Yh..dobra nie chce mi sie nad tym myśleć poprostu go zapytam.
Po chwili do sali wszedł JB z lekarzem.
-Dzien dobry.Jak się czujemy?-zapytał łagodnym głosem lekarz.
JB usiadł i wziął moją ręke..juz nie puszczał.
-Dobrze.-odpowiedziałam jak było.
-To się ciesze.Pielęgniarka przyjdzie i ściągniemy bandaż.
-Po co była ta operacja?-zapytałam.
-Dowiesz się wszystkiego za chwile skarbie.-zamiast lekarza odpowiedzi udzielil mi Justin.
-Mam wrażenie ze to ty za tym wszystkim stoisz..-mruknęłam.
A on tylko zachichotał. Już się nie odzywałam.
Po chwili przyszła pielęgniarka ,kazali mi usiąść spełniłam ich proźbe a po chwili poczułam dotyk na twarzy.
Lekarz delikatnym ruchem zaczął ściągać mi bandaż.Oczy miałam zamknięte.
Justin cały czas ściskał moją dłoń.
-Prosze powoli otworzyć oczy.-powiedział lekarz po ściągnięciu tego ze mnie.Spełniłam jego proźbę i zaczełam delikatnie otwierać oczy.
Pożałowałam tego . Za chwile spowrotem je zamknęłam.
-Musi się pani przyzwyczaić do światła.Długo widziała pani tylko ciemność..teraz będzie inaczej.-powiedział lekarz.
-Prosze jeszcze raz otworzyć oczy.
-Spróbuje.-mruknęłam.
Znowu zaczełam otwierać oczy..tym razem było lepiej.Nie widziałam ciemnosci..a jasność.Miałam cholernie jasno przed oczami.
Zaczełam mrugać ,pomogło mi to obraz sie wyostrzał.
-I jak?-Spytał lekarz.
-Dobrze...tak mysle.-odparłam.
Patrzyłam cały czas przed siebie tam gdzie stał lekarz.
-Prosze mi powiedzieć ile widzi pani palców.-zapytał po czym pokazał mi kilka palców.
-trzy.-odpowiedziałam.
-cztery..a teraz dwa.-odparłam tak jak było.
-Dobrzeee....-Powiedział po czym zaczał mi małą latarką świecić po oczach.
Reagowałam na swiatło co znaczyło że wszystko jest tak jak powinno.
Zaraz...czyli odzyskałam wzrok?Omg...
Uśmiechnęłam się i opadłam na poduszki patrząc w sufit.Ja naprawde odzyskałam wzrok.
-Wszystko jest w pożądku po mału przyzwyczaja sie pani do światła to świetnie.! Czyli operacja się powiodła.-powiedział lekarz po czym pogratulował mi i wyszedł.
JB cały czas ściskał moją dłoń..nie spojżałam jeszcze na niego.Kątem oka widziałam ze ma spuszczoną głowe.
Odwróciłam głowe delikatnie w jego strone i z uśmiechem na twarz wpatrywałam się w niego.
Zauważyłam ze na podłoge skapują jego łzy..płakał.Przecież to ja powinnam płakać a nie on.
Wzięłam dłonią delikatnie go za brode podnosząc mu głowe tak by jego wzrok spoczął na mnie.
Zamknął oczy..chyba się bał.Ale czego? .
-Justin....-szepnęłam.
Otworzył swoje czarne oczka i ze łzami w oczach patrzył na mnie..
Poczułam jak moje oczy też zaczynają wypełniać się łzami...
Głaskałam go delikatnie po policzku.
Był idealny..nawet lepszy niz sobie go wyobrażałam.
Te usta...oczy ... nos włosy...musze przyznać jest cholernie przystojny.
-Jesteś idealny..-szepnęłam a on zamiast odpowiedzeć musnął moje usta..zaczął składać mi krótkie pojedyńcze całusy na nich.
Uśmiechnęłam sie po czym on zrobił to samo.
-Tak się ciesze...-powiedział cicho.
-Ja też...-odparłam i pocałowałam go delikatnie.
Położył mi głowe na ramieniu i ręką obioł w pasie. Głaskałam go po głowie.
-Kocham Cię.-szepnął po czym na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech.
-Ja Ciebie bardziej.-odpowiedziałam i podniosłam jego głowe.
-To ty..to ty to zrobiles prawda?-zapytałam.
-..T...Tak.Nie chciałem ci mówić bo byś się nie zgodziła..wiec sprawiłem ci malą niespodzianke....nie złość się na mnie.-opowiedział takim dziecięcym głosem robiąc przy tym słodką minke.
Jak ja niby miałabym sięna niego złościc..? Przecież zrobił to dla mnie..
-Zwariowałes..nie jestem zła. I Dziękuje..tak strasznie ci dziękuje!-powiedziałam radośnie i wtuliłam się w niego.
Dłonią delikatnie głaskał mnie po głowie.
Nic nie mówił cieszył się tą ciszą razem ze mną.
To szczęscie które mnie ogarnęło jest nie doopisania. Nie dość że miałam przy sobie idealnego chłopaka..to jeszcze odzyskałam wzrok.
Znowu mogłam wszystko widzieć.Mogłam robic co tylko chcialam bez niczyjej pomocy.! Piękniee...
-To najlepszy urodzinowy prezent jaki dostałam..-szepnęłam nadal wtulona w jego ramiona.
-..urodzinowy? Diana..masz dziś...urodziny?!-zapytał zdzwiony.
No tak..nie mówiłam mu.
-Tak..Justin. Dziś kończe 17 lat.-powiedziałam odrywając sie od niego i opadając na poduszki.
-Czemu mi nie powiedzialas wczesniej?-zapytał z wyrzutem.
-Po co ci miałam mówić? Justin..nie chce nic więcej od ciebie..dziękuje ci za to że spełniłeś dwa moje marzenia.Tylko tyle.-powiedziałam ocierając pojedyńczą łze która własnie spływała mi po policzku.
-...Dwa?-zapytał.
Czy on tylko jeden wyraz łapie z moich zdań?!
Zachichotałam.
-Tak wariacie dwa. Pierwsze to takie..ze znalazłam swoja prawdziwą milość a drugie to juz wiesz...wzrok.-odparłam i pogłaskałam go po policzku.
Przytulił sie do mojej dłoni a potem delikatnie musnął ją ustami.
-Kocham Cię! Do jasnej cholerny kocham Cię!-krzyknął entuzjastycznie po czym wstał i zaczął tanczyć .
Zaniosłam sie głosnim śmiechem.
-Wariat..-szepnęłam.-Ja Ciebie też kocham!-krzyknęłam do niego tak zeby zagłuszyc jego smiech i śpiew który z siebie wydobywał.
-Love me love me...!-Zaczął spiewać.
Zaniosłam się jeszcze glosniejszym śmiechem niz wczesniej.
-Mój mały aniołek..Wszystkiego Najlepszego-szepnął kiedy sie uspokoił.
Przytulił mnie do siebie i gładził moje ciemne włosy...
Nie wiedząc kiedy zasnęłam.



_______________________________________
________________________________________

No i jest następne. Wczoraj nie wiedziałam jak to napisać dlatego dzis napisałam ; D
jakos mi się udało <3
Krótszy niż wczesniejsze no ale ;):**
Dziękuje za komentarze i czytanie!! <3

i przepraszam za błędy jakie mogłam zrobic! <3

wybaczcie debil ze mnie na początku napisalam ''spojrzałam '' na zegarek ... źle mi wyszło. zauzcie ze .... ma cos na tym zegarku ze wie która godzina. no kurde zapomnialam ze ona jeszcze wtedy niewidoma była! :D
Tagi: Rozdział 5
03.02.2012 o godz. 17:44

Rozdział 4.



-Diana ja....cholera.-Przerwał niezręczną cisze JB.
Moje łzy cały czas spływały....poczułam jak Justin delikatnie ręką wyciera moj mokry policzek i z całej siły przytula mnie do sb.
Rozpłakałam sie w jego ramionach.
-Diana..-zaczał szeptem.-Wybacz mała jesteś świetną śliczną dziewczyną..ale..to nie miałoby sensu.Pomysl..ja mieszkam tam..ty tu.Nie dalibysmy rady aniołku.Prze...Przepraszam-powiedział i pocałował mnie w czubek głoswy.
Poczułam jak wstaje na równe nogi..chwile potem usłyszałam zamykające sie drzwi.
Świetnie..zostałam sama.
-Po co ja to wszystko mówiłam!!! -zaczełam na całą sale krzyczeć.
Zapłakana wstałam przebrałam sie i miałam chęć gdzieś sie powłóczyć..ale postanowilam ze pójde do domu i poprostu się połoze....
Może on poprostu nie chce kogos takiego jak ja a nie że km nas dzielą..
Pewnie to przez to. Wkońcu jestem inna niż każda laska jaką zna...
Wsumie..jestem nikim. Nawet nie chodze do szkoły..
To co umiem..mi wystarcza ale czasami mam ochote pójść do szkoły..wstać cholernie rano ..poznać kogoś...
Nic nie osiągne ... przeszkodą jest tylko moje kalectwo..
nienawdize siebie!
Koniec użalania sie..chociaż... nie jednak będe dalej to robić.
W dupie mam czyjeś zdanie.
.....Tak bardzo bym chciala sie do niego chociaż teraz przytulić..poczuć ten silny zapach perfum..jego silne ramiona ...
Zapomne..napewno zapomnee...

Wyszłam z ośrodka i powolnym krokiem udałam sie do domu..



*Oczami Justina*

Powiedziala ze mnie kochaa...powiedziala wszystko co leżało jej na sercu ..a ja co?
Uciekłem...przed tym mowiac ze to nie ma sensu...czego ja sie boje?!
-idiota.!-obraziłem sam siebie jadąc do hotelu.
Przeciez jest idealna..do tego niedługo odzyska wzrok...
A tak przecież chciałem zeby mnie zobaczyła!
Wsumie..to co jej powiedzialem to prawda.
Dzieli nas mnustwo kilometrów... miłość pokona wszystko..ale nie aż tyle.
Nie miałoby sensu..tylko ciągłe rozmowy przez telefon albo skajp.
Zero bliskości pocałunków przytulania pieszczot...niczego.
Nie wytrzymałbym...zresztą..nie wiem czy ją kocham..to co czuje jest dziwne,bardzo dziwne.
Nie wiem czy to miłość.Ciągnie mnie do niej..kiedy ją widze odrazu mam uśmiech na twarzy ...uwielbiam ją przytulać rozmawiać z nią wygłupiać się...
ale nie jestem pewny czy to co czuje..moge nazwać miłością.
Nigdy nie byłem zakochany....
Rozmyślając tak dojechałem do hotelu.
Pojechałem odrazu na góre do swojego pokoju.
Rzuciłem kurtke gdzieś w kąt i padłem na łóżko.
Zacząłem udeżać głową o poduszke wyzywając przy tym siebie od najgorszych.
Usłyszałem pukanie.
-Yh..prosze!-krzyknąłem i podniosłem się do pozycji siedzącej.
-Co jest młody?-Zapytał mój ochroniarz.
Cholera..jeszcze tego mi brakuje żeby jemu sie wyżalać.
-Nic.Jest świetnie nie widzisz?-Zapytałem z ironią robiąc przy tym głupi uśmiech
-No własnie widze ze nie jest.
-To źle widzisz..mozesz wyjsc?
-Nie nie moge. Wiesz ze jestem uparty..nie wyjde stąd dopóki mi nie powiesz co sie dzieje ! - podnióśł ton i usiadł obok mnie.
-Dobra ..powiem..- i zacząłem mu opowiadac wszystko..to jak ucieklem..jej słowa..wszystko.
Wysłuchał mnie a potem siedział z 2 minuty w ciszy gapiąc sie w jeden punkt.
Tak..świetnie tego mi było trzeba.
-Zakochałeś się....-powiedział po chwili a ja spojżałem na niego jak na idiote.
-Nie gap sie tak na mnie..zakochales sie mały .-powiedział i poklepał mnie po plecach swoją duża dłonią.
Może on ma racje....może naprawde ją kocham....
-Czemu tak myślisz?-zapytałem chowjąc głowe w dłoniach.
-Od kąd jesteśmy w Warszawie ciągle o niej mówisz..jesteś rozpromieniony dzwonisz do niej kazdego dnia spotykasz się z nią..zabrałes ja na swoj koncert...zabierasz ją prawie wszędzie gdzie tylko mozesz.
Od kąd cię znam..nigdy nie widziałem cie w takim stanie.Do tego..zapłaciłes za jej operacje ...moge ując to tak..podarowałes jej cos..o czym marzyła od lat dzieki tobie spełni się jej marzenie.-Zakończył swój monolog i widząc ze po moich policzkach splywają maleńkie łezki..przytulił mnie do siebie.
Nie odzywałem sie dobre kilka minut..analizowałem każde słowo które powiedział..Miał racje...
-Kocham ją...-szpenąłem kiedy nadal byłem w niego wtulony.Może to dziwne ze tule sie do własnego ochroniarza..ale traktuje go jak rodzine..jak dobrego przyjaciela.
-Wiem mały wiem.-Powiedział masując mnie po plecach.
Oderwałem sie od niego i podziękowałem.
Kiedy wyszedł sięgnąłem po telefon.
Jeden sygnał..drugi..trzeci... sekretarka.
Nie odbierała..dzwoniłem do niej z 20 razy..po 15 przestałem liczyć.
Za żadnym razem nie odebrała..
Przez głowe przeleciały mi najstraszniejsze scenariusze...co jezeli cos jej sie stało?..
Zawsze odbierała...
Ubrałem się i jak najszybciej udałem do domu kultury.



*oczami Diany*


Byłam w domu..pokłuciłam sie z ojcem...potem mnie przeprosił widząc jak płacze..dziwne..nigdy nie przepraszał.
Nie wytrzymałam siedzenia tam wiec znowu tu wróciłam...do domu kultury.
Siedze na srodku sali i płacze...nie moge przestać.A bardzo chce.
Wiem ze juz nigdy go nie ...dotkne.Bo tylko to moge zrobić.
Brakuje mi go..
Mój telefon dzownił chyba z 30 razy.. może to on?Albo ojciec..
Nie mialam ochoty wstawac i go szukać..
Nie pamietam gdzie połozyłam swoje rzeczy...
Wstałam podeszłam wolnym krokiem do wierzy i włączyłam jakąs spokojną piosenke..
Zaczęłam ruszać sie w jej rytm


(prosiłabym żebyscie teraz włączyli to. http://www.youtube.com/watch?v=FsBfRXixBmg kiedy słuchałam tej piosenki własnie przed oczami mialam tą scene która tu będzie chcialabym abyscie sie wczuli w ten taniec )



*Oczami Justina*


Słyszałem muzyke..pobiegłem jak najszybciej do jej sali..
Była tam...tanczyła..płakała i tańczyła..mój aniołek..mój najpiękniejszy aniołek!
Wszedłem po cichu do sali..nie usłyszała mnie .
Tańczyła..płakała..i śpiewała .
Zaszedłem ją od tyłu.. nadal nie wiedziała ze jestem.
Przybliżyłem sie do niej i delikatnym ale stanowczym ruchem dotknąłem rękami jej bioder i przysunąłem do siebie.
Obruciła głowe w moją strone i dotknęła moich rąk..
Spojżałem na jej idealną twarz...i złożyłem na jej szyji delikatny pocałunek.
Zacząłęm dłońmi poruszać jej biodra ruszałem się razem z nią w rytm piosenki.
Wiedziała ze to ja..zawsze mnie poznawała.
Czułem sie niesamowicie..mam ją..mam ją przy sobie..


*oczami Diany*


Przyszedł... tańczył ze mną..własnie teraz kiedy tak bardzo chciałam go mieć przy sobie.
Czułam jak jego ręce wędrują po moim ciele.
Ruszałam sie z nim w rytm piosenki ...
Było mi gorąco..cholernie gorąco.
Podniecało mnie to.Jego dotyk jego oddech bicie serca.
Poczułam jak jego dłonie wędrują pod mój top ..po chwili juz go na sobie nie miałam.
Odwrócił mnie tak ze nasze nosy stykały sie ze sb.
Złozył mi na ustach delikatny pocałunek..
Pocałunek przerodził sie w dziki i namiętny.
Zdjęłam z niego górną część garderoby i rzuciłam gdzies w kąt.
Jego ręce były teraz na moich pośladkach a głową obierałsie o moje ramie.
Nadal ze mną tańczył..delikatnie włożył mi ręce w spodnie po czym zdjął je ze mnie .
Nie protestowałam..podobało mi się to.
Całował moją szyje a moje ręce gładziły jego plecy.
Zdjął dolną część swojej garderoby i delikatnie podnióśł mnie do góry.
Oplotłam go nogami odchylając głowe do tyłu po czym on na moijej szyje składał pocałunki.
Przcisnął mnie do ściany i całowal..po szyji dekoldzie piersiach.
Co chwile cichutko jęczałam z roskoszy..
był niesamowity.Taki czuły delikatny ..
Słyszałam jego przyspieszony oddech na swojej skórze..
Poczułam jak jego usta delikatnie dotykają moje.. pocałował mnie ...wsunął mi język .Nasze języki tak jak ciała tańczyły.
Po chwili zdjął mi opaske ..miałam zamknięte oczy.
-Otwórz je.-poprosił szeptem .Spełniłm jego proźbe . Otworzyłam je i skierowałam wzrok na przeciwko siebie.
Czyli na niego..
Znowu mnie pocałował..
Moje podniecenie wzrastało z minuty na minute.
Zaczął pieścić językiem moje podniebienie potem szyje dekold piersi..
Jego ręce spoczywały na moich pośladkach .Moje lekko go drapały w plecy.
Byłam już na wyczerpaniu..chciałam zeby jak najszybciej we mnie wszedł..
Po chwili to zrobił.
Jęknęłam z bólu i rozkoszy.
Delikatnie i powoli ruszał swoimi biodrami a ja ściskałam mocno jedną ręką jego włosy w drugą plecy.
Słyszałam jego bicie serca i cięzki oddech.
Składał mi szyji pocałunki . Był niesamowity...
Poczułam ze zaraz stanimy się jednością..wtedy przyśpieszył tępa.
Szybko ale delikatnie poruszał swoimi biodrami wywołując u mnie coraz większe podniecenie.
Stało się..jesteśmy jednością..oboje krzykneliśmy z rozkoszy.
Pocałował mnie namiętnie w usta .
Postawił na równe nogi i przytulił z całej siły.
-Jesteś niezwykła.-szepnął.
Byliśmy jednością...tylko ja i on.
Zapomniałam o wszystkim..liczył sie tylko on teraz..





*Oczami Justina*


Zrobiłem to...kochałem sie z nią.
Była niesomowita..jest niesamowita!
Już wiem..kocham ją..i jestem tego pewien.
Całowałem jej rozgrzane usta nie mogąc się od nich oderwać.
Nasze ciała drżały..
Nic sie dla mnie teraz nie liczyło..
Tylko ona i jej piękne ciało.
Jest idealna.I tylko moja...moja....

Pomoglem jej sie powoli ubrać i wtuliłem się w nią jak najmocniej.
-Kocham Cię.-szepnęła mi do ucha.
Odchyliłem głowe i uśmiechnąłem do niej.
Zobaczyłem ze po policzku spływa jej łza.
Wytarłem ją .
-Nie placz skarbie.Ja ciebie też!-Powiedziałem z troską i znowu pocałowałem te piękne usta.
-Naprawde?-Zapytała.
-Tak kochanie..naprawde.-odpowiedziałem i przytuliłem do siebie.
Dłońmi delikatnie gładziła moje plecy.
-Co teraz?-zapytała chwile potem..
Własnie..przeciez ja wyjeżdżam...
Tak bardzo nie chce jej zostawiać.
-Nic skarbie..ja wyjade..ale będe dzwonił i kiedy tylko mógł przyjeżdżał obiecuje!Damy rade....-powiedziałem patrząc na jej idealną twarz.
-Jesteś pewien..że damy?-zapytała drżącym głosem.
-Tak.Jestem pewien.-czy byłem pewny?chyba tak..kocham ją..jak nikogo innego na tej planecie.Jest tylko moja.Nie pozwole jej skrzywdzić.


Odwiozłem ją do domu i najczulej jak mogłem pożegnałem się z nią.
Całowałem dotykałem.. cieszyłem ostatnią chwilą z moim aniołkiem.
Po pożegnaniu ze łzami w oczach wróciłem do hotelu i zacząłem pakowac..wkoncu w nocy mam samolot.







*Oczami Diany*


Wróciłam do domu zapłakana..ale szczęśliwa.
Jak nigdy. Był mój..a ja jego. To co sie stało nazwsze zostanie w mojej pamięci.


Zrobiłam sobie coś do jedzenia i poszłąm do swojego pokoju.
Oczywiscie nie obyło sie bez kłótni z ojcem . Ale znowu mnie po niej przeprosił..
Co sie z nim dzieje? Drugi raz mnie przeprosił...
Może coś dobrego się w nim rodzi..oby.
Powiedziałam mamie wszystko co sie wydarzyło..
Mam nadzieje ze tego nie widziała...Odrazu myśląc o tym spaliłam się rumieńcem.
Myśle ze cieszy sie razem ze mną moim szczęściem.
Mimo że Biebs wyjeżdża..to tak jestem szczęsliwa.
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk telefonu na samą myśl ze to JB nie patrząc na wyslwietlacz odebrałam.
-słucham?-zapytalam radośnie.
-Dzień Dobry tu dr.Jan Leśnicki.Prosiłbym zeby jutro przyszła pani do szpitala.Najlepiej w godzinach rannych.-powiedziała donośnym ale miłym głosem osoba po drugiej stornie
-Dobrze.Ale dlaczego?-zapytałam nie mając pojęcia o co chodzi.
-Rozmawiałem z pani lekarzem.Poprostu przyjdzie pani na badania.Musimy sprawdzić czy nic się nie zmieniło z pani oczami.
-Dobrze.Będe.-odpowiedziałam grzecznie.
-Dziękuje.Prosze w recepcji powiedzieć ze jest pani zapisana na wizyte z dr.Leśnickim.Dziękuje dowidzenia.-oznajmił lekarz po czym rozłączył sie.
Zdziwiona odłozyłam telefon i padłam na poduszki..
Jeszcze nie wiedziałam jak jutrzejszy dzien zmieni moje życie....


_____________________________________________
_____________________________________________

No i jest 4 <3
lubie ten rozdział <3 mam do niego słabość haha ;D
Nie bd sie rozpisywać ;D
Dziękuje za czytanie! i komentowanie! <3
Jesteście kochani <333 !
Tagi: rozdział 4
01.02.2012 o godz. 16:58

Rozdział 3.


Rozmawialismy tak chyba z półtorej godz?
Czułam jego spojżenie na sobie.Żałuje ze nie moge go zobaczyć.
Wsumie...moge..dotykiem. Ale nie..nie zgodzi się. Nie będe mu przeciez jeździła rękami po twarzy.
Nie cierpie tego zresztą.
Juss pytał mnie od kiedy tancze..zapytał tez kiedy straciłam wzrok i jak to było.. Powiedzialam mu wszystko.
Zaufałam mu..po tak krótkim czasie znajomości..zaufałam mu.
Wydaje sie być bardzo miłym chłopakiem..i ten głos.
Taki..delikatny.Rozmawiał ze mną z takim spokojem..gdyb pytał o mój wzrok itd słyszałam ...czułam ze załamuje mu sie głos..
stawał sie cichszy.Rozumialam go..to ciężki temat.
Żałuje..tak bardzo żałuje ze nie moge mu spojżeć w oczy..
Oczywiście powiedział mi o tym ze widział mnie jak tańcze... spaliłam się rumieńcem..na co on powiedział ze to słodkie.
Dodał ze mam talent. Szczerze..wiem że dobrze tańcze. Ale nie uważam się za najlepszą..co to to nie !!
-Dlaczego ciągle sie upierasz i nie chcesz tanczyc u mnie na warsztatach.-zapytał Justin.
Cały czas namawiał mnie ze powinnam przyjść i tańczyć u niego.
Ale jak? Nie zobacze nawet choreografii! Czym on mysli?! : D
-Powtarzam ci setny raz..NIE! Dlaczego?Znowu ci to powiem..bo będe czuła sie nie swojo ! Jestem ślepa zauważ to?!Jak mam widziec choreografie?!Co kolwiek?!-odparłam lekko zdenerwowana.
Mam dośc juz tego jego ciągłego namawiania mnie...
Jak kobieta mówi nie to znaczy NIE!
-Nie mów tak!Nie używaj słowa 'ślepa'! Nigdy więcej!
-Spoko.Nie będzie nawet juz takiej okazji nie denerwuj się.-odpowiedziałam spokojnie.
No bo co..bo nie będzie.On ma te swoje warsztaty..a ja..nie mam nic.O!
-Dlaczego tak uważasz?-zapytał z troską w głosie.
-Dlatego że..no że nie będzie.-odparłam przeczesując delikatnie dłonią swoje ciemne włosy.
-Wiesz..ja bym bardzo chciał utrzumywać z Tobą kotnakt przez czas mojego pobytu w tym mieście.Jesteś..świetną dziewczyną.-powiedział zakłopotany...
-Jesteś pewny?
-Jak najbardziej.-odparł pewny siebie.
-Dziękuje...-powiedziałam cicho spuszczając głowe.
-Nie ma za co.
Poczułam jak delikatnie dłonią dotyka mojej brody podnosząc tym moją głowe do góry...
-Dlaczego cały czas masz tą opaske na oczach?-zapytał zabierając dłoń.
Własnie opaska..zapomniałam ze ja nadal mam.To nawet lepiej nie wystraszy się.
-Ponieważ ją lubie.I nie chce zebyś zobaczył moich oczu.I prosze..nie pytaj o to już.-odparłam zakłopotana.
Nie chce zeby dociekał o opaske..nie chce zeby prosił zebym ją zdjeła.
Mysle ze mogłabym mu ulec..i to zrobić.A wtedy jestem pewna ze gdyby tak sie stało..przerazilby sie.
Nie jestem pewna czy widział juz u kogos taki kolor oczu.No chyba ze się zmienił..w co wątpie.
-Dobrze.Skoro chcesz.-odparł zrezygnowany.
W tym momencie usłyszałam otwieranie się drzwi.
-Justin tu jesteś czekamy juz 40 min.!-powiedziała jakas dziewczyna piskliwym głosem.
Jej głos drażnił mi bębenki.
-Oh..no tak przepraszam juz do was ide!-odpowiedział po czym usłyszałam zamykające sie drzwi.
-Przepraszam Cię ale całkiem zapomniałem ze mam dzis pierwszą lekcje..miała sie zacząć dokładnie..43 min temu.Przepraszam.
-Nic nie szkodzi..to przezemnie.Leć a ja dokończe to co robiłam.-odparłam ze smutkiem.
Chciałam go ukryć.Smutno mi było że musi isć..dobrze mi się z nim rozmawiało...
-Nie to nie przez Cb mała.Okej lece bo mnie jeszcze zabiją-zachichotał a ja z nim-dziękuje że mogłem cię poznać i..dozobaczenia...uh.przepraszam.-zmieszał się.
Śmieszyły mnie takie sytuacje..gdy ktos powiedział do mnie ''dozobaczenia'' a dopiero potem uszczypnął sie w język.Zabawne.To mnie nigdy nie uraziło.
-Haha.Nic się nie stało.Mhm..pa - odparłam z lekkim rozbawieniem.
Usłyszałam jak wstaje i udaje sie do drzwi.
Może to ostatnia okazja..wkoncu to gwiazda.Wiele takich osób jak on nie dotrzymują słowa....raz kozie smiec!
-Justin!-krzyknęłam.
-tak?-usłyszałam ten spokojny głos.
-Mam proźbe..wiem ze głupią ale..czy mogłabym cie..'zobaczyc' ale własnym sposobem.?-zapytałam denerwujac sie całą sytuacja.
-Pewnie że tak.-odparł radosnym głosem i usłyszałam jego kroki w moją strone.
Dotknął moich dłoni i pociągnął mnie do góry.
Stałam przed nim.Położył moje dłonie na swojej twarzy a ja delikatnie opuszkami badałam jego skóre.
Delikatna skóre.Poczułam jak się uśmiecha chyba mu sie to spodobało.Uśmiechnęłam sie i ja i dalej kontynuowałam swoją czynność.
Dotykałam delikatnie oczu nosa policzek..ust.Musze przyznać miał niesamowite usta.:) Takie miękkie delikatne...
Nabrała mnie chęć pocałowania go...hola!Trzeba się opanować.!
-Dziękuje.-Powiedziałam zabierając ręce .
-Nie ma za co.Ciesze się ze mogłaś mnie w jakiś sposób zobaczyć. Wsumie..musze przynzać to miłe doznanie.-odparł i wziął moją dłoń i pocałował .
Uśmiechnęłam sie zalewajac rumieńcem.
-Dobrze..leć już.-powiedziałam cicho uśmiechając się.
-Okej..to ide.A wiec..dozobacznia?-poczułam niepewność w jego głosie.
-Haha tak spokojnie mozesz to słowo przy mnie mówić.-odparłam rozbawiona.
-ciesze sie.-odpowiedział i usłyszałam zamykające sie drzwi.
Yh... Uczucie jakie własnie mnie ogarnęło to chyba...szczęście?
Tak to one.Poznałam kogoś..kogoś kto sie mnie nie bał kogoś kto normalnie ze mną rozmawiał.
Świetne uczucie.
Juss wydaje mi się być przystojnym chłopakiem.
Wyrwałam się z rozmyślań i włączyłam muzyke i wróciłam do tańca.
Nie myslałam nad propozycją JB.Nie bd tańczyć na jego warsztatach...tego jestem pewna.



*Oczami Justina*

Świetna dziewczyna.Taka..skromna.Do tego śliczna.
Mój mały aniołek.Oczywiście nie powiedziałem jej ze ją tak nazywam.
Może kiedy powiem.
Wszedłem do sali w której mam zacząć swoją lekcje.
Wszystkie oczy skierowały sie na mnie.
Przywykłem do tego uczucia.
Same dziewczyny.... jak zawsze.
No nic..czyli bd tańczył z samymi dziewczynami.
To nawet lepiej..wkoncu musze wybrać tą nalepsza która bd tańczyła ze mną..w trasie.
Oczywiscie zadna z nich o tym nie wie.
Wtedy to by sie zaczęło...
-Przepraszam was za spóźnienie..ale miałem miłą rozmowe i jakos tak wyszło.Sory.-powiedziałem grzecznie.
Zdjąłem swoją kurtke rzuciłem w kąt i podszedłem do wierzy wybierając jakaś płyte.
-Miłą?Romowe z kimś takim nazywasz miłą?Miła by była ze mną...a z nia?!-zapytała dziewczyna o piskliwym głosie.
Już słyszałem ten głos...
-Przepraszam...-odwróciłem sie do dziewczyny..tak to ona.-co masz na myśli?-zapytałem chowając ręce w kieszeni.
-No to że ona nie jest normalna.Jest ślepa.Do tego nie wychowana.-zrobiła głupią mine.
Spojżałem na nią jak na idiotke..zdenerwowało mnie to.
-Wybacz.Ale nie bd tego rodzaju wypowiedzi słuchał .Albo przestaniesz tak na nią mówić albo wyjdź i nie wracaj nie mam zamiaru z kimś takim przebywać w jednej sali.-powiedziałem podnosząc głos na dziewczyne.
Co ona sobie uwazała?Następna królowa sie znalazła.
Denerwują mnie takie dziewczyny.Nie widzą nic po za własnymi paznokciami i blond włosami.
Żenada.
Nic nie odpowiedziała tylko usiadła na swoim miejscu
Do końca zajeć sie nie odzywała tylko świdrowała mnie wzrokiem.
Przygryzając przy tym warge i szepcąc cos do swoich psiapsiół.
Po śkończeniu zajęć podszedłem jeszcze pod sale w której tańczyła Diana..nie zastałem jej więc wróciłem do hotelu.


2 tyg.później.


*Oczami Diany*

Siedziałam własnie na srodku sali zmęczona tańcem i rozmyślałam o wszystkim co wydarzyło sie przez te dwa tygodnie.
Co się wydarzyło?Justin przychodził do mojej sali prawie każdego dnia. nawet wtedy kiedy nie prowadził zajeć.
Rozmawiał ze mną wygłupial sie żartował.
Bardzo go polubiałam..3 razy bylismy na kolacji.Bardzo się ciesze z tego powodu..
On też mnie polubił..tak mi sie wydaje..ciągle mi to powtarza.
Dał mi wiare w siebie..w to ze odzyskam wzrok.
Obiecał mi ze tak sie stanie.Miło z jego strony..
PRzy nim jestem..taka promienna taka szczęsliwa..
Oczywiscie z ojcem mam kłótnie prawie codziennie.
No chyba ze wychodzi z domu albo..poprostu siedzi i o nic sie nie czepia.
Zastanawiam sie...czy kiedy JB wyjedzie czy bd o mnie nadal pamiętał?
Pewnie nie..chociaż on mówi ze nigdy mnie nie zapomnie. I żałuje ze nie mieszkam tam gdzie on..
Też żałuje. Trudno.
Będzie mi bardzo smutno jak wyjdzie.
Wyjeżdża za tydzień.
Cholerne 7 dni i go nie zobacze...nie dotkne jego uśmiechniętej twarzy..ręki. yh.
Mam wrażanie ze poczułąm do niego coś wiecej niz tylko..przyjaźn.
Ale to pewnie tylko moje urojenia.
Moje rozmyślanie przerwał dźwięk drzwi.
-Cześć mała! - uslyszałam rozpromieniony głos Justina.
Podszedł do mnie i wziął za ręce podniósł do góry i przytulił dając siarczystego buziaka w policzek.
-Haha..hej.-odpowiedziałam rozbawiona jego zachowaniem.
Zawsze tak robił jak się witał.Zabawne..i miłe.
-A ty znowu z tą opaską?-Zapytał siadając na podłodze.
Pociągnął mnie za ręke i dosiadłam sie do niego .
-Znowu zaczynasz?Mówilam ci..lubie ją nosić.
-Jak nie okulary to opaska..a ja tak bardzo chce spojżeć w twoje oczy..Diana.-powiedział z troską w głosie.
Co z tego ze chciał..ale ja nie chcialam zeby to zrobil.
A moze chcialam....
-Ale ja tego nie chce! I skończmy ten temat.-poleciłam i opadłam na podłoge.
JB zrobil to samo bo po chwili poczułam ze lezy koło mnie.
-No dobrze jak chcesz.-odparł zrezygnowany.
Nie krępowałam się go..wiele razy przychodził po kryjomu do sali kiedy ja tańczyłam..stawał z boku i mnie oglądał.
Z kąd wiem ze był?Czułam zapach jego perfum.
Za każdym razem.Zawsze mówi ze lubi oglądać mój talent.
Kilka razy chciał mnie namówić zebym z nim zatańczyła..
raz mu sie to udało.Zatańczylam z nim. Jakoś..ale zatańczyłam.
Podobało mi się to..podobało mi sie to ze w trakcie tanca jego ręce spoczywały na moich biodrach..kołysał je w rytm muzyki.
Co jakis czas błądząc nimi po moim brzuchu i wyginaja mnie do tyłu tak że moje głowa spoczywała na jego ramieniu.
Uczucie które wtedy czułam jest nie doopisania.
-Może zatańczysz ze mną?-Po krótkiej ciszy zaproponował.
-Nie Justin..nie zatańcze z Tobą.nie rozumiem po co pytasz..skoro wiesz jaka będzie moja odpowiedź.
-No wiesz..raz mi sie udało.Warto próbować dalej.-zachichotał.
-Tym razem..znowu ci sie nie udało.
Rozmawiałam z nim jeszcze chwile a kiedy poinformowałam go ze wracam do domu postanowił mnie odprowadzic.
Nie protestowałam..
Odprowadził mnie pod samą brame . Na pożegnanie przytulił i dał mi buziaka..o dziwo dość blisko ust.
Będąc w domu bez kłótni z ojcem udałam sie do pokoju.
Wykąpałam sie przebrałam i z słuchawkami w uszach i jego aksamitnym głosem wydobywających sie z nich...usnełam.




Dzień przed wyjazdem Justina.

*Oczami Diany*

No to dziś będe musiała się z nim pożegnać.
Przez ten czas..jestem pewna zakochałam się w nim.
Wiem...dość krótki czas.
Ale tak dawno w nikim nie byłam zakochana.
Co ja gadam..nigdy nie byłam! On jest cudowny...troszczy sie o mnie jak nikt.
Dawno nie czułam takiej troski..boi sie o mnie.Każdego dnia dzwoni..przychodzi na sale wychodzi gdzies ze mną.
Jest kochany.Tak..kocham go jestem tego pewna...i jestem głupia.
Zakochałam sie w kims w kim kochają sie miliony nastolatek... w kims u kogo nie mam żadnych szans.przykro...
Dam sobie rade...napewno.


*Oczami Justina*

-Odwiedzasz dziś Diane?-spytał Kenny przy śniadaniu.
-Pewnie że tak! - odpowiedziałem radośnie.
Jak mógłbym się dziś z nią nie zobaczyc?To nierealne.!
zreszta...w dodatku jutro wyjeżdżam.
-No to świetnie.Pożegnaj się z nią ładnie.-powiedział zawzięcie jedząc płatki.
-Spokojnie zrobie to.-odpowiedziałem nieco smutny.
Własnie..będe musiał się z nią pożegnać...tak tego nie chce.
Przywiązałem się do niej..wspaniale mi się z nią bawi..rozmawia a nawet milczy.
Jest niesamowitą dziewczyną..ma w sobie tyle mocy tyle ciepła.
I nawet mi uległa..pokazała mi swoje oczy.
Moim zdaniem nie są straszne..są niezwykłe.
Widać w nich smutek...rozpacz.Taka głębie.
Zawsze mi powtarza ze nie chce zebym w nie patrzył...
Ale ja lubie to robić..mimo wszystko .


Po skończonym śniadaniu udałem sie do domu kultury.
Jest 10.30.Za 30 min zaczynam zajęcia.
Cassie bo tak ma na imie ta dziewczyna która obrażała Diane..nie tańczy już u mnie.
Wywaliłem ją.Za co? Za to co robiła wczesniej..za obrażanie kogos kogo bardzo lubie i za to ze była zbyt nachalna co do mnie.
A co do dziewczyny która ma tańczyc ze mną w trasie..to juz wybrałem.Diane.
Powiedziałem jej to..nie zgodziła sie..kazała mi wybrać inna.Ale kiedy ja nie chce innej bo żadna inna nie jest tak perfekcyjna jak ona.!
Trudno.. zespół bd bez jednej osoby. Damy rade.
Cieszy mnie jedna rzecz...taka że wiem ze odzyska wzrok.
Jak?Zapłaciłem za operacje..ona o niczym nie wie.
Dowie sie..potem. Nie chciałem jej tego mowic ..bo wiem ze nieźle by się zdenerwowała.




Wszedłem do sali witając sie z dziewczynami i zacząłem lekcje.
Zostały same te najlepsze..ale dla mnie nie az tak najlepsze..nie tak jak ona.




*Oczami Diany*

-Powiem mu..powiem mu to dziś!-mówiłam do siebie idąc do sali.
Wiem że jest w swojej sali..słyszałam muzyke i jego głos.
Co mu powiem? To że go kocham...trudno.
Wyśmieje mnie..ale przynajmniej zdobęde sie na odwage.
Wkońcu.
Weszłam do sali przebrałam sie w szare spodnie od dresu i czarny luźny top załozyłam czarną opaske na oczy i poszłam włączyć muzyke.
Zaczełam tańczyć...wylałam z siebie wszystkie emocje.
Byłam juz zmęczona..ale tańczyłam dalej. Czulam ze to za mało.
Włożyłam to tyle energi ile tylko miałam!Enegrii miłości pasji...
Piosenka sie skonczyla a ja opadłam zmęczona na podłoge cięszko oddychając.
Usłyszałam ze ktos bije mi brawo..
-Jak zawsze najlepsza.-powiedział dobrze znany mi głos.
-Co ty tu robisz?Przeciez masz zajęcia?-zapytałąm podnosząc sie powoli z podłogi.
-Własnie skonczylem.A ty ? Co dzisiaj tak wczesnie ? -zapytał podchodząc do mnie .
-A tak jakos..nie miałam co robić.-odpowiedziałam... sama nie wiem po co tak wczesnie przyszłam.
Chyba tylko po to zeby na niego poczekać i pomyslec nad tym jak mam mu to powiedzieć.
No to pomyślałam....
-A no chyba że tak.Wydaje mi się ze dałaś dzisiaj z siebie więcej niż zawsze..coś sie stało?-zapytał z troską gładząc mnie po ramieniu.
odwróciłam głowe czując ze moje oczy zaczynają sie wypełniać słoną wodą.....łzami.
Nie chciałam płakać..samo z siebie wyszło przyszło..i niech sobie już pójdzie!
-Nie nic..Albo nie...jednak tak stało sie .Justin..chce z tobą porozmawiać.-powiedziałam stanowczo powstrzymując łzy.
-Oh..dobrze o co chodzi?-zapytał.
Usiadłam na podłodze po czym on zrobił to samo po mnie.
No to teraz improwizacja..wszystko co leży ci Diana na sercu..wszystko co do niego czujesz..Teraz..powiedz mu.
-Lubie Cię wiesz to prawda?-zaczęłam...
-Tak wiem ja ciebie przecież też.-odparł ze spokojem.
-I wiesz ze jestem ci wdzięczna za wszystko...za to ze sie w jakiś sposób mną zająłeś ..troszczyłeś sie..pomagałeś wspierałeś..no poprostu byłeś.?
-Wiesz ze to dla mnie przyjemność.Lubie z tobą spędzać czas..ciesze sie ze mogłem ci jakos pomóc.-odparł.
No mów Diana mów.
Poczułam jakby moje usta ktos zaszył..nie mogłam nic powiedziec.
To co własnie chciałam najbardziej z sb wydobyć..nie mogłam.!
Boje sie..tak bardzo się boje.
Zdobyłam sie na odwage..obiecałam mu ze bd silna..a wiec..jestem.
-Justin bo..chce ci powiedzieć ze...-cholera...- że jestem dla mnie kims wiecej niz przyjacielem..jestes..kims wyjątkowym z nikim nie czułam sie tak dobrze jak przy tobie.Chce zebyś wiedzial...
że... jesteś cholernie niesamowity i ..zakochałam sie w Tobie.Ja wiem..wiem...że ty nic...ale musialam to powiedziec przepraszam.-powiedzialam wszystko to co leżało mi na sercu.
Wzdechnęłam głosno i poczułam jak do oczu napływają mi łzy... nie opanowałam ich..same spływały po moich ciepłych policzkach.
A on?Siedział cicho..nie odzywał sie..
Własnie tego sie najbardziej bałam.



_________________________________________
_________________________________________

No i jest 3 :)
nie miałam dziś weny ale pewna osoba sprawiła ze powróciła i jak najszybciej zaczęłam pisać.
Nudny troche ten rodział..
Ale obiecuje ze w nastepnym zacznie sie cos wiecej dziać<3
az sama sie nie moge doczekać haha ;D
DZiękujee za miłe komentarze <3
Jesteście kochani<3
Tagi: rozdział 3
31.01.2012 o godz. 19:29

Rozdział 2.



Stałem tak z otwartą paszczą i podziwiałem tą piękność.
-Anioł...-szepnąłem do siebie.
Była niesamowita..perfekcyjna!
Zauważyłem ze ma opaske na oczach...zdziwiło mnie to..po co jej?
-Yh..moze poprostu chce być lepsza.-odpowiedziałem sam sobię .
Stałem tak i podziwiałem...az podeszła do mnie dziewczyna..cos na ok.15 lat.
-świetna prawda?-zapytała niska brunetka.
-Tak...świetna.-odpowiedzialem rozmażony i wróciłem do oglądania anioła..
-Ma na imie Diana.Swoją drogą..dawno jej tu nie było.
-Diana...-powtórzyłem cicho jej imie.
-Tak Diana.Świetnie tańczy..ale życia nie ma tak kolorowego jak jej taniec.-powiedziała 15 latka spuszczajac głowe.
-Dlaczego?-zapytałem zaciekawiony.
-Jest niewidoma.Dlatego ma tą opaske na oczach.-odpowiedziała smutno i spojżała na mnie swoimi dużymi niebieskimi oczętami.
-Niewidoma?Boże...-przejąłem sie...taka cudowna dziewczyna..swietnie tanczy..piękna..i jest niewidoma..
Nie wiem dlaczego ale coś mnie do niej ciągnęło..odrazu.! Spodobała mi się..ten taniec te ruchy...uroda.Cudowna.
-No niestety tak Justin.Nie chce ci opowiadac jej zycia sama nie wiele wiem..jeszcze tylko to ze jest sama z ojcem..jej mama nie zyje zmarła na raka.I wsumie..ja spadam narazie.-powiedziała brunetka i uciekła mi z pola widzenia.
-Boże...-szepnąłem. Mój wzrok powrócił na mojego małego aniołka.
Przestała tańczyć..muzyka ucichła..dziewczyna siadła przetarła twarz dłońmi i zmęczona opadła na podłoge.
Bałem sie że moze mnie zobaczyc..no ale jak?!
Justin ty i te twoje myslenie...
Zauważyłem ze po policzku dziewczyny spływa malutka łezka.. Chciałem do niej podejść przytulić ja.. pocieszyć.
Ale jak ? Ja JB mam to zrobic? Ciekawe jakby zareagowała...
No nic... odszedłem od drzwi sali..i znowu gubiąc sie gdzies wróciłem do samochodu.
-No nareście.! Co tak długo ? -Zapytał wściekly Kenny.
-Przeraszam.Te korytarze...zgubiłem się.-uśmiechąłem sie do niego i wsiadłem do samochodu.
-Ojj Justin. - powiedział zrezygnowany i odpalił wóz.
-Może ją spotkam na warsztatach.?-zapytałem po cichu sam siebie.
-Kogo?-Zapytał Kenny.
-Co?A nie nie..do siebie gadam.
-Widze.
Reszte drogi spędziłem w milczeniu myśląc o tej piękności.
Była naprawde świetna..





*Oczami Diany*

Leżałam tak juz na podłodze dobre 10 min.
-Dobra ..zbieram się.-powiedziałam do siebie wstając.
Powoli udałam sie do szatni..przebrałam ogarnęłam i udałam sie do wyjscia.
Na dworze zrobiło sie chlodniej..a ja ze nie pomyślałam zeby wziąść jakąś bluze udałam sie do domu.
Otworzyłam ostrożnie drzwi...
-ughhhhhhhhhhhh.....-westchnęłam marudna czując smród alkoholu.
Nie słyszałam ani chrapania ani szumu..czyli ze go nie ma.
To nawet lepiej.Posiedze sama.
Weszłam do pokoju przebrałam sie i usiadłam po turecku na łóżku.
Z pod mojej poduszki wyjełam ipoda włożyłam słuchawki połozyłam sie wygodnie zamknęłam oczy i w rytm spokojnej piosenki ruszałam stopami.
Nie wiedząc kiedy...zasnęłam.



*Oczami Justina*

-...No i własnie dlatego jestem taki zamyslony od kąd wróciliśmy ze spotkania.-skonczyłem opowiadając Kennemu całą sytuacje z dziewczyną.
-A no to juz wszystko rozumiem.Zawróciła ci w głowie co?-zapytał klepiąc mnie swoją duzą dłonią po ramieniu.
Przetarłem twarz dłońmi zastanawiając sie co mu odpowiedzieć..Zawróciła?Może i racja..tylko ze ja jej wcale nie znam.
Yh..co z tego.. od dzis nazywam ją moim małym aniołkiem. Mam nadzieje ze bd mógł ja bliżej poznać..oby.
-Wiesz..to nie takie łatwe. Może masz racje. Może i mi troche zawróciła w głowie...ale nawet nie wiesz jak ona świetnie tanczyła..te ruchy ta lekkość..i ta moc!-opowiadałem przejęty.
-Oj chłopie...a nie pomyślałeś o tym..zeby do niej zagadac?
-Pomyslalem..ale co podejde do niej i powiem czesc jestem Justin Bieber. Ona nawet mnie nie zobaczy...pierwszy raz boje sie zagadać do dziewczyny..
-Bo z taką jeszcze nigdy nie gadałeś Justin.Ale warto spróbować..kto wie.Może cos z tego będzie?-powiedział robiąc dziwną mine w moją strone
Zachichotałem.
-Tak napewno..ja mieszkam w cholere tys.km od niej...napewno cos z tego wyjdzie masz racje.! Oj Kenny! - odparłem zrezygnowany kiwając głową.
-Co maja do milości km?Jezeli prawdziwie sie kocha..nie ma dla was przeszkód! Rozumiesz?
Jaki on mądry sie stał..w tych tematach to juz wgl.
-Rozumiem.Dobra jestem zmęczony dzieki za rozmowe..troche mi pomogleś stary . Dzięki-przytuliłem go i poklepałem po plecach na znak wdzięczności.
-Nie ma sprawy mały dobranoc-powiedział i wyszedł.
Zostałem sam...udałem sie do łazienki . Wziąłem prysznic ubrałem sie w piżame i wróciłem do łóżka.
Napadła mnie wena... wziąłem do ręki ołówek i jakis notes i zacząłem pisać piosenke.
O czym była? Sam nie wiem..pisałem co mi na mysl przyszło.
-Smutno...- powiedziałem do sb czytając moje bazgorły.
Zmieniłem pare zdan.Po skończeniu przeczytałem jeszcze 3 razy...
-Może być.-odparłem i odłożyłem przyżądy.
Opadłem zmęczony na łóżko i przymknąłem oczy.
Mimo zmęczenia nie mogłem zasnąć...Cały czas przed oczami miałem te ruchy...tą moc.... mojego aniołka.
Zaczałem sie za nią modlić...tak żeby byla szczęśliwa zeby wszystko czego pragnie się spełniło.
Długo o niej myślac gdzieś nad ranem..zasnąłem.



*Oczami Diany*


Wstałam w dobrym humorze...dziwne. Ale to chyba tylko przez sen.
Śniło mi sie...że ktoś mi pomógł..kto?nie wiem...w czym pomógł? Zapłacił za operacje moich oczu...
Tak odzyskalam wzrok.Szkoda ze obudziłam sie w złym momęcie..własnie mialam spojżeć na mojego ...zbawiciela? haha. okej moge go tak nazwac.
Mimo wszystko...podobał mi sie ten sen..chociaż tam byłam szczęśliwa..naprawde szczęśliwa.
-No okej czas się ogarnać.-powiedziałam do sb kończąc moje rozmyślenia.
Powoli wstałam kierując sie do łazienki.
Umyłam sie ubrałam i umalowałam. No ogólnie ogarnęłam ;).
Po skończeniu moich ogarnięć zeszłam ostrożnie na dół.
Usłyszałam straszne burczenie w moim brzuchu.
-no już już ide cię nakarmić.!-powiedziałam uśmiechając sie i głaszcząc po brzuchu.
Nie słyszałam szumow..TV chodzenia ...niczego.
Myśle że dom jest pusty.Całe szczęscie. Nie chce mi się znowu z ojcem kłócić.
Udałam się do kuchni. Zrobilam sb płatki i jedząc zastanawiałam sie czy dziś też pójsć i potańczyć..
Znowu mnie to wkręciło.Zaniedbałam swoją pasje.. naprawie to.
Czyli dziś też pójde do domu kultury.
-Przydałoby sie odwiedzić kierowniczke przy okazji.-odparłam cicho .
Dobry pomysł..wsumie.To bardzo miła kobieta zawsze dawała mi do dyspozycji całą sale.
Tylko dla sb..ja i wolna przestrzeń...coraz bardziej mi tego brakuje.
Po zjedzeniu założyłam na siebie bluze do torby spakowałam inny dres i opaske na oczy i wyszłam z domu.
Powoli kierując sie do ośrodka.
Na dworze było chłodno..lekki wiatr rozwiewał mi włosy na wszystkie strony.
Zabawnie to musiało wyglądać .;)
Wielu ludzi zastanawia to jak ja trafiam np do sklepu czy tez to takich miejsc jak to do którego sie własnie udaje.
proste.Koło mnie mieszkała kiedyś taka miła starsza pani..pomagała mi. Kiedy stracilam wzrok wszystkiego mnie uczyła.
Ona też kiedys była ślepa..jak ja.Odzyskała wzrok przez operacje.Uczyła mnie jak rozróżniać kolory jak sie ubierać malować robić sb sama jedzenie
i własnie..jak dostać sie samemu w jakies miejsce.Ona miała do tego biała laske..ja jej nie potrzebuje.
Wracajac..to było tak. Za kazdym razem gdy zabierała mnie do sklepu kazała mi liczyc kroki..kazdy krok !od pierwszego do ostatniego.
Nie moglam sie pomylić.Liczyłam jak najlepiej mogłam.Starałam się. Na danym kroku mówiła ze jest np skręt w lewo.Od skrętu liczyłam następną część kroków.
No i tak za każdym razem. teraz tez to robie.Dużo się od niej nauczylam..była wspaniała kobietą.Tak byla..zmarla 2 lata temu.
Bałam się ze bez niej sb nie poradze..ale obiecałam ze jej nie zawiode.Daje rade..jakoś.Zawsze to coś prawda?
Myślac wkońcu dotarłam do ośrodka.
Ostrożnie weszłam i zaczełam na pamiec kierować sie do tej samej sali co wczoraj.
Nikogo chyba nie było..nie słyszałam żadnych szmerów krzyków dzieciaków..no nic.
Weszłam do sali udałam sie przebrać i wracając puściłam muzyke z wierzy.
Najpierw coś spokojnego..tak żeby sie rozciągnąć.
Rozciągając sie usłyszałam otwieranie sie drzwi.
-To ty Dianko ? -uslyszałam delikatny kobiecy głos.
Jestem pewna ze to była kierowniczka.
-Dzień Dobry. Tak to ja -usmiechnęłam sie .
-Ojej..Jak miło cię znowu widzieć.Znowu wracasz do tanca?
-Tak...tak myśle.-odparłam
-To wspaniale.! Pamiętaj..ta sala zawsze jest do twojej dyspozycji!ZAWSZE-powtórzyła to słowo i zachochotała .
-Dziękuje..to miłe.-odparłam uśmiechając sie lekko.
-Swoją drogą.Ty wiesz co sie u nas dzieje ?
Zdziwiła mnie tym pytaniem..miałam tylko nadzieje ze nie zamykają domu.!
-Przepraszam ale nie..co się ma dziać?-zapytałam drżącym glosem.
Gdyby zamkneli ośrodek..tak nie miałabym gdzie tanczyc.
-Nic strasznego nie obawiaj się kochanie.! Z mała wizytą i pomocą wpadła do nas gwiazda..mysle ze znasz tego chlopaka.-odparła entuzjastycznie.
Gwiazda?Chłopaka?...szczerze?nie mam pojęcia o kim ona mowi.
-Jaka gwiazda?Jak pomóc?-zaczelam zadawać jej bardziej istotne pytania.
-Oh..kochanie-podeszła do mnie i zaczęla głaskać po ramieniu-Justin Bieber. Będzie prowadził warsztaty oraz odbędzie sie tu w Warszawie jego koncert.Wspaniale prawda?-zapytała tuląc mnie do siebie.
Justin Bieber.?... Wsumie fajnie. Podobno potrafi tanczyć. Głos ma niezły..ale jak z tańcem u niego jest nie wiem.
-Fajnie.Będzie pomagał początkującym ?
-Nie kochanie. Na te warsztaty będą chodziły tylko te osoby którę potrafią naprawde dobrze tańczyć.Swoją drogą...ty też byś mogła przyjść.
Ja?A na cholere im tam ja?Dziwny pomysł.
-ja?a ja tam po co ? żeby się użerali z niewidomą dziewczyną?Nie dziekuje naprawde wole potanczyć sama.-odparłam opuszczając głowe.
Wsumie...okej to fajny pomysł moze i bym chciala..ale ..nie ja sie nie nadaje.
-Nie mów tak.Justin pomaga takim jak ty.To dobry chłopak.I jestem pewna ze spodobałabyś mu sie.-powiedziała znowu przytulając mnie.




*Oczami Justina*

Przysłuchiwałem sie tej rozmowie od..5 min.Nic nie rozumiałem niestety..nie znam polskiego.Wspomniano tam kilka razy moje imie.
Kiedy kierowniczka wyjdzie zapytam ją czy moze mnie zapoznać z tą dziewczyną.Będe musial jej powiedzieć ze widziałem jak tańczyła..no nic wsumie to żadna wielka tajemnica.
Poczekałem grzecznie aż wyjdzie . wsumie nie długo jakies 3 minuty.
-Przepraszam.-powiedziałem cicho..
-O Justin . Co Cię tu sprowadza zajęcia masz za-spojżała na zegarek.-za godzine.
-Tak wiem..ale chciałem jeszcze poćwiczyc i idąc zauwazylem panią i ją..-wskazałem ręka na drzwi sali-i kożystając z okazji chciałem sie dowiedzieć cos o tej dziewczynie.- znowu wskazałem to samo miejsce gdzie mój aniołek się znajduje.
-O Dianie?A co byś chciał wiedziec?
-No......-zaczałem jej opowiadać jak widziałem ją jak tańczyła..o rozmowie z tą niebieskooką brunetką.
Nie wiem czego oczekiwałem.Chciałem poprostu poznać tą pięknosć.Ciakwe jak na mnie zaregauje.
Nie często mam styczność z osobami niewidomymi..ale raz kozie śmierć.
-Może poprostu chodź poznam Cię z nią.Spkojnie zna angielski. -zaproponowała i wzięła mnie za ręke.
Nie zdążyłem nawet zaprostestować..zaciągnęła mnie do sali.
Tak..bałem się. Własnie w tym momecie bałem sie jak ta ślicznotka na mnie zareaguje.



*oczami Diany*

Podeszłam do wierzy chcąc właczyc muzyke i ponownie wrócić do tanca.
-Nie włączaj jeszcze.Diano chciałabym ci kogos przedstawić.
Czynnosć przerwała mi kierwoniczka.
No nic...przedstawić ? Kogo...?
-Dobrze.-odpowiedziałam grzecznie .
-Tylko mów po angliesku.-dodała.
-Yhm...no dobrze. -odparłam.
Po angielsku?dziwne..ale okej .
-Justin to jest Diana.Diana..przed tobą stoi nie kto inny jak Justin Bieber.-powiedziała ucieszona.
A ja?A ja stałam jak zamórowana.Poczułam jak ktos dotyka mojej dłoni i bierze ją do góry i delikatnie musnął ustami.
-Cześć.-powiedział spokojnym głosem..Justin.
-Cześć...-odpowiedziałam i spuściłam głowe.
Na oczach miałam cały czas swoją opaske.Także cieszyło mnie to że nie mógł spojżeć mi w oczy.
-No to wy dzieci sobie pogadajcie a ja wracam do swoich spraw.Dozobaczenia.-powiedziała kierowniczka i usłyszałam jak wychodzi.
zostawiła mnie samą..z nim samą.!
-Wybacz.Ale musiałem Cię poznać.-zabrał głos JB.
Musiał?
-Musiałeś?-zapytalam zdziwiona i usiadłam na podłodze.JB zrobił to samo i dosiadł sie do mnie.
I tak zaczęla sie nasza rozmowa.



____________________________________________
___________________________________________

Okeej..jest nastepne ;D
takie..dziwne mi wyszło wybaczcie <3
W dziwnych czasach pisze haha ;D
Ogólnie pisać prosze czy sie podoba..czy też nie<3
Dziękujee <33


Tagi: .
30.01.2012 o godz. 16:50

Rozdział 1.


Piątek wieczór albo noc...nie wiem. Siedze na środku łóżka sama ..no nie sama z misiem.
Jedyny mój przyjaciel który zawsze mnie wysłuchał.Płacze.Jak to ja.Ostatnio zdaża mi się to częściej.
A to tylko przez to że jestem cholerną kaleką...Tak kaleką. Jestem ślepa niewidoma gówno widze!Chociaż nawet tego nie widze.
Nie potrafie sie z tym pogodzić..nie widze co mnie otacza..nie widze ludzi ... nic.. Użalam się nad sb prawie każdego wieczora.
Wiem że nie powinnam. Przecież jestem takim samym człowiekiem jak inni..a jednak nie.Jestem inna.Boje sie pokazać moich oczu chodze w okularach...nawet gdy jest noc.
Gdy ide spać zakładam opaske na oczy...wstaje nie zdejmuje jej.Wiem ze widok koloru moich oczu moze wielu ludzi przerazić.Nazywano mnie czasami wampirem a czasem trupem.
Tylko dlatego ze kolor moich oczu jest podobno strasznie jasny...cholernie jasny błękit?Czy cos w tym stylu.
A do czasu utratu wzroku..były brązowe..nienormalne co ? Tak wiem.
Straciłam wzrok gdy miałam 10 lat..mam 16 . Czyli 6 lat widze gównianą ciemność.
To był wypadek?Moge to tak nazwać..ojciec był pijany...majstrował cos w kuchni...wyszedł..chcialam cos zjesc,zauważyłam ze cos odstaje od kuchenki.
No i jak mała dziewczynka..ruszyłam to.Niepotrzebnie.Wybuchło..cholerny pieprzony błsyk który pamiętam.Upadłam...
Nie moglam sie ruszyć.Moje oczy zaczęły mnie bolec..ból się nasilał coraz bardziej widzialam...nic nie widziałam.
Straciłam przytomnośc.. a potem obudziłam sie w szpitalu. Do dziś nie wiem co to było ... Ojciec sie tylko drze ze mogłam tego nie ruszać.
Nie obwiniam go za strate wzroku..a moze powinnam? Nie ważne.
Mój ojciec to alkoholik od.... tak zaczął pić miesiąc przed śmiercią mamy.
Mama zmarła jak miałam 8 lat. Miała raka..brakuje mi jej no ale ...
Obiecałam jej ze będe silna. Zawiodłam ja..nie potrafie!!
Nie ma mnie kto nawet wesprzeć..nie mam do kogo sie przytulić.
Yh...miś. dobra mam misia!
Chyba już późno... zmęczone mokre oczy same mi się zamykają.
Opadłam na poduszki i założyłam opaske. Przytuliłam misia...zasnęłam.


Obudził mnie głosny chuk dochądzocy z dołu.
Przestraszona powoli wyszłam z pościeli.
Stanęłam na prostych nogach i powolnym krokiem ruszyłam do drzwi badając przy tym otoczenie..
Ostrożnie zeszłam po schodach na dół.
-O wstałaś.-powiedział dobrze mi znany donośny głos...ojciec.
-Tak tato jak widzisz wstałam.Co to był za hałas?-zapytałam oczekując jakiejś mądrej odpowiedzi.
-Aaa..to to nic takiego.-odpowiedzial jakze mądrze..
W tym momencie usłyszałam jak chyba szufelką zbiera...szkło?Tak to odgłos szkła.
Znowu pił...
-Już wiem co to .Znowu piłeś?Rano kurwa?!-Wrzasnęłam na niego zła i ostrożnie usiadłam na kanapie.
Przetarłam zmęczoną twarz rękami i opadłam na fotel.
-Jak ty sie do mnie odzywasz?!-Wrzasnął...słyszałam jego kroki.Podszedł do mnie.Dobrze ze nie widze jego twarzy.Pewnie bym sie przestraszyla...
-Tak jak mi sie podoba..tatusiu.Na nic innego nie zasługujesz.! -Odpowiedziałam równie donośnym tonem co on.
Mogłam tego nie robic...pożałowałam. Poczułam jak jego silna ręka udeża mnie w twarz.
-Spróbuj jeszcze raz tak powiedziec gówniaro! -Wydarł sie i odszedł.
Takie sceny były często.Za czesto..
Poczułam jak pojedyńcza łza spływa mi po ciepłym policzku...
-Mamo wróć..-szepnęłam i udałam sie do siebie.
Wchodzac szybkim krokiem do pokoju ręką przez przypadek coś strąciłam...
Uderzyło o ziemie..rzecz sie rozbiła..
poczułam szkło pod stopami.
-Kurwa...tylko nie to...
kucnęłam i dotykiem zaczełam odgadywać co to jest.
Zdjęcie...Tylko jedno zdj stało w tym miejscu...mojej mamy.
-Zajebiście.
Nie sprzątając udałam sie ostrożnie do łazienki po drodze biorąc biała bokserke czarne obcisłe rurki białe trampki i czarną arafate.
Umyałam się.Ubrałam . Umalowałam..tak potrafie sie malować lata praktyki.
Załozyłam ciemne okulary i wyszłąm z domu.
-No to czas się powłóczyć..znowu.-powiedzialam sama do sb i ostrożnym krokiem udałam sie przed siebie.
Znałam dobrze moja okolice..to miasto. Duże miasto wkońcu to warszawa...ale potrafiłam się tu odnaleść.
Nie miałam dokąd iść..wiec udałam sie do domu kultury..dokładniej do sali tanecznej.
-Dawno nie tańczyłam. - pomyślałam.
Bardzo dawno... z rok ?
Na pamięc weszłam do sali.stanęłam na srodku i zaczęłam robić kołowe ruchy głową.
Wzięłam głęboki wdech...tak własnie zapomnialam ze nie mam stroju na sobie.
Przecież w obciesłych rurkach nie będe tańczyć.
-Idiotka..-obraziłąm samą siebie.
Zaraz zaraz...tu gdzieś powinien być mój strój..mój dres.
Zadowolona i pełna nadzieji ze go znajde ruszyłam do szattni...znowu na pamięć.
-Jak dobrze ze sie tu nic nie zmieniło.- powiedzialam znów do siebie.
przez gadanie do siebie nie wariuje ;)
Zaczęłam delikatnie dłońmi szperać po otwartch szafkach... pamiętam że moją zostawiłam otwartą.
rękami przejechałam po górnych szafkach . poczułam kluczyk..przekręciłam go i wyjełam dres.
Czułam że to dres.
Potem wyjebalam..top?Tak to top. pamietam ze w kieszeni spodni zawsze miałam czarną opaske na oczy...
zaczełam szukać..
-JEST!-krzyknęłam .
No to sie udało..będe znowu tańczyć.
Przebralam sie i udałam na sale. Swoją droga dziwi mnie to ze tak długo tu był..
Udałąm sie do wierzy i włączyłam jakąś muzyke..zaczęłam szukać czegos rytmicznego .
-mam.!-powiedzialam i zostawiłam piosenke Ciary -Gimme that.
stanęłam na srodku sali.. i zaczęłam powoli wczuwać sie w rytm piosenki.
Wkońcu nie liczyło sie dla mnie nic..tylko muzyka ja i parkiet !
Dawałam z siebie wszystko.Wyrzywałam sie na tym!


*Oczami Justina*

-Dziękuje wam bardzo za miłe słowa dozobaczenia na koncercie i warsztatach kochani!-powiedziałem do moich fanek i wstałem z miejsca udając sie w strone wyjscia.
Dziewczyny piszczały skakały..a prosiłem o to zeby tego nie robiły..trudno.
Rozdałem kilka autografów i z Kennym udaliśmy sie do samochodu.
-Cholera...-zaklnąłem.
-Co jest ?- Ożywił sie Kenny.
-Zapomniałem kurtki. Zaczekaj zaraz wracam! -krzyknąłem biegnąc do wejścia.
-Zaraz...gdzie to było ? -zapytałem sam siebie.
tak..zapomniałem jaka to była sala.
szukałem i szukałem..
-Mam! -krzyknąłem i odrazu zakryłem sb ręką usta. Jeszcze mnie ktos usłyszy a przeciez Kenny został.
Wszedłem do sali po cichu modląc sie zeby w niej juz nikogo nie bylo.
Bóg mnie jednak słucha. Jak na moje szczęscie nikogo juz nie było.
I na szczęscie została moja kurtka.
Wziąłem ją do ręki i wyszedłem z sali..znowu zacząłem błądzić.
-Cholera!-krzyknąłem.
Idąc usłyszałem muzyke dochodzącą z jakiejs sali...
Ciekawość była silniejsza i podązyłem za dzwiekiem.
Stanąłem przed drzwiami do sali z której ona dochodziła...
zamurowało mnie..Zobaczyłem śliczną dziewczyne która niesamowicie sie ruszała w rytm piosenki.


_________________________________________________
_________________________________________________
No to jest narazie początek.;)
złapałam wene to napisałam ale własnie czuje ze mnie opuszcza ;< haha ;D
mam nadzieje ze sie podobało<3 nawet krytyke przyjme.! żeby potem poprawic to co jest złe<3
Dziękuje !! ;**
Tagi: ...
29.01.2012 o godz. 17:31
z tego powodu kochani ze nie ogarniam tej strony jeszcze
zdj Bohaterów dodam jako linki; D

a wiec tak
Diana Harris 16 lat.Niewidoma dziewczyna.Mieszka tylko z ojcem od kąd jej matka umarła na raka.Nie jest fanka JB ale dużo o nim słyszy i szanuje go.Jej pasja to taniec.Jest miła dla tych co są dla niej mili.Chce spotkać swoja prawdziwą milość.
http://www.theprophetblog.net/ciara-hits-back-on-shut-em-up

(tak wiem ze to Ciara ale kocham jej urode i styl wiec ona mi tu pasuje)

Justin Bieber. 17 lat
przystojny chłopak pożądany przez miliony nastolatek.
Marzy o prawdziwej miłości. Dalej chyba nie musze nic o nim mowic;)
http://www.celebuzz.com/photos/justin-bieber-unveils-the-mrobo-at-2012-international-consumer-electronics-show/justin-bieber-unveils-the-mrobo-at-2012-international-consumer-electronics-show-3/full-size/


ojca diany mozecie sb wyobrazić.
Nie bd dawała tu takiego zdj.
David 49 lat. alkoholik.
Zaczął pić miesiąc przed smiercia własnej żony.
Nie panuje nad emocjami.Ma tylko jedną córke -Diane.


reszta bohaterów jest mniej ważne i pojawia sie tylko czasami ;*
Tagi: bohaterowie
29.01.2012 o godz. 17:27
mylovebieber
mysweetlovebieber
Skąd: Poland
O mnie: No siema mam na imie Ola Jestem Belieberką ... w ch*j walniętą ;D czasem mam nadmiar w mojej wyobraźni różnych pierdół więc przenosze je na tego bloga
statystyki